niedziela, 13 marca 2016

Siódmy.

Hamburg niczego nie zmienił. Może zbyt wiele oczekiwałam po tej wizycie i rozczarowanie okazało się tym większe. Miał się stać moją Ziemią Obiecaną. Lot był krótki, a ja spędziłam go na snuciu planów. Hamburg miał być ucieczką. Miejscem gdzie nie będę niczyją żoną, gdzie będę mogła być sobą. Niestety nie potrafiłam jednoznacznie odpowiedzieć na pytanie kim byłam. Marzyłam o tym, aby obudzić się rano i nie odczuwać winy czy poczucia niespełnionych oczekiwań. Chciałam choć przez chwilę poudawać, dlatego Hamburg był tak ważny.
Zrozumiałam, że moje plany diabli wzięli kiedy tylko przyjechałam z rodzicami do domu. Był to ten sam budynek, w którym dorastałam. Okolica zmieniła się zaledwie o szczegóły i kiedy jeszcze jechaliśmy powoli samochodem uśmiechałam się przypatrując się dobrze mi znanym uliczkom, domom czy drzewom. Tym razem nie czułam się jak największy przegrany w walce z własnym mózgiem. Z westchnieniem powitałam dobrze mi znany, piętrowy dom obłożony cegłami. Osiedle, w którym mieszkaliśmy było bardzo stare, domy postawiono na skarpie, w oddali widoczne było ciemne morze. Znajomość tego miejsce była kojąca. Nareszcie mój umysł nie musiał niczego analizować, w głowie nie wirowały mi żadne pytania. Tak było do czasu przestąpienia progu domu.
Tam również niewiele się zmieniło. Kilka drobnych remontów, ale nic szczególnie drastycznego. Moi rodzice byli typami ludzi, którzy nie przepadali za zmianami i może dlatego jak tak łatwo zmieniłam swoje życie. Wszystko było na miejscu, ale jednak nie czułam się tu jakbym dotarła do bezpiecznej przystani. Właściwie nic nie czułam i to mnie denerwowało. Później poczułam coś innego. W pokojach było pełno pamiątek związanych z moją siostrą i może nie każda rzecz mogłaby nosić miano pamiątki, to jednak patrząc na dany fotel czy choćby drzwi do ogrodu widziałam tam ją. Raz starszą, raz młodszą. Wszystko to przywoływało wspomnienia związane z Mirandą.
Wieczorem zadzwonił Peter, chcąc dowiedzieć się jak się czuję. Rozmowa z nim przez telefon była niczym przykry obowiązek. Coś na kształt rozmowy z rodzicem, kiedy po raz pierwszy wyjeżdżasz na wycieczkę. Odpowiadałam zdawkowo, nie potrafiłam wczuć się w tę rozmowę i on słysząc to, zakończył ją szybko. Kolejnego dnia nie odebrałam połączenia kiedy dzwonił. Podobnie było następnego i kolejnego po nim. Później przestał już dzwonić.
Miesiąc minął, dni wyglądały podobnie. Kilka razy przeszłam się nad morze, ale ostatnio coraz rzadziej. Sąsiedzi, których poznawałam, widzieli we mnie Alicię, którą nie byłam. Żonę Petera Prevca, o którym nie chciałam z nikim rozmawiać. Dotyczyło to również mojej matki. Czasem wspomniała o nim podczas wspólnych posiłków, czy kiedy wyrzucałam niepotrzebne rzeczy, które wciąż zalegały w moim starym pokoju. Z łatwością pozbywałam się przedmiotów związanych z moją przeszłością. Nic nie oszczędziłam, co trochę przerażało moją matkę. Nie miałam litości wobec żadnej rzeczy, czując że skoro zostawiłam ją tutaj na dwa lata, to nie miała dla mnie wielkiego znaczenia. Ojciec był moim sojusznikiem, a przynajmniej w tej sprawie, ponieważ nie lubił kiedy moja mama przesiadywała w naszych pokojach, jakby zamykając się w przeszłości.
