piątek, 5 sierpnia 2016

Dziewiąty.

Poczułam ulgę po wyjściu ze szpitala. Lekarz zapewniał, że wczorajszy wypadek nie był niczym więcej jak wynikiem przemęczenia, stresu i braku odpowiedniego nawodnienia organizmu. Na zewnątrz poczułam rześki powiew wiatru, co było wyjątkowo przyjemną alternatywą dla zapachu środków czystości, które używano w szpitalu. Spojrzałam na telefon. Nadal żadnej wieści od Petera, nie wiedziałam także czy Mina, którą wczoraj ledwo poznałam skontaktowała się z nim. Ten brak informacji nie sprawił jednak, że sama do niego zadzwoniłam. Miałam najgorsze przeczucia, choć nie powinnam wystawiać dziecka na stres, co wydawało się być niemożliwe.
Obejrzałam się przez ramie i dostrzegłam Nikę oraz wysokiego chłopaka u jej boku. Dziś wypisano mnie ze szpitala, a nie miałam do kogo innego zadzwonić, aby mnie stąd odebrać. 
- Cześć – powiedziałam uśmiechając się, choć wcale nie było mi do śmiechu. Kobieta w ciąży z nieznaną przeszłością i jeszcze bardziej niepewną przyszłością. Nie napawało to wielką nadzieją.
- Cześć – odpowiedzieli obydwoje – To mój brat Cene – Nika zwróciła wzrok w kierunku wysokiego młodego mężczyzny u jej boku. Domyślałam się, że może być on bratem Petera, choć podobieństwo nie było takie oczywiste.
- Miło Cię poznać, ponownie – moje słowa trochę rozładowały napiętą atmosferę. Miałam wrażenie, że oboje obawiają się mnie, jakbym była jakąś chodzącą, tykającą bombą.
- Powinnaś dać nam znać wczoraj, ktoś by tu z tobą posiedział – Nika kiwnęła głową na budynek szpitala, z którego przed chwilą pełna ulgi wyszłam.
- Szczerze mówiąc nie pomyślałam nawet o tym – wyjaśniłam, lecz po chwili musiałam osłonić oczy przed fleszem aparatu.
- Pospieszmy się, zaparkowałem tam – Cene wskazał biały samochód stojący kilka metrów od nas. Zasłoniłam twarz i potruchtałam za rodzeństwem, na szczęście auto miało przyciemniane szyby i wewnątrz poczuliśmy ulgę. Mimo to wsiadając słyszałam jak dwoje z fotoreporterów wołało moje imię.
- Czy coś się stało? – zapytałam niepewnie. Widziałam wzrok Cene w lusterku wstecznym, który obejrzał się na siedzenie z tyłu, na którym siedziałam.
- To nic poważnego Alicio – Nika zabrzmiała jakby była rzecznikiem prasowym – Nie martw się o nic, ale zabierzemy Cię do naszego domu – te słowa przyniosły jednak efekt odwrotny do zamierzonego. Zrobiło mi się gorąco, a głowa rozbolała od myśli ją wypełniających.
- Gdzie jest Peter? – musiałam zapytać, choćby dlatego, że od wczorajszego dnia dręczyło mnie uczucie, że to jednak on zadecydował o naszej przyszłości, nie mogąc znieść tego na co go skazałam tym wszystkim.
- Jest w waszym domu, ale już niedługo – zabrzmiało to jak zagadka – Nie masz się czym martwić, jest cały i zdrowy – dodała.
Przyjęłam te słowa z niepokojem, ale nie dałam niczego po sobie poczuć. Pogładziłam swój brzuch w myślach wypowiadając słowa otuchy i pocieszenie, które miały być skierowane do dziecka, ale sama potrzebowałam ich o wiele bardziej. Ze łzami w oczach, walcząc ze sobą, aby zupełnie się nie rozkleić przesiedziałam w milczeniu całą podróż, aż samochód nie stanął na podjeździe dużego domu z jeszcze większym ogródkiem. Tak jak dom, w którym mieszkaliśmy był już z zewnątrz nowoczesny i surowy, tak ten wyglądał na najbardziej gościnny, przytulny budynek z okolicznych.
Cene wyciągnął mój bagaż i przeniósł go do środka, tymczasem Nika jakby odgadując moje czarne myśli chwyciła mnie pod ramię i uśmiechając się pokrzepiająco zaprowadziła mnie do wewnątrz. Czułam się dziwnie kiedy byliśmy już w środku, ogarnęło mnie uczucie spokoju i miałam wrażenie jakbym doskonale znała to miejsce.
- Alicia tak się cieszę, dziecko –  kobieta w średnim wieku wyszła nam na spotkanie i przygarnęła mnie do siebie. Nie czułam się nawet w kilku procentach skrępowana tym uściskiem, co więcej był mi on potrzebny i dlatego uśmiechnęłam się do niej. Wówczas dostrzegłam, że w korytarzu pojawiły się jeszcze inne postaci. Dziewczyna młodsza od Niki i mężczyzna, zapewne ojciec, który rozmawiał z Cene ściszonymi głosami co chwila zerkając na mnie.
- To jest Ema, najmłodsza z rodzeństwa – wyjaśniła Pani domu.
- Cześć – powiedziałam do dziewczyny, która odpowiedziała mi tym samym, ale czułam jakby bała się spojrzeć mi w oczy.
