niedziela, 25 września 2016

Jedenasty. Ostatni.


Miesiąc później
Zostałam sama w tym małym pomieszczeniu. Peter właśnie miał oddać swój ostatni skok tego dnia. Trening był dla mnie nowym doświadczeniem i cieszyłam się widząc, że moja obecność dobrze na niego wpływa. Była już zima i wystawanie na zewnątrz w moim stanie nie było najlepszym pomysłem dlatego odesłano mnie tutaj. Siedziałam z torebką na kolanach, gotowa do powrotu do domu, kiedy już odda swój ostatni skok. Myślałam tylko o tym, że jutro mam zaplanowaną ostatnią wizytę u lekarza przed porodem. Brzuch przybrał monstrualne rozmiary i kilkakrotnie zadano mi pytanie czy to ciąża bliźniacza. Niewielki telewizor zawieszony na ścianie pozwolił mi podziwiać go podczas gdy zjeżdżał po pochyłej skoczni.
Odwróciłam na chwile głowę, a kiedy znów spojrzałam w ekran zobaczyłam jak jedna z nart przesuwa się za jego ramię i jego całe ciało wykonuje dziwny obrót w powietrzu, po czym runął na zieloną pokrywę zeskoku. Serce stanęło mi na sekundy, widziałam to na ekranie, ale przecież to wszystko miało miejsce czterdzieści metrów dalej od miejsca, w którym się znajdowałam. Na moment unieruchomił mnie strach, ale później walcząc ze łzami wybiegłam z tego niewielkiego pomieszczenia. Kiedy dobiegłam do skoczni czyjś mocny uścisk mnie zatrzymał. Widziałam przez łzy ludzi, sanitariuszy z noszami. Zasłaniali go całkowicie, a ja chciałam dostrzec czy wszystko w porządku z moim mężem. Ledwo łapałam oddech połykając przy tym słone łzy. Czyżby właśnie stało się najgorsze?
- Puść mnie – próbowałam się wyrwać, ale zostało mi to uniemożliwione – On nie może być sam, on nie może – urwałam bojąc się wypowiedzieć to ostatnie słowo. Myśl o tym ponownie mnie sparaliżowała i zalała się ponownie łzami. Nie widziałam już niczego, a ten kto wcześniej trzymał mnie za ramiona, teraz przytulił do siebie.
- Spokojnie – usłyszałam głos Gorana Janusa – Pojedziemy do szpitala za karetką.
Odgłos samochodu ratowniczego sprawił, że nogi się pode mną ugięły, ale słowa Gorana sprawiły, że płacz zelżał. Prócz Petera nie miałam tu nikogo, a uświadomienie sobie tego zajęło mi wiele czasu dlatego z bezradności tej sytuacji zaczęłam obwiniać siebie. To ja go odtrącałam raz po raz. To moja choroba zabrała nam tyle czasu, który mogliśmy spędzić razem. Nie znałam się na upadkach skoczków narciarskich, ale słyszałam przyciszone rozmowy sztabu szkoleniowego. To nie był delikatny upadek. Oni martwili się czy to nie wykluczy go z tego sportu. Ja martwiłam się o niego.