Nie ruszyłam jednak rzeczy w dawnym pokoju mojej siostry. Właściwie to zamknęłam drzwi do jej pokoju, kiedy tylko przyjechałam i nie rzuciłam na nie wzrokiem ani razu w ciągu tego miesiąca. Czułam, że to nie mój obowiązek posprzątać te rzeczy, ktoś inny w tym domu musiał pożegnać te rzeczy.
Brzuch był już lekko zaokrąglony. Jego kształt namacywałam zaraz po przebudzeniu. Tak łatwiej było mi wstać z uśmiechem. Dziecko miało się dobrze, czasem czułam jego ruchy. Kiedy pojawiłam się tego ranka w kuchni moja matka ucięła z kimś rozmowę telefoniczną. Dobrze wiedziałam z kim. Nie był to pierwszy raz, a ja udawałam że nie wiem. Tak przez miesiąc żyłam w bańce mydlanej. Bez niego. Tym razem miało być jednak inaczej, bo usiadła naprzeciwko mnie. Przyzwyczaiłam się do jej zmarszczek oraz siwych włosów, które zrobiły na mnie wrażenie wtedy w szpitalu, po wypadku.
- Peter dzwonił – oświadczyła podpierając głowę na dłoniach. Jej zielone oczy, skierowane były wprost na mnie i przełykając kęs owsianki, wiedziałam jakiego rodzaju będzie to rozmowa. Moja mama czasami przypominała mi pluton egzekucyjny, dziś było podobnie.
- To zdaje się nie pierwszy raz – powiedziałam niewzruszona, nie przerywając jedzenia. Nie patrzyłam jej w oczy, jak nie patrzy się w oczy groźnemu psu. Chciałam aby odpuściła sobie ten temat i pozwoliła mi dalej żyć w wygodnej iluzji.
- Martwi się o Ciebie, nie sądzisz, że czas już wracać? – ciągnęła nie rozumiejąc, że nie chcę o nim rozmawiać. Pierwszy raz wspomniała o moim powrocie do Słowenii. Wcześniej żadne z nich nie pytało, ani nie sugerowało aby chociażby się nad tym zastanowiła.
- Mógł wobec tego zadzwonić do mnie, a nie utrzymywać waszą konspirację – byłam niesprawiedliwa. W końcu to ja nie odbierałam jego telefonów kiedy jeszcze dzwonił.
- Zachowujesz się jakby to wszystko jego nie dotyczyło – nieustępliwie go broniła, wobec czego sama przyjmowałam postawę obronną.
- Nie pomyślałaś, że mi też jest ciężko – tym razem spojrzałam jej prosto w twarz. W moich oczach pojawiły się łzy, które z całych sił chciałam powstrzymać. Nie chciałam być potworem, może i nim nie byłam, ale pozwoliłam moim potworom rządzić tym życiem, które wiodłam.
- Przecież wiesz, że to rozumiemy, ale i jemu jest ciężko – głos nie był już tak osądzający, ale wciąż niezwykle piekący. Poczułam się atakowana, a najlepszą bronią był atak.
- Dlaczego nie jesteś po mojej stronie? To ja jestem twoją córką – ręce zaczęły trząść się w sposób niekontrolowany co mnie przeraziło. Wstałam, chcąc chociaż tak zapanować nad całą sytuacją. Moją matkę, również wiele to kosztowało. W końcu byłam w ciąży i przez cały miesiąc chodziła wokół mnie na palcach. Ten akt odwagi musiało spowodować coś o czym mi nie mówiła.
- Tu nie ma żadnych stron, kochanie – zrównała się ze mną wstając z krzesła. Chciała do mnie podejść, ale cofnęłam się o dwa kroki, kiedy ona wykonała jeden. Przypominałam spłoszone zwierze.
- Wszyscy jesteśmy rodziną – powiedziała spokojnie.
- Jesteśmy rodziną – powtórzyłam z prychnięciem – W takim razie jako rodzina zostawiliście mnie w obcym kraju, z obcym mężczyzną – musiałam to wreszcie z siebie wyrzucić – Co jest z wami nie tak? – krzyczałam, ale wszystko co słyszałam było przytłumione.
