czwartek, 11 lutego 2016

Trzeci.

Czy skazańcy idący na szafot czuli się podobnie? To pytanie było jedynym jakie pałętało się w moich myślach. Szpitalny korytarz był niczym labirynt i wyjście na zewnątrz trwało nieznośnie długo. Winda skrzypiała i nawet w niej unosił się zapach silnych środków dezynfekujących. Peter stanął zaraz przy przeciwnej ścianie i nawet byłam mu za to wdzięczna, choć nie oczekiwałam wiele przestrzeni osobistej w takich okolicznościach. Był dzielny i to musiałam przyznać. Nie ułatwiałam mu niczego, praktycznie dwie godziny temu znajdowałam się w zupełnej rozsypce. Moi rodzice pożegnali się wtedy ze mną, wracali do Hamburga, czyli do miejsca gdzie sama chciałabym się znaleźć. Histeria to najlepsze określenie stanu w jakim się znalazłam kiedy już będąc przy granicy wytrzymałości machałam im na do widzenia. Oto właśnie od tamtej pory zostałam pozostawiona sama sobie, a przynajmniej tak to widziałam. Choć widziałam, że go ranię swoim zachowaniem, to sama czułam się równie mocno zraniona. Dziwiłam się, że lekarze pozwolili na coś tak radykalnego.
- Proszę, będzie lepiej jeśli je założysz – Peter podał mi okulary przeciwsłoneczne, kiedy już byliśmy bliżej wyjścia, a mijani ludzie patrzyli na nas.
- Widziałam przez okno, że pada deszcz, więc okulary się nie przydadzą – jego obecność już tak nie krepowała, choć wiedziałam, że moja mina doskonale oddawała moją niechęć. A jeszcze kilka dni temu myślałam, że szpital to najgorsze miejsce na świecie.
- Tak, ale to nie na pogodę – wytrwale czekał, aż wezmę od niego te okulary – To na fotoreporterów.
Posłusznie założyłam okulary i kiedy tylko wyszliśmy ze szpitala w myślach podziękowałam mu, że zaproponował mi taki gadżet. Sam rozpostarł nad nami czarny parasol i chwytając mnie za ramię poprowadził do czarnego Audi. Zachowywał się jakby ściana fleszy, która rozbłysła przed nami była zjawiskiem zupełnie zwyczajnym. Nawet na chwilę nie przystanął, choć ci ludzie wołali do niego po imieniu, znali również moje imię i to mnie peszyło.
- Czy oni tu byli od czasu wypadku? – zapytałam kiedy wsiadł za kółko.
- Tak – zacisnął dłonie na kierownicy i odjechał z piskiem opon. Zatem on oraz moi rodzice musieli przedzierać się przez ten tłum za każdym razem gdy kursowali między szpitalem, a hotelem.
- Czy to tak zawsze wygląda? – zaniepokoiłam się, że moje życie miałoby od teraz być nieustannym zmaganiem z fotoreporterami.
- Nie, zwykle nikt nie śledzi mnie lub Ciebie – spoglądał z obawą we wsteczne lusterko – Po prostu prasa zrobiła z tego sensację i dlatego czekali na Ciebie przed szpitalem.
- Myślałam, że to ty jesteś sławny, z resztą nawet pielęgniarki pytały mnie o Ciebie – z okularami na nosie było mi łatwiej z nim rozmawiać. Wciąż byłam niespokojna, nawet nie wiedziałam jak długo będziemy jechać.
- Nie nazwałbym tego sławą – wreszcie nie widziałam w nim tego człowieka, którego tak żałowałam za każdym razem kiedy rozmawialiśmy. Wciąż widoczne były na jego twarzy skutki stresu oraz nieprzespanych nocy, ale teraz nie wzbudzał we mnie współczucia.
- Jak wobec tego byś to nazwał? Ja nie wiem wiele o skokach narciarskich, u nas w Hamburgu nie było warunków dla rozpopularyzowania tego sportu.
- No tak – pierwszy raz kąciki jego ust uniosły się lekko w górę – Tu w Słowenii to wygląda nieco inaczej, wszyscy się tym interesują bo idzie nam całkiem dobrze w tym sporcie. Nie jestem znany z bycia znanym. Najczęściej wywiadów udzielam w trakcie trwania sezonu zimowego lub przy okazji Igrzysk, przez resztę część roku żyję bez zainteresowania prasy.
Mimo jego słów obawiałam się, że teraz nie dadzą nam żyć, a przecież dla mnie to wszystko jest już wystarczająco straszne.
- Czy oni wiedzą? Czy wiedzą, że nic nie pamiętam?
- Nie – odpowiedział szybko – Nie rozmawiałem z nikim na temat twojego stanu zdrowia – coraz bardziej skupiał się na prowadzeniu samochodu, ale widziałam, że ona sam ma w głowie wiele myśli. Uzewnętrzniała to zmarszczka na jego czole.
- A o ciąży? – zapytałam niepewnie.
- Nikt nic nie wie, poza twoimi rodzicami, Tobą i mną – odpowiedział i co chwila zerkał w bok.
- Czy od dawna wiedzieliśmy o dziecku? – zapytałam wyobrażając sobie scenę, gdzie żona mówi o tym swemu mężu i razem cieszą się i niecierpliwią nowym życiem, któremu dali początek. Czy i my mieliśmy taki moment za sobą?
- Dowiedziałem się w szpitalu, nie wiem czy ty wiedziałaś, ale pewnie nie, bo sądzę że powiedziałabyś mi – znowu zacisnął mocno dłonie na kierownicy – Oboje chcieliśmy mieć dziecko – dodał mniej pewniej i znowu mu współczułam. To tak jakby opowiadał mi o kimś kogo nie poznałam i nie będę już miała okazji. On sam chyba też tak myślał bo pobladł na twarzy.
- Przepraszam… - zaczęłam mówić.
- Nie przepraszaj mnie – wtrącił szybko – Nie rób tego.
Łzy zebrały mi się w oczach i musiałam bardzo starać się aby żadnej z nich nie uronić. Nie chciałam znowu się przy nim rozkleić, z resztą i tak nie miał łatwo. Odwróciłam wzrok na boczną szybę i starałam się przekonać samą siebie, że to się jakoś ułoży. Kiedy jednak jedna z łez pociekła mi po policzku niepewnym ruchem otarłam skórę, z mokrego śladu jaki po sobie pozostawiła.
