piątek, 26 sierpnia 2016

Dziesiąty.

Stało się to tak nagle i niespodziewanie, że nie mogłam nic na to poradzić. Puls przyspieszył tak nienaturalnie, że od rosnącego ciśnienia krwi w czaszce ledwo co słyszałam poza dudnieniem mojego serca. Jedynie strzępy słów docierały do mnie, choć Cene, który to mówił szedł tuż za mną.
Alicia… nie…lepiej…to ja.
Tyle zaledwie usłyszałam, ale nie zatrzymałam się. 
Pokręciłam przecząco głową na jego propozycję i zacisnęłam dłonie w pięści. Nogi jakby stały się galaretą, więc przytrzymałam się ściany. Jeszcze jeden krok dzielił mnie od wkroczenia w snop światła dochodzący na korytarz z pomieszczenia.
- Kurwa, daj mi wreszcie spokój – ten jęk należał do Petera i to zdanie zrozumiałam bardzo dobrze, ponieważ nim je dokończył stanęłam w progu mrużąc oczy, ponieważ lampa niczym narzędzie do odstraszania skierowana została na wprost drzwi. Nie zobaczyłam za wiele, ponieważ po chwili poczułam jak robi mi się niedobrze, ale i nad tym górowało co innego. Moje nogi stały się niezdolne do żadnego ruchu, przed oczami widziałam już tylko zielone plamy, które powoli zmieniały się w nieprzepastną czerń, tak dobrze mi znaną, że zupełnie się już jej nie obawiałam. Słyszałam tylko krzyk Miny, przekleństwa Petera kiedy opadałam, ale mocne ramiona Cene nie pozwoliły mi całkowicie upaść, choć asekuracyjnie chwyciłam swój brzuch nim straciłam przytomność.
Oddychaj, weź się w garść.
Następnym co usłyszałam była rozmowa dobiegającą z miejsca tuż obok. Leżałam na wznak i z trudem podniosłam dłoń do brzucha, który jak z ulgą stwierdziłam nadal był wypukły. W tej chwili niedorzecznością wydało mi się myślenie, że naraz miałby stać się płaski, ale dziecko było mimo wszystko najważniejsze.
,,Przestań mnie wreszcie pouczać”
,,Nie zasłużyłeś na to bym przestał. Masz żonę i dziecko w drodze a użalasz się nad sobą, wyglądasz jakbyś zamienił skoki na boks i do tego towarzyszy Ci Mina, więc co sobie mogłem pomyśleć”
Ten głos należał do Cene. Mogłam już otworzyć powieki i stwierdzić, że leżę na łóżku w sypialni, a bracia Prevc prowadzą tę rozmowę na korytarzu. Później usłyszałam dzwonek do drzwi.
,,To lekarz, pójdę mu otworzyć”
,,Lepiej, żebym ja to zrobił”
,,To mój dom”
,,Lepiej idź umyj twarz, wyglądasz okropnie i do tego cuchniesz”
,,Odpieprz się”
,,Chciałbym, ale zależy mi na Tobie jak nam wszystkim, egoistyczny gnojku”
Później słyszałam kroki na schodach, a w progu sypialni zobaczyłam szczupłą sylwetkę Petera. Zatrzymał się na chwilę, jakby nie był pewny czy dobrze widzi, że mam otwarte oczy. Próbowałam się podnieść na łokciach, ale nie miałam zbyt wiele sił i opadłam na poduszkę.
- Alicia – jęknął i dobiegł do łóżka. Klęknął obok i chwycił moją dłoń – Tak się martwiłem, zaraz zobaczy Cię lekarz.
Wtedy zauważyłam jego twarz. Miał rozcięty łuk brwiowy oraz dolną wargę. Strużka krwi zaschła przy jego oku i wyglądało to z oddalenia jak ciemna łza spływająca po jego kościstym policzku. Nie byłam pewna czy to przez półmrok panujący w pomieszczeniu, ale jego twarz wydawała się dramatyczniejsza przez światłocień który uwydatniał ostre rysy.
- Peter – powiedziałam jedynie mając na pół zaciśnięte gardło.
- Pani Alicio, jak to dobrze, że odzyskała Pani przytomność – lekarz, który prowadził moją ciążę wszedł do środka, a mój mąż odsunął się, robiąc mu drogę do łóżka. Widziałam jeszcze karcące go spojrzenie Cene, który stał w progu, kiedy go mijał wychodząc.