- Peter to twój mąż – powiedziała przestraszona, jak wtedy w szpitalu.
- Nie dla mnie, do cholery! – tupnęłam ze złości. Okrutność moich słów przeraziła mnie samą. Poczułam dreszcze na ciele, a dziecko kopnęło.
- Alicio – mój ojciec pojawił się w kuchni – Nie krzycz na swoją matkę.
Był wysoki i szczupły, rzadko podnosił głos i może dlatego tak łatwo przywołało mnie to do porządku.
- Przestańcie patrzyć na mnie jakbym miała sobie wszystko cudownie przypomnieć – powiedziałam zniżając głos – Minęły już trzy miesiące i to już się nie stanie – przegrałam walkę ze łzami. Wyminęłam ojca i uciekłam do mojego pokoju. Kiedyś, gdy tam się ukrywałam czułam się bezpiecznie. Dziś tak nie było. Dom stał się tylko budynkiem, wypełnionym wspomnieniami, ale nie dawał poczucia bezpieczeństwa. Nawet tu nachodziły mnie czarne myśli. Podobne gorzkie słowa usłyszał ode mnie Peter, a teraz moi rodzice, ale choć wypowiadałam je za każdym razem stanowczym tonem to kosztowały mnie one wiele siły. Była to moja największa obawa. Nigdy nie odzyskać wspomnień, czyli czegoś o czym marzyłam zasypiając. Każdego wieczoru wypowiadała nabożne życzenie, aby o poranku stwierdzić, że wciąż nie jestem tym kim byłam.
W naszym domu już tak bywało, że po kłótniach nikt nikogo nie przepraszał. Dlatego zeszłam na dół po kilku godzinach, które przespałam. Była niedziela, ojciec siedział w salonie patrząc w telewizor, podczas gdy matka krzątała się w kuchni. Przysiadła się do niego na kanapie.
- Od kiedy oglądasz skoki? – zapytałam wpatrując się wraz z nim w transmisję na żywo. Sezon rozpoczął się tydzień temu, ale wówczas nie widziałam aby śledził konkurs.
- Od czasu, kiedy moim zięciem został jeden z lepszych skoczków – uśmiechnął się wesoło, ale mi wcale nie było do śmiechu. Oczywiście takiej odpowiedzi się spodziewałam – O co chodzi dziecko?
Zmarszczył czoło koncentrując na mnie swoją uwagę.
- Jak mu idzie? – zapytałam niepewnie. Otrzymywanie informacji o Peterze od mojego ojca było bardziej niewłaściwe, niż pozyskiwanie ich z Internetu.
- Wcale mu nie idzie, pierwszy konkurs zupełnie spieprzył, a na kolejnym już się nie pojawił – posłał mi pełne troski spojrzenie – Myślałem, że wiesz – stwierdził ze smutkiem. Jego wzrok przyprawił mnie o dreszcze. Jakby nie widział już we mnie własnej córki. Zupełnie się zagubiłam, bo nie byłam tamtą Alicią, ale nie byłam też tą, którą pamiętałam. Nie wiedziałam zupełnie kim byłam.
- Kochanie, wiem, że jest to trudne, ale to jest twój mąż – głos ojca wyrwał mnie z zamyślenia. Zapewne nawiązywał do mojej porannej kłótni z mamą – Nie chcę się mądrzyć, ale nie wytrzymałbym gdyby moja ciężarna żona nie chciała mnie widzieć. On jest tylko człowiekiem, Alicio.
Tego dnia podobną rozmowę miałam już za sobą. Teraz jednak czułam, że okoliczności się zmieniły. Walczyłam o to, by nie przybrać postawy wojownika. Nie wobec mojego ojca. Było to łatwe, bo oddałam się zupełnie myślom. Patrzyłam tępo na tych skoczków, którzy oddawali swoje skoki jeden po drugim. Świadomość, że nie było wśród nich Petera zupełnie mną wstrząsnęła. Nie miał mnie, zabrałam mu dziecko, a świadomość, że nie miał również skoków odebrała mi oddech na chwilę. Stracił wszystko, a ja straciłam tylko pamięć, lub aż pamięć. Reszta była niczym domino, zwłaszcza dla niego.