Żadne z nas nie odezwało się już do końca tej podróży i oboje słuchaliśmy radia marząc aby nie znajdować się w miejscu, w którym byliśmy.
Osiedle, na którym mieszkaliśmy było ewidentnie nowe. Budynki miały nowoczesne kształty i przed jednym z takich Peter zatrzymał samochód. Wjazd kierował się wprost do garażu, ale on go nie otworzył. Zgasił silnik. Przestało już padać i nie musiał wspierać mnie parasolem, dlatego wysiadłam nim zdążył obejść samochód. Niespeszony wyjął torbę, w której spakowane były moje rzeczy, te które przyniósł do szpitala poprzedniego dnia.
Przeszliśmy w kierunku drzwi wejściowych, które otworzył przede mną. Mieszkanie było stylowo urządzone i w sposób bardzo minimalistyczny. Mogłam to już zauważyć zaraz po wejściu. W tym przypadku opakowanie zewnętrzne odpowiadało doskonale temu co znajdowało się we wnętrzu.
- Tam jest salon – wskazał ręką i musiałam obrócić się aby spojrzeć w tamto miejsce. 
Nie odgradzały tego pomieszczenia żadne drzwi. Salon był pomieszczeniem dość dużym, schodziło się do niego po szerokich schodach, zaledwie trzy stopnie. Nie wiedziałam jaka była obecnie moda na urządzanie wnętrz, ale to wydawało się odpowiadać trendom. Była tu duża kanapa z wieloma poduszkami oraz pledami, które zachęcały swoją miękkością. Całość w jasnych kolorach, dominowały tu biel, szarość oraz błękit. Fotografie zdobiły jedną ze ścian i każda znajdował się w ładnej ramce. Widziałam tam zdjęcia moich rodziców, ale nie pamiętałam tych fotografii, dlatego łatwo odgadłam kiedy zostały one zrobione. Były tam zdjęcia moje i Petera, w różnych lokalizacjach. Musieliśmy często podróżować, bo miejsca, na tle których pozowaliśmy były mi znane z programów podróżniczych i wiele z nich znajdowało się na innych kontynentach. Żałowałam, że pomimo tylu podróży nic nie pamiętam i patrzę na te zabytki jakbym wciąż oglądała je tylko w telewizji. Jedyne zdjęcie, które pamiętałam to fotografia przedstawiająca moją siostrę. Uśmiechnęłam się, zrobiono je podczas jej osiemnastych urodzin. Wyglądała tu bardzo niewinnie i zawsze lubiłam to zdjęcie. Poza nim było tu jeszcze wiele fotografii osób, których nie znałam, ale przypuszczałam, że to zapewne jego bliscy. Okno wychodziło na ogród z równo przyciętym trawnikiem i tarasem.
- Tam można przejść do kuchni – znów wskazał mi odpowiedni kierunek. Do kuchni można było wejść zarówno z korytarza jak i z salonu. Należało pokonać kolejne stopnie, jednakże znajdujące się na przyległej ścianie. Czułam się jakby ktoś kogo właśnie co poznałam oprowadzał mnie po swoim domu. Nie czułam żadnych więzi z tym budynkiem, podobnie jak z człowiekiem, który mi to wszystko pokazywał.
Kolejno pokazał mi cierpliwie każde pomieszczenie w domu. Wycieczka kończyła się na sypialni, która znajdowała się na piętrze i aby się tam dostać należało przejść cały korytarz. Dom był piękny, ale nie było w nic co byłoby dla mnie choć trochę znajome. No może poza zdjęciem mojej siostry. Ani jeden bibelot czy inna pamiątka nie wywoływały u mnie żadnych wspomnień. Podejrzewałam, że będzie trudno, ale nie spodziewałam się, że nie odnajdę tu zupełnie nic. Kiedy znów czułam nachodzący atak paniki zadzwoniła moja matka. Peter wręczył mi chwilę wcześniej mój telefon. Numery z książce adresowej również na niewiele się zdały. Miło było usłyszeć jej głos, choćby przez telefon. Peter siedział w biurze, dlatego zeszłam do salonu i tam opowiedziałam jej o tym jakie wrażenie zrobił na mnie dom. Nie chciałam obarczać jej moim strachem, który wciąż czułam. Dlatego też nie powiedziałam jej, że najchętniej uciekłabym stąd jak najdalej. Łzy powstrzymałam do czasu rozłączenia się przez nią i wtedy popłakałam w ciszy, nie chcąc aby Peter to zauważył.
Nie był nachalny i nie naciskał na mnie jak chodzi o cokolwiek, łącznie z obiadem. Zamówił gotowe zestawy, które dostarczono nam do domu. Usiedliśmy naprzeciwko siebie przy stoliku w kuchni i w ciszy wzięliśmy się za jedzenie.
- Coś jest nie tak? – zapytałam. Może nie znałam go prawie wcale, ale jego wzrok był jakiś dziwny, kiedy obserwował jak jem chińszczyznę.
Pytanie jakie zadałam może i było niewłaściwe. W końcu wszystko było nie tak, jak powinno.
- Po prostu byłaś wegetarianką – uśmiechnął się niepewnie. Zamarłam, patrząc na pałeczki, którymi jedliśmy. W moim daniu była wołowina i wiedziałam o tym, w końcu o takie danie sama go poprosiłam.
Zaśmiałam się i on również przestał się powstrzymywać. Było to przyjemne, całe napięcie jakie czułam jeszcze chwilę wcześniej opadło.
- No cóż, teraz już nią chyba nie jestem, zjadałam co najmniej cztery kawałki – wciąż mnie to śmieszyło – Długo nie jadłam mięsa?
- Od czasu kiedy Cię poznałem – odpowiedział.
- A kiedy to było? Kiedy mnie poznałeś?
Jego uśmiech zbladł.
- Rok i dziewięć miesięcy temu – określił – Nadzorowałaś projekt reklamy, w której brałem udział. Była to reklama jednego z moich sponsorów.
Już w szpitalu rodzice powiedzieli mi, że nadal pracuję dla agencji reklamowej ADV, z tą różnicą, że w ich filii w Lublanie. Postanowiłam nie drążyć tematu, przynajmniej nie tego dnia. Widziałam jak trudno było mu to wszystko opowiadać mi, czyli kobiecie, z którą powinien dzielić te wspomnienia.

