czwartek, 31 marca 2016

Ósmy.

Nie miałam prawa tak z nim pogrywać i zrozumiałam to, choć wydawało się, że zbyt późno. Czułam jakbym nie wracała już do niczego. Myśli o Peterze, który w milczeniu godnym masochisty znosił ciężar jaki zrzuciłam na niego te cztery miesiące. Kto dałby radę znieść aż tyle? Czy nadal sobie z tym radzi? Czy wreszcie nie przekroczyłam jego granicy? Te pytania i wiele innych od czasu, kiedy samolot wzniósł się w powietrze na lotnisku w Hamburgu, mieszały mi w głowie. Nie miałam pojęcia co zastanę w domu, ale moje myśli były najczarniejsze z możliwych. Teraz byliśmy już w strefie powietrznej Słowenii, a ja oddychałam z większym trudem. Jeśli wyrzuty sumienia mogą odbić się w jakiś sposób na zdrowiu, to czułam, że tak jest w moim przypadku. Zasłużyłam sobie na to, ale nie to dziecko, które nosiłam w sobie. Dlatego z przerażeniem złapałam się za brzuch, kiedy poczułam ten ogromny ból. Nigdy wcześniej tak nie bolało. Stewardesy podbiegły do mnie i nim straciłam przytomność słyszałam jak przerażone prosiły mnie o głębokie oddechy. Ja tylko błagałam, żeby nic nie stało się dziecku. Ono było niewinne.
Znowu czerń. Zupełna pustka.
Kiedy otworzyłam oczy oślepiło mnie zbyt jasne światło. Jak w chwili, kiedy obudziłam się po wypadku. Zamrugałam kilka razy, żeby przyzwyczaić  się do oświetlenia Sali. Znowu byłam w szpitalu. Do ręki miałam podłączoną kroplówkę, a zza łóżka szpitalnego dobiegał odgłos maszyny do pomiaru ciśnienia. Mój umysł zaczął pracować na wysokich obrotach. Nie pamiętałam jak się tu znalazłam. Ostatnie co pamiętałam to ból brzucha w samolocie. Chwyciłam się za brzuch poprzez jasną kołdrę, którą mnie okryto. Był delikatnie wypukły, odetchnęłam z ulgą, choć fakt, że w tej chwili nic prawie nie czułam wzbudzał we mnie strach. W pomieszczeniu nikogo nie było, odszukałam więc pilot, aby przywołać pielęgniarkę. Po chwili, zjawił się doktor Evan Ross oraz ginekolog, który prowadził moją ciążę. Nie mogłam odczytać z ich twarzy czy stało się coś złego, obydwaj mężczyźni stanęli po prawej stronie łóżka.
- Witam Pani Alicio – zaczął doktor Ross spoglądając to na mnie, to na papiery, które trzymał w dłoni – Znajduje się Pani w szpitalu św. Bartłomieja – wyjaśnił poprawiając coś przy kroplówce, a ja czułam się jakbym od początku przeżywała koszmar, który zaczął się po wypadku. Tym razem pamiętałam o ciąży oraz mężu, ale co z tego.
– Napędziła nam Pani strachu, na szczęście obsługa samolotu wykonała świetną pracę.
Oddychałam już spokojnie, w końcu jeśli byłoby coś nie tak z dzieckiem, to powiedziałby mi o tym. Mimo to musiałam zapytać.
- Co z moim dzieckiem? – skierowałam wzrok na ginekologa, który jak dotąd nie odezwał się do mnie – Bolał mnie brzuch.
- Zbadaliśmy Pani dziecko, chłopiec jest cały i zdrowy – te słowa oraz uśmiech obojga z lekarzy sprawił, że odetchnęłam głośno z ulgą.
Chłopiec. Cały. Zdrowy.
To było teraz najważniejsze, choć czułam się trochę niepewnie. Rozejrzałam się, licząc, że zobaczę kogoś znajomego, oczywiście szukałam tam niebieskich oczu Petera. Na próżno, nie było go tutaj. W końcu nie wiedział, że wróciłam do Słowenii. Na korytarzu stała jedynie szczupła blondynka, ubrana na sportowo, przyglądała mi się uważnie.
- Wiem, że to być może nie jest odpowiedni moment Pani Alicio, ale czy miała Pani jakieś przebłyski pamięci? Jakiekolwiek wspomnienie? – z zamyślenia wyrwał mnie spokojny głos doktora Rossa. Na jego czole pojawiła się zmarszczka pomiędzy brwiami.
Pokręciłam przecząco głową.
- Nic – zapewne w moim głosie było słychać ten zawód. Pragnęłam odzyskać pamięć, wówczas wszystko byłoby łatwiejsze. W końcu nie miałam życia, poza tym, którego nie pamiętałam.
-  To nie świadczy o tym, że pamięć nie wróci. Ostatnio czytałem o mężczyźnie, który odzyskał pamięć po dziesięciu latach – zapewne liczył na to, że te słowa podziałają na mnie kojąco. Wręcz przeciwnie, zaczęłam się denerwować. Nie miałam dziesięciu lat, czułam, że albo teraz, albo z każdym kolejnym miesiącem czy nawet tygodniem, będę dalej od tamtego życia. Teraz czułam jego stratę jeszcze bardziej. Bezpowrotnie, bo nadzieja na odzyskanie pamięci ledwo się we mnie tliła.