Ojciec położył rękę na mojej dłoni i ścisnął lekko. Miał szorstką, ale i ciepłą skórę.
- On Cię potrzebuje, starał się zwieść nawet twoją matkę, ale nie jest z nim dobrze.
Nie jest z nim dobrze - te słowa odbiły się echem w mojej głowie. Pieprzony Peter, nawet kiedy był największą ofiarą tego co się stało, to zachowywał się jak cholerny bohater. Może to właśnie dlatego nie potrafiłam zmusić się do powrotu do niego. Nie chciałam być świadkiem jego cierpień, wystarczyło, że byłam ich powodem. Przede mną jak dotąd nie był szczery, nie mogłam poznać go jako mojego męża, bo nie chciałam mieć męża. Kiedy to ja czekałam na niego, on również czekał na mnie. Czas uciekał, a przepaść się powiększyła. W ostatnim miesiącu znacznie bardziej, niż wcześniej. Czułam, że uświadomienie sobie tego nic nie zmieniało. Bo ona czekał tam, a ja tu.
- Tato, zawieziesz mnie na lotnisko? – zapytałam po dłuższej chwili. Ojciec uśmiechnął się szeroko i kiwnął głową – Daj mi dwie godziny.
Nim jednak wyjadę miałam jeszcze jedną rzecz do załatwienia. Znałam ten cmentarz, tu pochowano moich dziadków. Wiedziałam, że nie ma tam jej prochów czy ciała, ale jest miejsce i mimo wszystko chciałam je znaleźć. Było to słoneczne popołudnie. Jeszcze nie wszystkie liście spadły z drzew, a te które leżały w alejkach były żółte, pomarańczowe, czasem czerwone.  Te wszystkie barwy jesieni sprawiały, że miejsce to nie było tak straszne i bijące pustką, jakim je zapamiętałam. Uparłam się aby przyjechać tu sama, mama dokładnie wyjaśniła jednak gdzie mam szukać tej konkretnej płyty nagrobnej. Wydawało mi się, że nogi same niosły mnie w to miejsce. Słyszałam jedynie krakanie wron siedzących na drzewach. Będąc już we właściwym sektorze przesuwałam wzrokiem po mijanych nagrobkach, aż wreszcie odnalazłam ten właściwy. Miranda Winchester, lat 26, kochająca córka i siostra. Tyle było tam napisane. Była to zwykła szara płyta, porośnięta od północnej strony mchem. Świadomość tego, że grób był pusty sprawiła, że łzy same popłynęły z moich oczu. Nie pochowano tu mojej siostry, nie wiadomo co stało się z jej ciałem. Mimo to, ten kawałek kamienia był materialnym dowodem na śmierć mojej siostry. Nawet jeśli dom przypominał jej mauzoleum, to jednak widok pomnika sprawił, że znów coś we mnie pękło. Zdjęłam okulary przeciwsłoneczne. Sposób w jaki jej życie zostało przerwane i przywołanie słów Petera, który mi to opowiedział, przyprawiło mnie o mdłości. Uklękłam, nie dlatego, że chciałam się pomodlić. Nie miałam sił aby stać. Schowałam twarz w dłoniach i niewyraźnie wymamrotałam słowo Tęsknię, bo to właśnie czułam od czasu gdy tylko weszła do rodzinnego domu. Tęskniłam za nią, ale i za życiem jakie wiodłam. Choć jak chodzi o tę drugą tęsknotę, to nie odczuwałam tego teraz tak mocno jak wcześniej. W końcu w tamtym życiu nie miałam dziecka, które pokochałam w ciągu tych miesięcy. Nie było tam także Petera, a ostatni miesiąc, kiedy stworzyłam sobie iluzję jego nieobecności, przekonał mnie że zraniłam tym jego, siebie oraz to dziecko.