Wieczór nastał dość szybko, był to bez wątpienia jeden z dziwniejszych dni w moim życiu. Teraz oboje znajdowaliśmy się w sypialni i patrzyliśmy na siebie niepewnie. Żadne jednak się nie odzywało, cały dzień był bardzo krępujący.
- Pójdę spać do pokoju gościnnego – odezwał się. Odetchnęłam z ulgą, nie chciałam spać z nim w jednym łóżku, nawet jeśli oboje mieliśmy na palcach obrączki.
- Nie, ty zostań w tym pokoju – zaproponowałam. Sypialnia wydawała mi się być nieodpowiednia do zamieszkania. Nawet jeśli nic nie pamiętałam, to przecież był to pokój dwojga zakochanych ludzi.
- Nie, śpij w sypialni, jesteś w ciąży, tu będzie Ci wygodniej – nie mogłam odeprzeć takich argumentów, dlatego ustąpiłam. Poza tym dotarło do mnie, że dla niego byłoby to trudniejsze. W odróżnieniu ode mnie on pamiętał minione dwa lata i nagle musiał przejść do porządku dziennego z żoną, która ma go za zupełnie obcego człowieka. Znowu odczuwałam niepokój pomieszany z poczuciem winy.
- Wezmę tylko parę swoich rzeczy z łazienki – odezwał się ponownie i od razu zniknął w przyległym do sypialni pomieszczeniu. Poruszał się tak szybko, jakby przede mną uciekał i byłam mu wdzięczna, bo sama czułam skrępowanie. Kiedy już poszedł sama chciałam przygotować się do snu. Pomimo najszczerszych chęci musiałam jeszcze raz tego dnia zmącić jego spokój, dlatego przeszłam do pokoju gościnnego, który zajął. Znajdował się on po przeciwległej stronie budynku.