- Czy zrobiliście mi jakieś badania? Może to obrzęk? Czytałam, że czasami… - zaczęłam.
- Pani Alicio, zapewniam, że tomografia niczego nie wykazała. Pani mózg wygląda zupełnie normalnie.
Zacisnęłam dłonie w pięści. Nie mógł wyglądać normalnie, ponieważ zwykle nie zapomina się dwóch lat życia. Miałam ochotę krzyczeć, ale wzięłam tylko głęboki oddech.
- Proszę się nie zamartwiać – dotknął na chwilę mojej ręki, a po chwili już nie było go w Sali.
Chłopiec. Cały. Zdrowy.
Powtarzałam niczym mantrę w myślach starając się uspokoić. Pomimo dobrych informacji o stanie zdrowia mojego dziecka, nie czułam się zrelaksowana. Czegoś tu brakowało, kogoś tu brakowało.
- Cześć Alicio – głos blondynki sprawił, że otworzyłam przymknięte powieki. Przestąpiła z nogi na nogę, mówiąc dość nieśmiało. Już kiedy stała tam na korytarzu, czułam, że mnie zna.
- Zapewne poinformowano Cię, że straciłam pamięć – powiedziałam dość bezpośrednio. Kiwnęła twierdząco głową i podeszła bliżej.
- Nazywam się Mina, znałyśmy się, zauważyłam Cię, kiedy na noszach przewozili Cię na badania – usiadła na krześle obok mojego łóżka. Miała jasne, niebieskie oczy oraz szeroki uśmiech, choć kąciki jej ust ledwo drgały. Czułam, że jest coś jeszcze.
Nie odezwałam się, tylko kiwnęłam głową. Na szczęście kontynuowała.
- Zanim Peter Cię poznał, był moim narzeczonym – jakim kontrastem były słowa, które wypowiadała oraz wyraz jej twarzy. Była spokojna, najwidoczniej wszystko przebolała, jeśli w ogóle było co – Przyznam, że nie zawsze życzyłam wam najlepiej, ale czas pozwolił mi się pogodzić z tym, że pokochał Ciebie bardziej.
Może to była przyczyna mojego stanu. Może w przeszłości zrobiłam coś okropnego, dlatego los ukarał mnie utratą najcenniejszych wspomnień. Myśli rozsadzały mi głowę, ból narastał, ale zmuszałam się do oddychania spokojnie. Mimo to maszyny zaalarmowały pielęgniarki. Kobiety podały mi coś, zapewne na uspokojenie. Miałam tylko nadzieję, że niebawem będę mogła stąd wyjść.
- Nie mam Ci nic za złe, w zasadzie jeśli cokolwiek się stało w przeszłości… - urwałam, ponieważ blondynka chwyciła moją dłoń, miała delikatną skórę – Nie musisz mi niczego przypominać, możemy zacząć od nowa.
- Brzmi to wspaniale. Gratuluję dziecka – Mina uśmiechnęła się szeroko. Odpowiedziałam jej tym samym. Jak dotąd nikt nie pogratulował mi z tego powodu. Wszyscy wokoło byli bardziej zajęci zamartwianiem się jak sobie poradzę ze wszystkim. Czy w ogóle w moim przypadku to możliwe, aby normalnie funkcjonować – Peter musi być zachwycony.
- Peter nie wie, że tu jestem – powiedziałam jedynie. Lecąc tu czułam, że nie mogę jak gdyby nic poprosić go o odebranie mnie z lotniska. Planowałam wziąć taksówkę, dlatego nic nie wiedział.
- Dzwoniłam do niego godzinę temu, nie odbierał, więc nagrałam się mu na sekretarkę – wyjaśniła i wstała z krzesła – Pielęgniarka próbowała z twojego telefonu, ale też nie odpowiadał. Może zapomniał o telefonie – podała mi moją torebkę, a ja odszukałam komórkę.
Zero połączeń nieodebranych.
- Pojadę do waszego domu – spojrzała na mnie jakby szukała mojej zgody. Kiwnęłam delikatnie głową – Pewnie zapomniał o telefonie – powtórzyła, a ja nadal nie potrafiłam w to uwierzyć.
Wyszła, zostawiając mnie samą. Czułam dziwny ucisk w klatce piersiowej. Nie mogłam wziąć głębszego oddechu. Poczucie osamotnienia było bardziej paraliżujące niż dotychczas. Pogłaskałam swój brzuch. Czułam, że straciłam Petera. Raniłam go od samego początku, a on najwidoczniej tylko tyle mógł wytrzymać, lub aż tyle. Uśmiechnęłam się gorzko, a obraz Sali Szpitalnej zamazały mi łzy, które napłynęły mi do oczu. Pomimo wysiłku, nie powstrzymałam tych łez. Jakby było coś wewnątrz mnie, co opłakiwało jego utratę, lub po prostu przyzwyczaiłam się przez te miesiące, że pomimo braku pamięci miałam obok chociaż jego. W tej chwili czułam, że straciłam coś cenniejszego niż wspomnienia, których utratę już dostatecznie opłakałam. Miłość, której nie pamiętałam, ale która dotąd gdzieś była, teraz wydawała się już nie istnieć . Wcześniej wielokrotnie ją odtrącałam. Teraz była już tylko pustka i dźwięk maszyn szpitalnych. Ponieważ Petera nie było obok mnie, a winę za ten stan ponosiłam wyłącznie ja.