- Tak dobrze jest mieć Cię tutaj znowu – powiedział ojciec – Cene zanieś walizkę Alicii do pokoju Petera, Nika pokaż co gdzie się znajduje – wydał im polecenia, a sam zniknął szybko wraz z żoną w pomieszczeniu obok, którym była kuchnia.
Weszliśmy na piętro i pokój, który mi wskazali znajdował się na końcu długiego, wąskiego korytarza. Był schludny, a jego wyposażenie było bardzo ascetyczne. Łóżko stało pod ścianą, przez co w pomieszczeniu było więcej miejsca. Na półkach zawieszonymi nad stolikiem pełniącym rolę biurka były zdjęcia oraz kilka innych przedmiotów. Kiedy rodzeństwo zostawiło mnie samą podeszłam do okna.
Błagam przypomnij sobie coś. Cokolwiek.
Ta myśl non stop pojawiała się w mojej głowie. Skoro lekarze nie widzieli przeciwwskazań do tego aby wspomnienia powróciły, to najwyraźniej jedyną przeszkodą byłam ja sama. Znów wróciłam do zdjęć. Był na nich wszystkich, czasem młodszy, na jednym dorosły. Wszystkie bez wyjątku przedstawiały go podczas zawodów. Skocznie w tle były niemal gigantyczne na niektórych ujęciach. Uśmiech, którego na żywo nie widziałam sprawił, że zrobiło mi się cieplej na sercu. Po prostu przywykłam do myśli, że to mój mąż, choć nic na to nie wskazywało.
Gdybym tylko przypomniała sobie cokolwiek.
Usiadłam zrezygnowana na łóżku. Czułam się jakbym brała udział z Truman Show, a ktoś kierował i podglądał moje życie. Jakby przeprowadzano na mnie eksperyment socjologiczny, w najbardziej ekstremalnych warunkach z możliwych. Na stoliku obok leżało drewniane pudełko, obok duża muszla i lampka. Z ciekawości otworzyłam pudełko. Uśmiechnęłam się na widok małej fotografii przedstawiających nas razem na rowerach. Pod zdjęciem znalazłam swój wisiorek z niebieskim kamykiem, którego w dzieciństwie strzegłam jak największego skarbu.
Zdrzemnęłam się, a raczej zapadłam w dość głęboki sen, ponieważ obudził mnie dopiero głos Niki, która przyszła zawołać mnie na kolację, ponieważ przespałam lunch.
- Po kolacji przygotuję ci pościel i przyniosę ręczniki – kiwnęłam jedynie z wdzięcznością głową na słowa mojej teściowej.
Później nastąpiło jeszcze kilka uprzejmości. Najpierw podziękowałam za pyszną kolację, co nie było przesadzone ponieważ dawno nic mi tak nie smakowało. Zapytano o moich rodziców, czy wszystko z nimi w porządku, więc w kilku zdaniach opowiedziałam o swoim wyjeździe. Później opowiedzieli o synu, którego oprócz Petera wśród nas nie było. Domen – bo tak miał on na imię, również był skoczniem i teraz, gdzieś w Szwajcarii przygotowywał się do kolejnego konkursu. Powiedziałam, że w domu ojciec oglądał tegoroczny Puchar Zimowy. Wówczas nadszedł czas by podjąć najważniejszy temat. Kończyliśmy deser i czułam, że lepszy moment może nie nastąpić.
- Czy ktoś może wyjaśnić mi dokładnie co z Peterem? – zapytałam dość niepewnie, choć chciałam aby mój głos zabrzmiał bardzo poważnie. Widząc ich miny wiedziałam, że żadne z nich nie miało ochoty powiedzieć czegokolwiek na ten temat.
- Peter trochę się zdystansował ostatnio do rodziny i nie tylko – zagadkowo rozpoczęła Pani Prevc – zrezygnował z udziału w Konkursie Skoków Narciarskich – tu spojrzała na swojego męża i ja również podążyłam za jej wzrokiem. Najwidoczniej nie był on zadowolony z takiego obrotu spraw, co potwierdził cmoknięciem. Nie powiedziałam, że wiem o tym od mojego ojca. Właściwie nie zamierzałam informować ich o tym, że Peter kontaktował się z moimi rodzicami.
- Staraliśmy się przemówić mu do rozumu, ale jest tak uparty, że nie posłuchał nikogo – Nika chwyciła mnie za rękę jakby chcąc dodać mi otuchy co mnie niepokoiło – Dziś także nie pozwolił nikomu wejść do domu – widać było przerażenie, choć za wszelką cenę nie chciała dać mi tego po sobie poznać. Westchnęłam, najwidoczniej wszyscy z nas, siedzący przy stole robili dobrą minę do złej gry.
- Czy moglibyście zawieźć mnie do domu? – zapytałam.
- To chyba nie jest najlepszy pomysł, zwłaszcza w twoim stanie – moja teściowa z obawą spojrzała na mój zaokrąglony brzuch.
- Mimo wszystko wolałabym tam wrócić, jeśli jest tak jak mówicie, to chyba najrozsądniejsze wyjście – nie przyznałam się otwarcie do tego, że to moja wina jak wszystko się potoczyło, ale miałam wrażenie, że każdy zdawał sobie z tego sprawę i tylko przez dobre maniery nie powiedział tego na głos.
Chyba doskonale wiedzieli, że nie żartuję i praktycznie nie przyjmę odmowy. Dlatego po kolacji podziękowałam Pani Prevc i pożegnałam się z każdym z nich serdecznie.