***
Nawet nie macie pojęcia jak namęczyłam się nad tym rozdziałem. Pisałam go trzy razy, nawet nie wiem czy jestem zadowolona  z powyższej wersji. Nie mniej nie mam już sił pisać tego po raz kolejny. Problem z tym opowiadaniem jest taki, że pisząc rozdziały muszę się przestawić. Tu jest wiele problemów, a w tym rozdziale jest ich całe mnóstwo i to uporanie się z nimi jest wymagające. Mimo to postanowiłam oddać ten rozdział w takiej postaci. Dziś nie było konkursu, dlatego na pocieszenie publikuję ten rozdział. Choć może nie ma w nim nic pocieszającego.
Przyszedł mi do głowy dziwny projekt. Mianowicie, aby po zakończeniu tego opowiadania powrócić do tej historii, ale opisać ją z punktu widzenia Petera. Nie wiem jednak czy za nadto mnie to nie wykończy, poza tym większość kart byłaby już odsłonięta. Jakoś tak mnie naszło, ale sprawa wymaga przemyślenia.
Pozdrawiam

16 komentarzy:

  1. Czytam to w busie jadąc do szkoły i to może być mój błąd, bo nie mogę jakoś okazywać emocji związanych z tyn rozdziałem.
    A było ich wiele.
    Trochę smutno mi się zrobiło czytając wymianę zdań między Alicią a jej mamą.
    Potem było lepiej, ale kiedy wspomniałaś o Peterze, znowu to samo.
    Czysta mieszanka różnych uczuć.
    Tak podsumuję ten rozdział.
    Pozdrawiam ❤

    OdpowiedzUsuń
  2. To opowiadanie jest niesamowite. Niby bardzo przytłaczające w swej wymowie, ale czyta się je bardzo dobrze. Wszystkie emocje bohaterów oddane doskonale.
    Szkoda mi Alicii, ale chyba jeszcze bardziej Petera. On tak naprawdę stracił cały swój świat. Ten wyjątkowy okres, jakim jest wspólne oczekiwanie na narodziny dziecka, staje się dla niego koszmarem. A problemy osobiste przekładają się na karierę sportową, czemu ciężko się dziwić. A za porażkami na skoczni z pewnością wiąże się rozczarowanie kibiców. Peter, jak prawdziwy facet, stara się trzymać i nie załamywać, ale każdy człowiek ma jakąś granicę wytrzymałości psychicznej. Dobrze, że Alicia w końcu stara się postawić również w jego sytuacji i odzywają się w niej wyrzuty sumienia.

    Jeden mały błąd złapałam, bodajże w odcinku 5., gdy Peter opowiada Alicii historię Miri. "...to stało się dokładnie w tym odstępstwie czasu, siódmego września dwutysięcznego piątego roku". Nie powinno być 2015 roku? W 2005 nie było wojny w Syrii, nie istniało ISIS itp. ;)

    I dosłownie jedno słówko w ostatnim rozdziale. " On Cię potrzebuje, starał się zwieźć nawet twoją matkę, ale nie jest z nim dobrze." Zwieść (od 'zwodzić') ;)

    Ale takie drobnostki nie mają wpływu na mój odbiór tego opowiadania. Niecierpliwie czekam na kolejny odcinek i życzę dużo weny :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Cieszę się, że ktoś z taką uwagą czyta te rozdziały ;) Faktycznie, tam miał być rok 2015, zaraz to poprawię.

      Usuń
  3. Magiczna ucieczka do domu rodzinnego nic nie dała Alicji. Chwilowy pobyt w miejscu, które się pamięta nie dodał jej sił. Wyrzuty sumienia, ból. To znajdzie ją wszędzie. Bez względu na to czy będzie w Hamburgu, Słowenii czy Honolulu.
    Nawet nie wiesz jak bardzo zła jestem na Alicje za to unikanie telefonów Petera, dorosła kobieta wybiera ignorowanie przychodzących połączeń niż chwilę rozmowy. Czy to było łatwiejsze? Ignorowanie irytującej melodyjki w telefonie. Z każdym kolejnym nieodebranym połączeniem raniła Petera bardziej i bardziej. Spełniają się największe obawy. Ona odchodzi, nie odzywa się prawie miesiąc. Jedyne na co może liczyć Peter to informacje przekazywane mu przez teściową. Czy on może mieć jeszcze nadzieję, że jeśli Alicja nie odzyska pamięci to czy ona wróci do do niego? Ja bym ją chyba straciła.
    Ojciec fan skoków. No ba! To musiało się stać jeśli nim nie był to się nim stał. Mam wrażenie, że teściowie bardzo lubią Petera. To nie jest rodzinka z kawałów o wrednych teściowych.
    Czas najwyższy wracać do domu i zmierzyć się z rzeczywistością.
    Co do Twojego pomysłu o opowiadaniu z perspektywy Petera jestem bardzo na tak. Jeśli nie po zakończeniu tego opowiadania to może przed rozdziałem, w którym dowiemy się czy Alicja odzyska pamięć czy nie. O ile taki planujesz ;)
    Przeczytam tę historię nawet z perspektywy sąsiadki. To jedno z najlepszych przeczytanych przeze mnie opowiadań o skokach a najlepsze o PP i nie chcę żeby się za szybko skończyło ;D