***
(skoro nie było go w rozdziale, to chociaż tu, do tego ten uśmiech)
Witam was z ósmym rozdziałem. Wbrew temu co wcześniej postanowiłam rozdział ukazał się właśnie tutaj. Przede wszystkim dlatego, że nie ingeruje zbytnio w drugie opowiadanie. Wyjaśniałam na inside-this-storm, że rozdział pojawi się właśnie tutaj ponieważ kwiecień to ważny miesiąc, jak chodzi o moje studia. W skrócie, sprawa ma się tak, że do końca miesiąca muszę oddać pracę magisterską swojej promotorce, jeśli chcę obronić się w terminie czerwiec/lipiec. Dlatego ten miesiąc może być niezbyt łaskawy jak chodzi o moje blogi. Ten rozdział miałam już wcześniej napisany i dlatego postanowiłam go opublikować. Kolejnych kilka ukaże się już na tamtym blogu, nim tutaj przeczytacie dziewiątkę.
Przeogromnie dziękuję wam jak zawsze za wasze komentarze. Ostatnio nawet bardziej, niż zwykle zaskakujące i pokrzepiające. Uwielbiam wasze przemyślenia.
Pozdrawiam, loverine.

16 komentarzy:

  1. Napiszę, jak jest: po przeczytaniu ostatniego akapitu poleciały mi łzy. Mam nadzieję, że Peter przyjedzie do szpitala, żeby zobaczyć się z Alicią, chociaż może to być dla niego niezwykle ciężkie. Wątek z Miną mnie zaskoczył, ale pozytywnie. Nie spodziewałam się, że tutaj o niej wspomnisz, dlatego wielki plus za element zaskoczenia :P To naprawdę piękna, ale i ciężka historia, zarówno dla Alicii, jak i Petera. Głęboko jednak wierzę, że teraz będzie tylko lepiej.
    Pozdrawiam i z niecierpliwością czekam na kolejny rozdział :D

    OdpowiedzUsuń
  2. Napiszę, jak jest: po przeczytaniu ostatniego akapitu poleciały mi łzy. Mam nadzieję, że Peter przyjedzie do szpitala, żeby zobaczyć się z Alicią, chociaż może to być dla niego niezwykle ciężkie. Wątek z Miną mnie zaskoczył, ale pozytywnie. Nie spodziewałam się, że tutaj o niej wspomnisz, dlatego wielki plus za element zaskoczenia :P To naprawdę piękna, ale i ciężka historia, zarówno dla Alicii, jak i Petera. Głęboko jednak wierzę, że teraz będzie tylko lepiej.
    Pozdrawiam i z niecierpliwością czekam na kolejny rozdział :D