Podróż była bardzo krótka, albo jej długość taka mi się wydała, ponieważ chciałam odwlec ten moment Kiedy wysiadłam z samochodu zobaczyłam blondynkę, którą poznałam w szpitalu – Minę. Spoglądała na mnie jakby nie dowierzała, że faktycznie widzi tę osobę.
- Alicia – czyżby się wystraszyła – To nie jest najlepszy pomysł – spoglądała to na mnie, to na Cene, który stanął przy mnie. Nie wyjął mojego bagażu, jakby miał przeczucie, że mógłby to zrobić nadaremno i jednak zdecyduje się wrócić z nim do domu teściów, co oczywiście przy pożegnaniu mi zaproponowano.
- Co masz na myśli? – zapytał brunet wyprzedzając mnie o kilka mikro sekund. Podeszliśmy do drzwi wejściowych, które były otwarte. Wewnątrz nic się nie zmieniło, zapaliłam światła i rozejrzałam się ostrożnie jakby spodziewając się zobaczyć go gdziekolwiek. Mina weszła za nami, choć wcześniej musiała tu już być, ponieważ jej kurtka leżała na kanapie.
- Nie powinnaś tu dziś nocować – wycedziła blada jak ściana – On musi dojść do siebie.
Wskazała na drzwi prowadzące do piwnicy, które były uchylone.
- Po to tu jestem, oboje musimy dojść do siebie – chciałam w ten sposób podnieść siebie samą na duchu, ale i pokazać im że się nie boje.
Zrobiłam pierwszy krok na schodach czując jak drętwieją mi nie tylko ręce, ale i nogi. Mimo to schodziłam dalej. Zatrzymałam się gdy usłyszeliśmy jego głos. Lekko zachrypnięty i trochę przerażający.
- Spieprzaj Mina. Nie potrzebuję twojej litości, w końcu powinnaś się cieszyć, że mam za swoje.
Później nastąpił inny dźwięk, jakby uderzenie, choć dźwięk wydawał się przytłumiony.
- Mówiłem Ci żebyś sobie poszła!
Zrobiłam krok, ale dosyć niepewny w stronę, gdzie było zapalone światło, choć dosyć przyciemnione.
- Może pójdę pierwszy – Cene chwycił mnie na przedramię. Uśmiechnął się niepewnie.
- Nie – zaprotestowałam.
Musiałam zmierzyć się z chaosem, którego byłam przyczyną. Nogi były jak z waty i obawiałam się, że mogę się zachwiać, więc przytrzymałam się ściany. Pogładziłam brzuch znów oszukując się, że wszystko da się naprawić. Tylko czy to co mogę zobaczyć da się jeszcze naprawić. Przecież nadal nic nie pamiętałam. Mimo to poczucie winy nakazywało mi działać. Tym bardziej, że niebawem przyjdzie na ten świat dziecko i najlepszym dla niego byłoby posiadanie obojga rodziców. Szłam więc niepewnie dalej. W głowie miałam tylko jedną myśl.
Tylko popatrz co narobiłaś.