- Miałem już zadzwonić po pogotowie – przysiadł tuż obok mnie i chwycił mój nadgarstek mierząc mi dłonią puls. Z uwagą się mu przyglądałam.
- Czy dziecku nic nie jest? – zapytałam niepewnym głosem spoglądając na brzuch.
- Zapewne nie, Cene opowiedział mi, że w porę Panią chwycił więc nie upadła pani na brzuch – z ulgą przyjęłam te słowa i spojrzała w kierunku bruneta dziękując mu uśmiechem, na co odpowiedział mi tym samym.
- Była pani nieprzytomna kilka minut, ja mieszkam naprzeciwko, a telefon dostałem zaraz po tym zdarzeniu. Przyszedł jak najszybciej – lekarz kontynuował swoje przemówienie – Wszystko wskazuje, że nic się nie stało – odparł po tym jak przez chwilę nasłuchiwał brzucha przez stetoskop – Lecz radziłbym odwiedzić klinikę i zrobić USG, choć nie chciałbym Pani przemęczać.
- Już mi lepiej – odparłam szybko i dźwignęłam się na łokcie, a później usiadłam. Byłam gotowa do podróży. Poszukałam wzrokiem Petera, ale nie było go już w pokoju.
- Niech Pani da sobie tyle czasu ile potrzeba – powiedział jeszcze lekarz i pomógł mi wstać asekuracyjnie podtrzymując mnie w pasie i za ramię.
- Już jest dobrze, czy Peter… - zaczęłam mówić, ale mi przerwano.
- Ja panią zawiozę – wyjaśnił lekarz – Panowie mogą dojechać.
Cene kiwnął głowa i ustąpił nam miejsca. Posłusznie poszłam do wyjścia, choć wolałam, żeby Peter był gdzieś obok. Obejrzałam się za siebie i Cene zauważył moje zatroskane spojrzenie.
- Zaraz tam będziemy – powiedział spokojnym tonem i zniknął za drzwiami do pokoju gościnnego. Starając się zachować spokój przebyłam drogę do kliniki. Pomyślałam o tym jak wielką ulgę czułam dzisiejszego dnia wychodząc ze szpitala nie mając pojęcia, że wieczorem ponownie będę kroczyć sterylnie wyczyszczonymi korytarzami.
- Proszę chwilkę poczekać – powiedział uprzejmym tonem lekarz i sam wszedł za kontuar recepcji na piętrze – Bez tego dalej byśmy nie weszli – dodał wymachując kartą otwierającą każde kolejne drzwi w amfiladzie. Dopiero po chwili z jednego z pomieszczeń wyszła kobieta, która była zaskoczona naszym widokiem o tej porze.
- Przepraszam Ano, ale czy mogłabyś zostać jeszcze chwilę, zaraz powinni tu przyjść dwaj mężczyźni i byłbym wdzięczny gdybyś ich skierowała do gabinetu numer cztery.
Kiwnęła jedynie głową i pomimo uśmiechu miałam wrażenie, że to polecenie wcale się jej nie spodobało. Badanie nie trwało tak długo jak uruchomienie aparatu. Siedziałam skupiona na fotelu pozwalając lekarzowi bez pośpiechu rozsmarować żel na skórze.
- Chwilkę trzeba poczekać na obraz, ale możemy posłuchać już bicia serca – powiedział rzeczowo i naciskając jeden z wielu przycisków sprawił, że z głośników popłynęło miarowy dźwięk uderzeń małego serduszka. Kiedy wskazywał mi cechy świadczące, że wszystko jest w porządku na obrazie, który po chwili zobaczyliśmy do środka pomieszczenia weszli kolejno Cene i Peter. Ten ostatni wyglądał okropnie i teraz nie miałam już wątpliwości, w tym świetle nic nie mogło mi umknąć.
Kiedy dostrzegł go lekarz polecił mu pójść z nim do drugiego gabinetu, gdzie był gotów zszyć mu łuk brwiowy i opatrzyć porządnie ranę przy ustach. Wiedział, że nie ma mowy o odmowie ponieważ jeśli nie ze względu na lekarza to widząc moją zaniepokojoną minę oraz zdecydowaną i widocznie zdenerwowaną twarz Cene posłusznie wykonał polecenie.