Siedząc na fotelu pasażera chciałam aby jechał choć trochę szybciej, lecz miałam świadomość, że i tak znacznie przekroczyliśmy dopuszczalną normę na tym odcinku drogi. Wtedy stało się coś zupełnie nieoczekiwanego. Zamknęłam oczy i zobaczyłam Petera siedzącego przede mną przy stole na, którym stały zapalone świece. Sceneria się zmieniła i ujrzałam jego trzymającego mnie za rękę, kiedy szliśmy w stronę Bazyliki św. Piotra w Rzymie. Kolejnym wspomnieniem była nasza wspólna noc, a później zobaczyłam go stojącego przy ołtarzu, ubranego w czarny garnitur i białą koszulę. Patrzył na mnie i uśmiechał się szeroko, nie widziałam nikogo innego poza nim, choć w kościele było pełno osób i wiedziałam o tym. Obrazy kolejno wypełniały dwuletnią przerwę w mojej pamięci. Odzyskiwałam pamięć, tyle uczuć zostało przy tym wyzwolonych.
Nie potrafiłam się z tego cieszyć, bo to mój ukochany był w szpitalu, a ja nie wiedziałam co nim. Przebiegłam w stronę bloku operacyjnego, na który go zabrano. Goran pojawił się z kubkiem z wodą i usiadł obok nie podsuwając mi go do wypicia.
Siedzimy tak przez pół godziny i jak dotąd nikt nie wychodzi zza drzwi na które patrzymy. Wstaję z miejsca, nie chcę siedzieć. Muszę rozprostować nogi. Głaszczę swój brzuch, wypukły ze względu na siódmy miesiąc ciąży. W myślach uspokajam siebie i dziecko, mówię do niego, że wszystko będzie dobrze, że musi być dobrze. Potem dzwonię do mojej matki, Goran też rozmawia z kimś przez telefon. Nie mówię jej nic o tym, że wspomnienia wróciły, nie potrafię o tym mówić, kiedy jedyne o czym myślę to on. Pociesza mnie przez telefon, ale na niewiele się to zdaje, nadal czekamy.
Wreszcie lekarz wychodzi z Sali operacyjnej i idzie w moją stronę, Goran staje tuż obok, zapewne gotów wesprzeć mnie w razie czego. Wolę nie myśleć o takiej ewentualności.
- Operacja się udała, miał połamane cztery żebra, zwichnięty bark oraz złamaną lewą rękę – wyjaśnił lekarz a ja wreszcie złapałam głębszy oddech – Poza tym ma obrzęk mózgu, ale to tylko wstrząśnienie. Pozostaje nam czekać na to, kiedy się obudzi.
Wtedy w oddali widzę, jak przewożą go na łóżku szpitalnym na koniec korytarza. Nie słucham już lekarza, idę na pielęgniarkami pchającymi łóżko. Wygląda tak blado, na lewym policzku na czerwony ślad po zadrapaniu. Na jego głowie znajduje się opatrunek, z ust wydobywa się przezroczysty wężyk. Wygląda okropnie, ale postanawiam być silna. Tak jak on był silny dla mnie przez cały ten czas.
Na początku nie pozwalają mi do niego wejść, dopiero po chwili, kiedy podłączają go do wszystkich urządzeń monitorujących. Gdyby nie odgłosy sprzętu medycznego nie uwierzyłabym, że oddycha. Znów czuje piekące łzy, ale jest mi także niedobrze. Z niechęcią wychodzę na korytarz i otwieram najbliższe okno.
Wtedy dostrzegam rodziców Petera, idą wraz z Niką korytarzem i kiedy są już blisko widzę, że mój widok ich przeraża. Mimo, że jego stan nie jest tak okropny. Patrzę na jego matkę i czuję ucisk w sercu. Patrzy na mnie i wiem co sobie myśli. Jak ktoś kto nie pamięta jej syna, nie pamięta że go kocha miałby zająć się nim w takiej sytuacji. Nie obwiniam jej za to, w końcu jest jego matką. Mimo to nie mogę wykrztusić z siebie, że już wszystko pamiętam. Wszystko.
- Operacja się udała, teraz czekamy na to kiedy się obudzi – mówię dość niepewnie, Nika podchodzi o mnie o obejmuje mnie. Jestem jej wdzięczna.
- Jak ty się czujesz? Co z dzieckiem? – Pani Prevc podchodzi do mnie i zaniepokojeniem patrzy na mój ciążowy brzucha.
- Dobrze – odpowiadam.
- Kochanie przynieś jej coś do jedzenia – zwraca się do męża, który najpierw idzie zobaczyć syna – Wyglądasz tak blado – znów zwraca się do mnie. Później razem idziemy do Sali gdzie leży Peter.

Chrząknięcie wyrywa mnie z zamyślenia. To Peter, ma otwarte oczy, a ja uśmiecham się do niego pogodnie i delikatnie dotykam jego policzka, pół twarzy oraz czoło ma zabandażowane, a ja staram się nie pokazać mu jak to mną wstrząsnęło. Zwilżam mu usta, wiem jakie to wspaniałe uczucie. Później całuję do bardzo delikatnie w policzek. Nie może mówić, z tą rurką w ustach. Wołam pielęgniarki i po chwili przychodzą wraz z lekarzem. Decydują się na usunięcie i przyglądam się temu bez strachu. Jestem szczęśliwa, że się obudził. Nic nie mówi, zapewne jest mu ciężko. Lekarz nie wymaga od niego na tym etapie rozmowy. Mówi mu co się stało i jaką operację przeszedł, później wychodzi z Sali i znów zostajemy razem. Siadam na krzesełku obok jego łóżka.
Nie umiem powstrzymać łez, ale są to łzy szczęścia.
- Alicia – niewyraźnie wymawia moje imię, a ja bardzo delikatnie muskam jego spierzchnięte usta.
- Już wszystko pamiętam – mówię mu i te słowa sprawiają, że z kącików jego oczu wypływają łzy, a na twarzy pojawia się delikatny uśmiech.
- To dobrze – stwierdza nadal niewyraźnie wypowiadając słowa, ale uczucie ulgi na jego twarzy i radości było wyraźne.
- Cii - nie chcę by się przemęczał mówieniem, dlatego całuję jego dłoń i siedzimy razem w milczeniu.
Faktycznie było dobrze, w końcu przypomniałam sobie, że go kocham.
**