    OdpowiedzUsuń
  3. Toś mnie dziewczyno zdziwiła.
    Każdego bym się spodziewała, ale nie Miny. Wydaje się całkiem sympatyczna, chociaż kto wie co wymyśli. Ale jakoś mam wrażenie, że nic się nie stanie.
    Troche strachu mi narobiła tą sytuacją w samolocie. Dobrze, że wszystko w porządku i z nią i z dzieckiem.
    Tak trochę smutny był ten rozdział, ale mimo to, całkiem fajny.
    Pozdrawiam ❤

    OdpowiedzUsuń
  4. Ten komentarz został usunięty przez autora.

    OdpowiedzUsuń
  5. Och, jeszcze tego brakowalo by Alicia trafila do szpitala. Wsrod tylu problemow i rozterek naprawde klopoty z ciaza sa w tej chwili niczym gwozdz do trumny. Na szczescie nic sie nie stalo i pobyt w szpitalu nie okaze sie niczym trudnym.
    Zdziwila mnie wizyta Miny, choc przypadkowa. Nie spodziewalam sie, ze w momencie poznania Petera przez Alicie, blondynka nadal byla narzeczona skoczka. Nie sadze jednak, ze Alicia po prostu odbila Minie faceta. Mysle, ze sprawy potoczyly sie nieco inaczej ale na ich wyjasnienie musze poczekac 😘
    Poza tym to nie tak, Alicia z pewnoscia nie stracila milosci Petera. Zapewne to zbieg okolicznosci i rzeczywiscie skoczek nie odsluchal wiadomosci Miny, zajety innymi sprawami. Ufam ze gdy tylko dowie sie o przyjezdzie zony, natychmiast uda sie do szpitala. On kocha ja i kocha ich syna. Czeka cierpliwie na jakies pozwolenie, na mozliwosc walki o jej serce.
    Ciesze sie, ze opiblikowalas ten rozdzial, bo bardzo tesknilam za Twoim opowiadaniem. Zycze powodzenia na studiach, ja mam troche wolnego od uczelni ze wzgl na czekajace mnie praktyki. Obys jak najmniej sie stresowala i wzzystko poszlo tak, jak sobie zaplanowalas.
    Pozdrawiam ❤

    OdpowiedzUsuń
  6. Nie wytrzymam tyle bez rozdzialu, ten blog to zycie *.* idealne! Czekam na kolejny!

    OdpowiedzUsuń
  7. Wspaniały rozdział. Nie mogę doczekać się następnego. Długo nie wytrzymam bez tego opowiadania. ☺❤

    OdpowiedzUsuń
  8. Przeczytałam właśnie wszystkie rozdziały i nie wiem, jak to skomentować. Napiszę tyle: bez łez się nie obeszło. To opowiadanie jest wspaniałe, ale tak okropnie smutne.

    OdpowiedzUsuń
  9. Takiego dramatu to ja nigdy nie czytałam :( Nie ma rozdziału bez łez, w tym także poleciały, tym razem pod sam koniec :) Wydaję mi się, że Alicia nie straciła miłości Petera, tylko on nie ma możliwości odebrania telefonu czy odsłuchania wiadokości ;) A pewnie jak się dowie, że jego żona jest w szpitalu to się tam zjawi.
    Mina. Hmm...Nie spodziewałam się, że ją tu umieścisz. Wydaje się być sympatyczną osobą, ale ktowie co tam skrywa ^^ Czuję jednak, że prędzej im pomoże niż zaszkodzi ;) Ciekawa jestem jak wyglądała ich historia podczas, gdy Pero był narzeczonym Miny ;) Mam nadziję, że niebawem się tego dowiem :3
    Pozdrawiam i powodzenia na studiach :*
    Czekam (nie)cierpliwie ;3

    OdpowiedzUsuń
  10. hmm, Mina nie wydaje mi się jakąś złą postacią. chyba naprawdę pogodziła się, że Peter pokochał Alicię. mimo wszystko, dziwi mnie fakt, że Mina znalazła się w szpitalu (chyba, że nie doczytałam czegoś).
    jestem ciekawa co dzieje się z Peterem. wydaje mi się, że to, że zapomniał o telefonie zwiastuje coś złego. (obym się myliła!).
    pozdrawiam. :)