- Jak się czujesz? – zapytał brunet, gdy razem wyszliśmy z gabinetu i przez otwarte drzwi widzieliśmy jak w Sali naprzeciwko lekarz polał łuk środkiem odkażającym na co Peter syknął z bólu.
- Już dobrze, dziękuję Ci – uśmiechnęłam się blado.
- Tam jest automat, wiem że to sam syf, ale gorąca czekolada dobrze Ci zrobi – powiedział i poszedł w tamtym kierunku. Byłam mu wdzięczna za tę troskę.
Sama oparłam się ramieniem o framugę drzwi i uważnie przyglądałam się pociągnięciom igły, którą sprawnie prowadził lekarz. Peter miał zaciśnięte wargi starając się nie ruszać podczas pracy chirurga. Poczułam się nieswojo spoglądając na to wszystko. Dotąd to on był na moim miejscu i teraz miałam możliwość poczuć jak ciężko jest przyglądać się wszystkiemu z dystansu, niby czując ból jaki on mógł odczuwać, ale nie mogąc z tym nic zrobić. Uśmiechnął się do mnie nieznacznie kiedy było już po wszystkim, a lekarz przygotowywał się do opatrzenia drugiej rany. Jedynie poprzez uśmiech mogłam dodać mu otuchy i tak też uczyniłam, ale wówczas jego spojrzenie przesunęło się w bok, gdyż pojawił się Cene z kubkiem gorącej czekolady.
- Dziękuję – powiedziałam i wyszłam na korytarz – Co za dzień – mruknęłam znad krawędzi papierowego kubeczka, który trzymałam w dłoniach.
- Yhym – mruknął przyglądając się mi uważnie.
- Może zadzwoń do rodziców, na pewno martwią się, że tak długo nie wracasz – powiedziałam po chwili zdając sobie sprawę z tego ile czasu upłynęło kiedy mój wzrok zatrzymał się na zegarze w korytarzu.
- Już o wszystkim wiedzą, wiem że to Ci się nie spodoba, ale mama zaproponowała żebyście dziś nocowali u nas w domu, myślę że to dobry pomysł, tam odpoczniecie – utkwił we mnie swój wzrok i poczułam, że ma on nieco racji.
- Nie wiem czy Peter się zgodzi.
- Zrobi wszystko co powiesz, wierz mi – powiedział spokojnym tonem.
Kiwnęłam głową i powiedziałam.
- W takim razie ich uprzedź, że będą mieli dwójkę gości.
- Znając mamę to już pościeliła wam w pokoju, wyciągnęła najlepszą zastawę i poucza tatę, żeby nie palnął jakiejś głupoty – powiedział i obydwoje się zaśmialiśmy. Wówczas Peter wyszedł na korytarz pozszywany, z opatrunkiem.
- Już dobrze? – zapytałam patrząc w jego podkrążone oczy.
- Tak – widać było, że trochę mu wstyd, ale nie zamierzałam póki co wypytywać go o te ślady walki.
- Pomyślałam, że moglibyśmy dziś przenocować u twoich rodziców – powiedziałam, kiedy już pożegnawszy się z lekarzem i pielęgniarką szliśmy do samochodu Cene.
Przypatrywałam się mu uważnie i dostrzegłam, że nie do końca jest zadowolony z tego pomysłu, ale jego młodszy brat miał rację i pomimo tego nie oponował.
- Dobrze – powiedział dość spokojnie, choć widząc jak zaciska dłonie w pięści trochę się obawiałam tej wizyty. W pozbyciu się wątpliwości nie pomogła atmosfera panująca w samochodzie kiedy tam jechaliśmy. Jakby za chwilę miało coś eksplodować, nikt się nie odzywał, nie chcąc doprowadzić do zapłonu. Nie byłam głupia i wiedziałam, że musieli się posprzeczać, nie jest to nowość pomiędzy rodzeństwem. Sama przeżyłam podobne chwile z Miri i wiedziałam, że najlepiej nie wchodzić pomiędzy dwie strony konfliktu.
Podobnie było w domu, powitali nas wszyscy domownicy, ale mało kto się odzywał poza zwykłymi uprzejmościami. Pani Prevc jęknęła na widok Petera, ale nie zadawała żadnych pytań. Było już późno, zaproponowała nam herbatę i coś do jedzenie. Sama nie miałam sił nic przełknąć, choć zmusiłam się ze względu na wcześniejsze omdlenie. Peter w ciszy zjadł odgrzany obiad i wówczas mogliśmy pójść na piętro, gdzie według zapewnień jego matki czekało posłane łóżko. Było już późno. 