Witajcie.
Tym rozdziałem się z wami żegnam. Mam nadzieję, że takie zakończenie jest znośne. Było ono napisane zaraz na początku, ponieważ planując tę opowieść czułam, że to będzie najlepszy happy end. Wróciły wspomnienia i teraz mogą już tylko patrzeć w przyszłość.
Wyjaśnię dlaczego dopiero teraz to publikuję. W międzyczasie popsuł się mój komputer, przez miesiąc był w naprawie i nie miałam nigdzie zapisanego tego rozdziału poza dyskiem głównym. Stąd te opóźnienia.
Chciałabym w tym miejscu podziękować kilku szczególnym osobom, których komentarze były dla mnie niczym paliwo dla silnika. Pomagały mi uwierzyć, że mam dla kogo to pisać i są to : XYZa, Ann x, Dominika Szajda, Kaśkablogera, Joasia Soroka, Elusive_ArtisT, Aja (kolejność przypadkowa). Dziękuję za wasze przemyślenia, były niezwykle cenne i w jakimś stopniu wpłynęły na moją pisaninę. Dziękuję każdemu kto pozostawił po sobie komentarz, w tym wielu Anonimom. To była czysta przyjemność dla was pisać.
Trzymajcie się ciepło i do widzenia.

ps. narazie możecie mnie znaleźć na juz-na-zawsze.blogspot.com, do Petera wrócę, ale jeszcze nie teraz

11 komentarzy:

  1. Boże, jakie to było zajebiste! 😄 Kawał dobrej roboty. 😉 Końcówka była taka śliczna i urocza. 💙Szkoda, że to koniec, ale przecież jest jeszcze drugi blog. 😊
    Ps. Jaka to dziewczyna wcieliła się w rolę Alicii? Jest śliczna. 😍

    OdpowiedzUsuń
  2. A!!!
    Ja tu wrócę jutro!
    Wiedz tylko, że wielbię mocno.
    (I czekam na Peterową wersję).
    Buziak!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wróciłam.
      Przemyślałam to i owo, więc mam już chyba skonkretyzowaną opinię.
      Spodziewałam się, że zdecydujesz się na happy end. Opcja, że Alicia nie przypomniałaby sobie Petera zakładałaby zakończenie prawie że otwarte (bo przecież, mogła sobie przypomnieć JESZCZE później), albo jej odejście.
      Gdzieś w połowie opowiadania zastanawiałam się, czy nie zakocha się w kimś innym, nie mając wspomnień z Peterem, w końcu był dla niej obcy. Ale ta opcja odpadła, kiedy zapowiedziałaś, że czeka nas już epilog.
      Osobiście obstawiałam coś w stylu bitter-sweet, i nawet niewiele się pomyliłam. Ale w momencie, kiedy czytałam, że Peter upada miałam wrażenie, że Alicia sobie przypomni (i to zrobiła, swoją drogą te wspomnienia są tak bardzo cute! <3), ale za to Peter zapadnie na amnezję, albo coś podobnego. Tak się jednak nie stało i jest jedynie poobijany. Czy wróci do skakania nie powiedziałaś nam, ale wydaje mi się, że tak, a nawet jeśli to przecież wkrótce zostanie tatą, więc mamy happy enda.
      Szczerze powiedziawszy, bałam się nieco, że po tak pięknie zbudowanej dramaturgii zawiodę się zakończeniem, i początkowo miałam lekki niedosyt. Ale, po chwili namysłu, gdy - dosłownie - przespałam się z tym zakończeniem, stwierdzam, że to najlepsze, co mogłaś zrobić.
      Czekam teraz na Peterową wersję, bo jednak są pewne kwestie, które chętnie "obejrzałabym" z jego perspektywy.
      Dziękuję serdecznie, za podziękowania, bardzo miło się czytało. Na "już na zawsze" oczywiście będę, bo kocham Twoją twórczość całym serduszkiem <3.
      Pięknie Ci to wyszło, bravissimo!
      Buziaki, E_A
      PS: Alicia mi przypomina Elenę z TVD, nie wiem czemu :O

      Usuń
  3. Jezu! Dziękuję Ci!💖😻😘
    To było genialne i najlepsze opowiadanie o Peterze *.*
    Mega się cieszę i mam łzy w kącikach ust ;3
    Wiedziałam, że ich starania nie pójdą na marne ;) Cudowna historia <3
    Dziękuję Ci za nią z całego serca ;*
    Pozdrawiam i weny ;*
    PS:Czekam na wersje Petera ;3