    OdpowiedzUsuń
  4. Na wstępie muszę napisać, że podziwiam Cię za przeogromny talent. Każdy rozdział, który wychodzi spod Twojej ręki, jest jednym wielkim arcydziełem.
    Przyjazd do rodzinnego domu na niewiele się zdał, dobrze, że Alicia postanowiła wrócić do Petera. On bardzo potrzebuje jej obecności, świadomości, że jest obok niego razem z ich dzieckiem. Czy relacja pomiędzy nimi po jej powrocie jakoś się zmieni? Czy może przełom nastąpi dopiero po narodzinach dziecka?
    Czekam z niecierpliwością na ósemkę i pozdrawiam ;*

    OdpowiedzUsuń
  5. Cholera. Podobalo mi sie. Znowu. Kazdy rozdzial jest tak mocno dopracowany. Czekam na kolejny.

    CichaJa1

    OdpowiedzUsuń
  6. Czekam z niecierpliwością na kolejny rozdział.To opowiadanie jest genialne. Mam nadzieję że rozdziały będą się pojawiać częściej. POZDRAWIAM :-)

    OdpowiedzUsuń
  7. Witam!
    Rozdział, który moim zdaniem wnosi najwięcej refleksji. Strasznie szkoda mi Alicii. Kłócąc się z matką utwierdza się w przekonaniu, że nawet jej bliscy nie do końca akceptują stan rzeczy jaki obrała. Najwyraźnie Peter okazał się wspaniałym mężem, czym zaskarbił sobie sympatię swojej żony i teraz stają po jego stronie. To normalne, że oni także chcieliby, aby wszystko wreszcie się ułożyło, nawet jeśli nie oznacza to odzyskanie pamięci przez ich córkę. Chcieliby po prostu, by Alicia trwała przy Peterze, nie ważne, w jakim charakterze, ale była. I tu mają rację, bo skoczek prawdopodobnie cierpi jeszcze mocniej, tracąc dokładnie żonę, będąc odseparowanym od własnego dziecka i pozbawiony kontroli nad swoim życiem. On zasługuje na lojalność Alicii, dlatego dziewczyna podjęła dobrą decyzję.
    Trudno się również nie dziwić jego żonie. Przechodzi piekło, budząc się rano z pustką w głowie, bez lat, które okazały się najważniejszymi w jej życiu. Na nowo przeżywa śmierć siostry. Nie ukrywajmy, że ciąża także ma swoje skutki, więc towarzyszy jej rozchwianie emocjonalne. Jedyni, którym ufa, to jej rodzice, a jednak nie do końca ją wspierają. Mimo wszystko próba zjednania się z Peterem i otworzenia się na ich relację może ją nieco ukoić. Będą mieli dziecko, to wzmacnia więź. Mogliby zacząć od początku, od przyjaźnia, poznania siebie, zdobywania zaufania. Nikt nie każe jej od razu grać kochaną żonę, ale warto spróbować. Z czasem to, co teraz jest obce, zacznie wydawać się jej bardziej znajomo, jak wszystko, co poznajemy. Przecież czeka ją świetlana przyszłość u boku Prevca, razem z maluszkiem oczekującym na przyjście na świat. Musi jedynie zrobić ten pierwszy krok i pozwolić Peterowi rozpocząć jakieś działanie :)
    Hmmm...na pewno to ciekawy pomysł napisania historii od początu. Jeśli wydaje Ci się to powielaniem wątków, to zawsze możesz dopisać kilka rozdziałów pokrywających wydarzenia, ale bardzo istotnych z punktu widzenia Prevca. Niekoniecznie opisywać całą historię od nowa. Ale gorąco Ci dopinguję i chętnie przeczytam takie "part 2".
    Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
  8. Namęczyłaś się, ale Twój wysiłek nie poszedł na marne. Mam wrażenie, że ten rozdział będzie przełomowym momentem w tej historii. Czyżby Alicia zmieniła swoje nastawienie? Mam nadzieję, że tak.
    Peter, Peter... Mimo, że nie był obecny w tym rozdziale, wciąż rozmyślam o jego uczuciach. Zastanawiam się, czy rzeczywiście zaakceptował sytuację, w której znalazł się z powodu Alicii.
    No nic, mam nadzieję, że dziewczyna przełamie pierwsze lody między nimi.
    Czekam na 8!
    PS. Nie mam nic przeciwko powstaniu tej historii z perspektywy Petera. Na pewno będę czytać!