Musiałam zapytać się go o czyste ręczniki, ponieważ nie mogłam znaleźć ich w żadnej z szafek znajdujących się w łazience. Łóżko było puste, kołdra odciągnięta w jednym z rogów. Do tego pokoju również przylegała łazienka i słyszałam szum wody z prysznica. Podeszłam do drewnianych drzwi, nie chciałam go niepokoić, zamierzałam krzyknąć poprzez tę przeszkodę, aby uzyskać odpowiedź. Nim jednak wydobyłam z siebie głos zamarłam w bezruchu. Na początku myślałam, że to moja wyobraźnia, która pracowała dziś na najwyższych obrotach, ale po chwili byłam już pewna tego co słyszałam. Pomimo szumu wody słyszałam jak płakał. To odkrycie pozbawiło mnie wszelkich chęci i nie byłam pewna czy powinnam tu wciąż czekać. Od dalszych rozmyślań uratował mnie puchaty ręcznik, który leżał na fotelu stojącym przy oknie, a który dopiero teraz zauważyłam. Chwyciłam zdobycz i odeszłam, jednakże nie w nastroju triumfu. Jak mogłabym cieszyć się z czegokolwiek, kiedy nie byłam jedynym człowiekiem pod tym dachem, którego życie wyglądało jak koszmar. Ta świadomość nie pozwoliła mi prędko zasnąć. Odgłos jego płaczu słyszałam w wyobraźni, nim zasnęłam zmęczona tym dniem.