    OdpowiedzUsuń
  11. Och Alu, jak dobrze że coś wyniosłaś z tego wyjazdu. Może teraz spojrzy na Petera w inny sposób, może postara się z nim jakoś dogadać, zmniejszyć barierę ochronną, którą tak dobrze zbudowała już w szpitalu.
    Czy jeszcze coś złego może przydarzyć się tej parze? Może, Alicja znów ląduje w szpitalu, tym razem to na szczęście nic poważnego ale w tak nerwowej, stresującej atmosferze dużo może się jeszcze wydarzyć. Więc mała- trzymaj się, walcz o zdrowie malucha i swój spokój psychiczny. Terefere łatwo mówić. Ograniczyć stres? W takiej sytuacji? Czy to jest możliwe...
    Peter. Gdzie ty się chłopie podziewasz? Wszyscy mają nadzieję, że nie mógł odebrać/ telefon zaginął a ja jak zwykle wyciągnę te czarne myśli. Chłopak się załamał. Może leży gdzieś pod barem zalany w trupa? Albo siedzi w domu i wgapia się w plamę na ścianie ignorując wszystko co go otacza w tym dzwoniący telefon.
    Alicja nie była w stanie z nim rozmawiać, wyjechała, zerwała wszystkie kontakty. On ma prawo myśleć, że ona już nie wróci i się załamać. Albo, on myśli że Alicja sobie przypomniała coś, coś złego dotyczącego ich przeszłości i już nie wróci(namieszałaś mi w głowie i teraz jakieś dziwne scenariusze przychodzą mi do niej).
    No i Mina, niezły przypadek, że zobaczyła jak zabierają Alicje do szpitala. Ok, to jest możliwe. Ale że od tak za nią pojechała, czekała aż będzie mogła z nią porozmawiać, zawiadomiła Petera? Jest aż tak dobra, wścibska czy ma w tym wszystkim jakiś interes? Nie wydaje mi się, że Mina będzie osobą, która namiesza. Główni bohaterowie i bez osób trzecich potrafią skomplikować sobie życie.
    Pod koniec rozdziału Alicja czuje się chyba trochę jak Peter. Porzucona, samotna i z wyrzutami sumienia.

    Powodzenia z pisaniem pracy. Rozumiemy, że masz szalony czas i trzymamy kciuki za Twoją obronę.
    Do następnego :)

    OdpowiedzUsuń
  12. Mam złe przeczucia. Peter nie odbiera telefonu, może to oczywiście oznaczać, że ma wyciszony, albo go zgubił, ale przecież mógł sobie coś zrobić (tfu, tfu, odpukać w niemalowane), wiemy, że jego psychika nie jest w najlepszym stanie.
    Mam nadzieję, że pojawienie się Miny nie skomplikuje jeszcze bardziej i tak trudnej sytuacji.
    Powodzenia z magisterką :)
    Pozdrawiam ;*