    OdpowiedzUsuń
  9. Melduję się!
    Widać, że włożyłaś sporo pracy w ten rozdział, bo jest naprawdę świetny. Wszystko płynnie, dobrze się czyta.
    Fakt, dzisiaj tak jakoś refleksyjnie nam się zrobiło. Ale to dobrze, bo takie momenty też są w historiach potrzebne, a u ciebie całość jest spójna, ma wszystkie ręce i nogi.
    Szkoda mi Alicii, ten wyjazd chyba jednak na niewiele się zdał. A miało być tak pięknie... Jestem ciekawa, jak będzie teraz wyglądać jej relacja z Peterem. Czy coś się zmieni?
    Czekam niecierpliwie! I jeśli chodzi o perspektywę Prevca, jestem jak najbardziej na tak. Znając twój ogromny talent, wyszłaby z tego świetna historia :)
    Buziaki :**

    OdpowiedzUsuń
  10. Hej :)
    Szkoda mi Alicii, ale myślę, że ten wyjazd dobrze zrobił. Mimo wszystko. Wydaje mi się, że przemyślała to wszystko. Kiedy tylko wróci do Słowenii zrobi coś z tą relacją ona-Peter.
    Jeśli chodzi o tę historię punktu widzenia Petera to jestem jak najbardziej na tak! :)
    Czekam na kolejny
    Pozdrawiam :)

    OdpowiedzUsuń
  11. Cudownie piszesz:) kazdy rozdzial wzbudza we mnie takie emocje, nie przy jednym plakalam..
    Zycze weny i czekam na nastepny:)

    OdpowiedzUsuń
  12. Kochana jak zawsze świetnie:)
    Chyba nie muszę nic więcej dodawać...masz talent i udowadniasz to w każdym nowym rozdziale. Oby tak dalej;)

    Co do historii z punktu widzenia Petera, to pomyślałam, że może on mógłby tę historię dokończyć. Wylot z Hamburga zamknął jakąś część więc nawet by pasowało. Ale pewnie masz już rozdziały napisane do przodu więc szkoda by było je teraz zmieniać.
    Jakkolwiek nie zrobisz i tak będę czytać :)

    Pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń
  13. Kiedy następny rozdział?

    OdpowiedzUsuń
  14. Opłaciły Ci się męczarnie, bo rozdział wyszedł Ci genialny i wszystko jest w nim jak najbardziej składne *.*
    Biedny Peter :( Z kochającego i szczęśliwego męża oraz wybitnego sportowca stał się niesamowicie cierpiącym i nieszczęśliwym, pozbawionym żony mężczyzną :/ Jest mu naprawdę ciężko i to widać. Nie może jak normalny facet przytulić się do swojej wybranki, wyczuwać pod dłonią ruchów dziecka czy spełniać się zawodowo w tej ciężkiej sytuacji. Mam nadzieję, że Alicia zmieni w końcu swoje podejście i ułatwi Peterowi ten trudny dla niego czas :) Jak widać wyjazd do Hambuerga niewiele jej dał, ale dzięki niemu dostrzegła chyba jak bardzo rani skoczka. Sama nie jest w łatwej sytuacji, także cierpi, ale mam nadzieję, że będzie walczyć dalej wytrwale o przypomnienie sobie czegoś, a także da Peterowi nieco więcej możliwości :)
    Pozdrawiam i weny :*
    PS: Jestem jak najbardziej za drugą częścią opowiadania *.*

    OdpowiedzUsuń
  15. Niw wiem co powiedzieć... BOSKIE!! Czekam na następny 😍😍

    OdpowiedzUsuń