**
Oto i kolejny rozdział. Przyznam wam się, że obmyślanie szczegółów tej historii pochłonęło mnie do reszty. Nie jest to dobra wiadomość dla moich studiów, a zwłaszcza pracy magisterskiej, którą powinnam niedługo oddać jako skończoną. Znacznie lepiej się to ma do was, bo lubię czytać wasze przemyślenia pod rozdziałami. Lubię kiedy wyrażacie swoje opinie i odczucia, choć nic nie jest tu czarne lub białe. Pozdrawiam was serdecznie ;)

7 komentarzy:

  1. Jesteś moją bohaterką. Każdy nowy rozdział jest lepszy od poprzedniego a to dopiero początek. Z takimi zdolnościami do pisania to i praca magisterska będzie genialna ;D
    Twoi bohaterowie są tacy ludzcy. Tu nie ma miejsca na sceny z kosmosu wzięte i przesadnie silnych postaci. Dialogi są niewymuszone. I ogólnie to och...
    Mój komentarz to jakaś oda pochwalna ale nic z tym nie zrobię. Jestem pod takim wrażeniem Twojej pracy, że będę Ci słodzić i słodzić aż będziesz mieć mnie dość.
    Co do treści. Zaskoczyłaś mnie wątkiem z prasą. Do głowy by mi nie przyszło, że przy wyjściu ze szpitala czeka na małżeństwo taka "niespodzianka". Niby Peter jest osobą znaną a przez swoje sukcesy pewnie jest też lubiany i pismaki zabijają się o to kto pierwszy przybliży prywatne życie idola fanom ale przy ich aktualnych problemach taki wątek... Nie zamykasz się na jeden główny wątek, myślisz o szczegółach. Kolejne zalety, o jak tu słodko ;D
    Tematyka jest trudna, życiu naszych bohaterów daleko od bajki a tu nagle dochodzę do momentu z jedzeniem chińszczyzny. Uśmiech pojawia się sam. Umówmy się ich rozmowy do tej pory były trudne, dopiero nawiązują znajomość a tu nagle zaczynają się śmiać przez 4 kawałki mięsa.
    I końcówka, ludzki Peter, takim widzi go teraz Ala, on przy niej zwykle jest tym silnym, dba o to żeby jego żona miała odpowiednią przestrzeń w windzie, oprowadza ją po mieszkaniu, wynosi się z sypialni, zamawia jedzenie a tu nagle Ala słyszy jego płacz. Pewnie wcześniej była świadoma że nie tylko jej jest teraz trudno ale ta sytuacja może wiele zmienić w ich kontaktach.
    A teraz mój bohaterze wracaj do magisterki żeby Cie promotor nie okrzyczał :) Będzie trudno ale jeśli trzeba to poczekamy dłużej niż zwykle na nowy rozdział. W końcu świat internetowy nie jest ważniejszy od tego prawdziwego ;)

    OdpowiedzUsuń
  2. Nie wiem, kompletnie nie mam pojęcia, co napisać. Zamurowało mnie. Twoje opowiadanie to arcydzieło. Zwaliło mnie z nóg. Tak trudna historia jest jednocześnie tak piękna...
    Wybacz ten brak ładu i składu, ale jestem pod wielkim wrażeniem tego, jak znakomicie piszesz. Zbieram szczękę z podłogi.
    Pozdrawiam i przesyłam moc weny i do następnych rozdziałów i do pracy magisterskiej. :)