***
(błędy poprawię w najbliższym czasie, więc nie miejcie mi ich za złe)
Zaskoczeni, że widzimy się w tym miejscu? Ja również. 
Wbrew wszelkim wcześniejszym zapewnieniom dość trudno zebrać mi się, aby napisać coś na blog o Peterze. Postanowiłam zatem, że tutaj to wszystko dokończę, a później tam. Jak chodzi o ilość rozdziałów to będzie ich tu jeszcze kilka, może cztery. Nie rozpisałam sobie tego dokładnie, ale w najbliższym czasie się postaram. Mam nadzieję, że ktokolwiek jeszcze tu zajrzy, pomimo tego, że mamy wakacje. Nie mniej dziękuję wam za wytrwałość i niepoganianie mnie.
Pozdrawiam was i ściskam mocno, loverine.

11 komentarzy:

  1. Cieszę się że wróciłaś ;) Właśnie sobie uświadomiłam jak brakowało mi tej historii. Trochę mnie martwi że zbliżamy się do końca... Pociesza mnie tylko myśl że później będę mogła poczytać na blogu o Peterze ;) Pozdrawiam MM

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję za komentarz. Cieszę się, że ktoś tu jednak zagląda.

      Usuń
  2. Ja też tu zaglądaj, hej! :D
    O matko. Co tu się wyprawia? Ta końcówka... Mam złe przeczucie. Jeju, a już chcę kolejny :D
    Ściskam ;*

    OdpowiedzUsuń
  3. Świetny rozdział.Czekam na kolejny :)

    OdpowiedzUsuń
  4. Genialne *.*
    Jak dobrze, że Alicia ma oparcie w rodzicach Petera i jego rodzeństwie;) Mam złe przeczucia co do końcówki, ale oby okazały się one mylne...
    Mina coś kombinuje.
    Pozdrawiam i weny ;*

    OdpowiedzUsuń
  5. Aaaa! Wróciłaś! <3
    Uwielbiam sceny z rodzinką Prevców :). Wydają się bardzo sympatyczni.
    Fajnie że z Alicia wszystko w porządku, ale nadal martwi mnie Peter. Co on tam kombinuje w tej piwnicy? Mam wrazenie ze robi sobie krzywde... Zaciekawiły mnie slowa, ktore Peter wykrzyczal do Miny. No i mam nadzieje, że Alicia sobie cos przypomni. Cokolwiek.
    I fajnie, ze zostalo jesCze pare rozdzialów, bo mowilas cos o 10, wiec balam sie ze ju zmierzasz do konca.
    No tyle ode mnie sciskam mocno, bo kocham Twoje opowiadanie bardzo bardzo!
    Czekam na wiecej, fajnie ze wrocilas :D.
    E_A (i w wolnym czasie zapraszam do siebie :D)

    OdpowiedzUsuń
  6. Ten komentarz został usunięty przez autora.

    OdpowiedzUsuń
  7. Jeju, genialne *-* Z niecierpliwością czekam na dziesiąty rozdział i mam nadzieję, że Peter nie zrobi sobie czegoś głupiego C:

    OdpowiedzUsuń
  8. Uwielbiam to opowiadanie😍
    Kolejny wspania rozdział...
    Ja teraz mogę tylko powiedzieć jedno...
    Z niecierpliwością czekam na następny rozdział

    OdpowiedzUsuń
  9. Dorze jest mieć rodzinę po swojej stronie. Alicja wychodzi ze szpitala a rodzeństwo Petera dba o to żeby bezpiecznie i bez przygód wróciła do domu. Przyjazd do domu rodzinnego Petera okazał się dobrym pomysłem, rodzina wreszcie porozmawiała z Alicją. Dzięki teściom Alicja mogła wypocząć, pokazali jej dom, wyspała się, zjadła z nimi posiłek. I wreszcie rozmowa o Peterze. Rodzice Petera mnie martwią, obwiniają go o porzucenie skoków? Mają żal, że w takiej sytuacji potrzebował zdystansować się? Obwiniają Alicję ale nic nie mówią bo wiedzą, że w jej stanie taka rozmowa może przynieść więcej problemów?
    Wreszcie powrót Alicji do domu, jej i Petera. Zaimponowała mi, wreszcie jestem z niej dumna. Jedna z odważniejszych decyzji w ostatnim czasie. Wszyscy odradzają jej wejście do domu, nocleg, rozmowę z Peterem a ona i tak do niego idzie. Dobrze, to ona jest mu teraz potrzebna. Potrzebują rozmowy, szczerej chwili. Jestem prawie pewna, że rozmowa nie będzie teraz możliwa. Co z sobą zrobił Peter? Wykończył się ćwiczeniami? Upił się? Nie wiem, niedługo się dowiemy. Mam nadzieję, że wreszcie nastąpi ich chwila, chwila szczerości, zero ucieczek, sama prawda.

    OdpowiedzUsuń
  10. Coz za rados ze wrocilas! ;) przecudowny rozdzial! Jejku, koncow to wogole ideal. Tak sie trzeslam i czulam to napiecie jak czytalam. Tylko dlaczego w rym momencie skonczony rozdzial...

    OdpowiedzUsuń