    OdpowiedzUsuń
  13. Kobieto. Nie rób mi takich rzeczy, okej?
    Wdech i wydech, wdech i wydech, wdech i wydech.
    Calutkie osiem rozdziałów przeczytałam na bezdechu, mózg niedtoleniony, więc komentarz nie będzie składny, ani trochę.
    Muszę przyznać się bez bicia, że Peterową część przeczytałam najpierw (ale po przeczytaniu tutejszej jedyneczki) i "zepsułam" sobie moment, w którym Alicia dowiaduje się o śmierci Mirandy. Ale to może i dobrze, bo przynajmniej nie zeszłam na zawał.
    Ogółem aż mnie ściska, jak to czytam. W takim pozytywnym sensie, bo to jedno z lepszych opowiadań które czytałam, tych "smutnego" typu (a ja myślałam, że na moim "odchodzę" jest smutnawo...).
    Tak głębokie, tak dojrzałe i tak prawdziwe są problemy z jakimi boryka się i Peter i Alicia, że aż nie mogę wysiedzieć w miejscu. Wszystko krzyczy we mnie "niech ona sobie przypomni! Niech ktoś coś zrobi!", ale jednocześnie wiem, że gdyby Alicia tak po prostu sobie przypomniała to czułabym lekki zawód. Tak, to byłoby zbyt proste zakończenie tej historii. Taki happy end byłby zbyt cukierowy, zbyt niedoapsowany do kliamtu w jakim utrzymujesz tę historię. Bo ja w ogóle mam mieszane uczucia, czy ja chcę tu happy endu. Z jednej strony nie, bo jak już wpsomniałam, to trochę nie pasowało by tu. Ale z drugiej strony jego brak rozpękłby moje serduszko na dwie równiutnie połowy. Mam nadzieję, że masz w zandarzu jakieś rozwiązanie pośrednie.
    Alicia uciekła, tak uciekła, bo nie da się tego inaczej nazwać, do Hamburga. dobrze, że ktoś jej uświadomił, że nie postąpiła właściwie - chila oddechu, czas na zdystansoanie się, dodatkowo ta cała sytuacja z Mirandą (i to jeszcze zginęła w takie sposób...!) oczywiście, potrzebowała tego wyjazdu. Ale... Ale Peter jest chyba jendak w gorszej sytuacji.
    Właśnie,Peter płaczący pod prysznicem, jest dla mnie tak jednoznacznym i wymownym symbolm tego co dzieje się w jego sercu, że... że brak mi słów, chyba tak tylko ejstem w stanie to podsumować.
    A, i zapomniałam o Nice. Nice, która chyba najzdrowiej podeszła do tej całej stuacji, Nice, z którą Alicii było jakoś tak łątwiej rozmawiać. Przepraszam, za ten bałagan, ale jak juz mówiłam - mózg niedotelniony.
    Wracając do Hamburga - wiadomość o tym, że Pero ejst totalnie rozbity, rozbła moje serduszko na miliard kawałków. Alicia chyba też to zrozumiała - i dlatego wróciła.
    ...wprost do szpitala. Na szczęście wszytsko jest w porządku, poza faktem, że Peter nie odbiera telefonów.
    Przeczuwam, że nie zapomniał telefonu. Ani go nie wyciszył. Mam złe przeczucia. Tylko nie wiem, w którąstronę powinnam je skierować. Czy stało mu się coś złego? Czy też raczej postanowił się odciąć od świata w jakiś bliżej nieokreslony spsób...?
    No i Mina. Jej obecność niby neutralna, niby przyjazna, niby okej, ale ja... ja mam mieszane uczucia.I podejrzenia, zwłąszcza wzgledem tego nie-całkiem-szczęsliwego-zakończenia, które tu przewiduje. Bo mam takie wrazenie, zę tu zakończenie tu będzie takie bittersweet. czyli ten kompromis, który najlepiej apsuje do tego typu opowiadań, bo nie łąmie serca czytelnikowi w zaden sposób.
    Chyba tyle ode mnie, nie wiem czy wyraziłem wszytsko to co, kotłowało się we mnie podczas czytania tego opowiadania.
    Liczę ze ostatei dwa rozidzały mnie nie zwiodą i nie przeobią mnie na totalną mielonkę emocjonalną, co próbowało ze mną zorbić poprzednie osiem.
    zyczę powodzenia z pracą, trzymam kicuki i w ogóle. No iw eny, bo ta się zawsze przyda (moja dzięki Tobie, właśnie dostałą kręćka, a uczyć sie miałam. I teraz nici z powtórek z anatomii, meh).
    A, włąsnie! jeszcze jedno!
    Drobna, dorbniutka uwaga: Ty, Tobie, Ciebie - z litery małej piszemy. Bo to nie list w końcu, prawda?tylko naprawdę wietne opowidanie, po którym teeraz musze się isć pozbierać.
    zostawiam Cię więc teraz z moim słowotokiem pełnym nielogicznych i dziwnych wniosków i uciekam robić porządek zmózgiem i weną.
    No i na marginesie już zupełnie zapraszam do siebie, w wolnej chwili oczywiście
    Ściskam mocno, mocno, mocno, bo kupiłaś mnie tą hitorią.
    Buziaki, E_A

    OdpowiedzUsuń
  14. Wracaj..:((((((

    OdpowiedzUsuń
  15. Łał! Nie wytrzymam zbyt dlugo bez nastepnego rozdzialu *,* uzaleznilam sie!

    OdpowiedzUsuń
  16. Super opowiadanie i czekam aż wrócisz z kolejnym rozdziałem. Przepraszam za spam, ale chciałabym zaprosić na mojego bloga http://zawszebedzieszczesciamnie.blogspot.com/2016/04/bohaterowie.html?m=1
    Pozdrawiam :)

    OdpowiedzUsuń