    OdpowiedzUsuń
  3. Jeju, strasznie przepraszam, że nie pojawiłam się pod poprzednim :( Ale przeczytałam i byłam zachwycona.
    Natk samo jestem zachwycona teraz. Nie mam pojęcia jak to robisz, ale piszesz tak dobrze, że aż CI zazdroszczę. Ach.
    Zacznę od końcówki: płaczący Peter, nie wiem dlaczego, ale po części złamało to moje serce.
    Jest im strasznie ciężko, nawet nie potrafię sobie wyobrazić jak się czują... Straszne.
    Jestem pewna, że to co usłyszała Alicia zmieni jej myślenie o Prevcu.
    Czekam na kolejny i jeszcze raz przepraszam.
    Buziaki :*

    OdpowiedzUsuń
  4. Całe opowiadanie jest naprawdę bardzo dobre. Czekam z niecierpliwością na ciąg dalszy...
    Cieszę się, że nie ma tutaj nic oczywistego, sam główny wątek jest bardzo zaskakujący i nowatorski w porównaniu do opowiadań, które czytałam do tej pory, więc masz u mnie dużego plusa i na pewno zostanę tutaj do końca:)

    Dużo weny życzę!
    A przy okazji zapraszam też do mnie http://zaginionawsrodskokow.blogspot.com

    Buziaki:*

    OdpowiedzUsuń
  5. Jak szybko kolejny rozdział! Trzymam kciuki za tą magisterkę :D
    Moje serce jest roztrzaskane przez ten rozdział. W sumie ono od pierwszego w kawałkach jest. Ja wiedziałam, że ta historia nie będzie lekka, jest trudna, ale też cudowna. Nie wiem jak to robisz, ale wszystko zdaje się być takie realne, więc wchodzę całą sobą w każdy rozdział i przeżywam każde zdanie. Wow

    OdpowiedzUsuń
  6. Witam ponownie ^^
    Powiem szczerze, że nie przepadam za Prevcem, ale... Boże, dziewczyno, jesteś genialna! Naprawdę, tak mnie zamurowało, że nie mogłam odkleić się od monitora *.*
    Masz cudowny styl pisania, zresztą, już to ci kiedyś mówiłam, ale dzisiaj jestem chyba pod największym wrażeniem. Wykreowałaś niesamowitych bohaterów, takich... prawdziwych. Jest zupełnie inaczej, niż na większości historii o Peterze.
    Czekam na kolejne! No i oczywiście powodzenia przy pracy magisterskiej :)
    Buziaki :**
    PS. Jeśli masz ochotę, zapraszam także do siebie na nowości :)

    OdpowiedzUsuń
  7. Nie wiem co napisać, jak to skomentować. Po przeczytaniu Twojego opowiadania nie mogę nawet nic powiedzieć, a co dopiero napisać. To jest takie... inne. Większość opowiadań jest o ludziach, którzy się dopiero poznają, przez przypadek czy też nie. Tu jest podobnie z tym,że poznają się jako małżeństwo, które przeszło dużo, o wiele za dużo niż każde inne.
    Podziwiam Petera za to, że jest taki cierpliwy i nie oczekuje od Alici nie wiadomo czego. Doskonale wie, że potrzebuje czasu, by pogodzić się ze świadomością, że jest czyjąś żoną. I wcale jej się nie dziwię. Sama na jej miejscu wolałabym wrócić do rodzinnego miasta, niż miejsca, którego kompletnie nie pamiętam i do mężczyzny, którego nie znam. Reakcja Petera też mnie nie dziwi. Który facet nie płakałby wiedząc, że kobieta, którą kocha nic do niego nie czuje i nie chce poczuć?
    Z niecierpliwością i to taką dużą, czekam na nowy rozdział.
    Pozdrawiam :)

    OdpowiedzUsuń