- Byłam tu dzisiaj – powiedziałam choć sądziłam, że o tym wiedział. Po prostu nie chciałam znów dać wygrać tej ciszy pomiędzy nami – Bardzo tu ładnie.
- To zasługa mamy, kiedy tu mieszkałem panował tu chaos – wysilił się na uśmiech, ale nawet to było dobre.
- Sądziłam, że jesteś osobą która woli porządek – powiedziałam na siłę chcąc podtrzymać konwersację i ta zmiana zaskoczyła go, co dostrzegłam w jego spojrzeniu.
- Już kiedyś mi to powiedziałaś – nie było w tych słowach złośliwości – a po ślubie nawet kilka razy wyraziłaś niechęć do mojego bałaganiarstwa.
- Pewnie dlatego, że sama jestem bałaganiarą. Mama miała mnie dość.
Zaśmialiśmy się wesoło. Później po kolei poszliśmy wziąć prysznic. Pożyczył mi do spania swoje dawne ciuchy wciąż leżące w szafie. W jego bokserkach i koszulce wyglądałam jak niezgrabny nastolatek, ale na szczęście powstrzymał się od uwag i wspólnie pościeliliśmy łóżko. Kiedy poszedł do łazienki siedziałam wygodnie nie mogąc uwierzyć jak niespodziewane zwroty następują w moim życiu. Na dolnej półce stolika przy łóżku znalazłam książkę mojego ulubionego autora. Otworzyłam ją na zaznaczonej stronie. Jako zakładka posłużyła nasza wspólna fotografia. Siedzieliśmy na plaży, uśmiechnięci i przytuleni z przymrużonymi oczami gdyż świeciło nam w nie słońce. Poczułam tęsknotę do tych wszystkich chwil, których nie pamiętałam.Odłożyłam książkę kiedy usłyszałam kroki na korytarzu. Nim wsunął się pod kołdrę zauważyłam na jego żebrach siniaka. Powstrzymałam się przed mimowolnym jękiem i zgasiłam lampkę przy łóżku.
Leżałam w łóżku, odwrócona do niego plecami. Było to dziwne doświadczenie, znaleźć się tutaj z kimś kto był obcy mojemu stanowi pamięci. Pomyślałam przez chwilę o tym co powtarzała mi mama w Hamburgu. Dla niego to o wiele gorsze. Wówczas tego nie akceptowałam, ale teraz w tej ciemności, słysząc jego nierówny oddech, wiedząc że nie śpi zrozumiałam to. On mnie pamiętał, a mimo to z dnia na dzień mnie stracił, choć byłam tuż obok.
Odwróciłam się w jego stronę. Spojrzałam na niego upewniając się, że nie spał. Nie wiedziałam czy istnieje coś takiego jak pamięć ciała, ale zaczynałam w to wierzyć. Pomimo tego, że pamięć nadal nie powróciła nie czułam się już przy nim tak niepewnie jak kilka tygodni temu. Może zaakceptowałam to, że choć nie pamiętam złożonej przysięgi to nie zamierzałam się z nim rozstawać. Dziecko potrzebowało obojga rodziców, a ja potrzebowałam wsparcia i on najwyraźniej także. Uśmiechnęłam się delikatnie, myśląc o tym, że jesteśmy chyba najbardziej samotnymi osobami w tym mieście, choć pozornie mamy siebie nawzajem.
- Dziecko kopie – wyszeptałam kiedy tylko poczułam kopnięcia. Wyszukałam jego dłoń i przesunęłam w kierunku swojego brzucha. Wciąż patrzył mi w oczy kiedy położyłam jego ciepłą, dużą dłoń na swojej skórze. Ponowne kopnięcie nastąpiło po chwili i oboje uśmiechnęliśmy się szeroko.
Później zasnęłam z ulgą, którą potęgowało splecenie dłoni. To co wczoraj wydawało się niemożliwe było dla mnie teraz znacznie bardziej uchwytne. Może i nie miałam już wielkich szans na przywrócenie pamięci, ale nie obawiałam się przyszłości. Poczułam się bezpieczna i kochana, nawet jeśli póki co we mnie ta miłość nie wróciła, choć nie wątpiłam już, że kiedyś we mnie była.