    OdpowiedzUsuń
  4. Melduję się!
    Wiem, rzadko pojawiałam się u ciebie z komentarzem, dosłownie sporadycznie, wybacz. Ale wszystko czytałam od tej przysłowiowej dechy do dechy, naprawdę. I trochę mi smutno, że to już koniec...
    Podoba mi się taka wersja zakończenia. Chyba lepsze być nie mogło. Zresztą, uważam, że każdy rozdział, który tutaj dla nas opublikowałaś był świetny. Wszystko zawsze się lekko i cudnie czytało, wręcz zjadało oczyma. Ja do fanów Petera (i reszty Słoweńców) nie należę, więc... tym bardziej możesz to odczytywać jako taki mały dodatkowy sukces, że swoim talentem, który niewątpliwie posiadasz, potrafiłaś mnie jakoś do niego przekonać :)
    No nic, dziękuję ci za tą historię, za czas i energię, którą poświęciłaś, aby ją dla nas stworzyć.
    Weny na kolejne perełki, do napisania!
    Buziaki :**

    OdpowiedzUsuń
  5. Przepraszam, że z takim opóźnieniem ale w końcu jestem.
    Dziękuje Ci za to opowiadanie, za emocje, za wchodzenie na bloggera i sprawdzanie nawet dzień po opublikowaniu rozdziału czy czasem nie ma znów czegoś nowego. Uwielbiam Twojego Petera, uwielbiam Twoją Alicje, uwielbiam ich historię.
    Nie spodziewałam się, że Alicja odzyska pamięć, w pewnym momencie byłam wręcz pewna, że Ala o niczym sobie nie przypomni.
    Wstrząsające przeżycie otworzyło odpowiednią zapadnie i bach! Do Ali wszystko wraca ale wiesz co? Bohaterowie doszli do takiego momentu, w którym uczyli się życia razem na nowo. Nawet gdyby ta "zapadnia" się nie otworzyła widziałabym dla nich szansę. Bo ta para jest po prostu na siebie skazana :)
    Dziękuje i do zobaczenia na Peterowej części :)

    OdpowiedzUsuń
  6. Uradowałaś mnie tym happy endem bo w mojej głowir już zaczęły krążyć czarne scenariusze o wypadku Petera na szczęście wszystko się dobrze skończyło. Dziękuję Ci kochana za te wszystkie rozdziały i mam nadzieję że do zobaczenia😍😍😍

    OdpowiedzUsuń
  7. Trafiłam na Twoje opowiadanie dzisiaj rano. Zabrałam się za czytanie i w niecałą godzinę pochłonęłam wszystkie rozdziały. Niewiele brakowało, a spóźniłabym się na zajęcia! Historia Alicji i Petera niesamowicie mnie wciągnęła. Dlatego troszkę mi smutno, że napisałaś jedynie jedenaście rozdziałów. Jednak z drugiej strony jestem wdzięczna - nie przesadziłaś, nie ciągnęłaś historii w nieskończoność, a to ogromny plus. Przyznam szczerze, że przez moment sądziłam, że nie będzie happy endu. Albo inaczej - że Alicia nie odzyska pamięci, ale z Peterem i tak będą razem, bo ona zakocha się w nim na nowo. Jakby nie było, to również byłby happy end. Jednak zaserwowane przez Ciebie zakończenie bardzo mi się podoba. I czekam na więcej. Na Petera. Z niecierpliwością.

    OdpowiedzUsuń
  8. Piękne opowiadanie. Nie raz i nie dwa miałam łzy w oczach, a końcówka... popłakałam się.
    Brak mi słów, naprawdę nie mam pojęcia co mogłabym pisać. Tyle emocji. Cudowna historia, podziwiam Cię, za to w jaki sposób wszystko opisałaś. Bez zbędnych wątków, wszystko idealnie.
    Bohaterowie zostali wykreowani niesamowicie, ich zachowanie, relacje: przemyślenia Alicji i jak to przeżył Peter. Tyle szczegółów. Wszystko prawdziwe, rzeczywiste. Jestem pod ogromnym wrażeniem i ten blog zaliczam do moich ulubionych.
    Masz talent, piszesz pięknym stylem, tak oryginalnie i po swojemu, wszystko przyjemnie się czyta. Wiele razy czyjeś teksty wywoływały we mnie emocje, ale tym razem - niesamowite. Chce mi się śmiać, chce mi się płakać - cieszę się z happy endu, nie wyobrażam sobie innego zakończenia, ale smutno mi, że to już koniec. Oczywiście mogłabym opisywać szczegółowo, zostawiać komentarze pod każdym postem, ale chciałam zostawić to na koniec. Brakuje mi już słów, czuję się jak po przeczytaniu niesamowitej książki.
    Czekam na więcej Petera, kiedyś tam, ale na pewno przeczytam.
    Pozdrawiam :)

    OdpowiedzUsuń