***


Witajcie.
Chciałabym podziękować za komentarze, każdy był niezwykle cenny i przynajmniej mam świadomość, że ktoś tu jeszcze jest i czyta to opowiadanie. 
Wbrew temu co pisałam pod poprzednim ten rozdział jest ostatnim. Będzie tu jeszcze epilog. Wszystko wynikło z tego, że zmieniłam nieco wcześniejsze plany jak chodzi o wyprowadzenie akcji. Nie chcę przedłużać, a poza tym to co tu przeczytaliście jest właściwie efektem na jaki liczyłam.
Epilog napisany był jeszcze przed drugim z rozdziałów, bo już tak mam, że lubię sobie zaplanować zakończenie. Opublikuję go niebawem, a tym samym opowiadanie się zakończy. Jeśli macie ochotę pomęczyć się z moją pisaniną to zaproszę was na bloga : już na zawsze, gdzie również pisze ff o skoczku narciarskim. Toteż jeśli macie chęć pomęczyć się z zagadką z przeszłości, niepewną teraźniejszością i innymi demonami zapraszam was tamże. 
Pozdrawiam, loverine.

7 komentarzy:

  1. Genialne *.*
    Jak przeczytałam urywek o kopnięciu dziecka i tej dłoni Petera, którą ona sama ułożyła na swoim brzuchu w moich oczach zaszkliły się łzy. To było cudowne i tak kochane z jej strony *.*
    Peter pobił się z Cene? No nieźle :O
    Poxdrawiam i weny ;*
    czekam niecierpliwie na epilog, choć nie chce końca tej historii :(

    OdpowiedzUsuń
  2. Widzę, że ich drogi się prostują, alw i tak mam ŹLE PRZECZUCIA. Ale to moze już takie zboczenie.
    Ciekawi mnie w co wplątał się Peter, dlaczego jest taki poobijany, ale to się pewnie wyjaśni na drugim blogu.
    Cóz liczyłam ze jeszczs troche sie z nami pobawisz ale skoro epilog, to epilog. Mam nadzieje ze wszystko bedzie w miarę dobrzs.
    Nie wydaje mi sie, by mialo sie jej przypomniec, ale... Ale zobaczymy
    UWIELBIAM TO, wiesz? :)
    Lece obejrzec co tam nowego stworzylas, buźki E_A

    OdpowiedzUsuń
  3. Zarąbiste, kocham to <3 Szkoda, że to koniec :( A kiedy będzie next na blogu o Peterze? :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Myślę, że ruszę z tamtą historią kiedy tu pojawi się epilog, lub zrobię sobie krótką przerwę. Pozdrawiam serdecznie i dziękuję za komentarz :)

      Usuń
  4. Uwielbiam to opowiadanie.
    Szkoda że to już prawie koniec ale przecież kiedyś musi nastąpić 😍😍😍

    OdpowiedzUsuń
  5. Ten komentarz został usunięty przez autora.

    OdpowiedzUsuń
  6. Cudowne opowiadanie. Myślę, że jeśli powiedziałaś wszytsko to, co chciałaś, to dobrze, że skończyłaś. Wyszło idealnie :)
    Serdecznie pozdrawiam :)

    OdpowiedzUsuń