czwartek, 25 lutego 2016

Piąty.

Miesiąc upłynął niepostrzeżenie, choć początkowo zapowiadało się to na morderczą katorgę. Może nie było idealnie między mną a Peterem, ale oboje staraliśmy się jak mogliśmy, aby sobie niczego nie utrudniać. Wyglądało to trochę jakbyśmy byli swoimi współlokatorami, jedzącymi wspólnie posiłki i czasem oglądającymi w telewizji bezsensowne programy kulinarne. Właściwie najlepiej dogadywaliśmy się na płaszczyźnie jedzenia. 
Nadal nie pytałam go o nic i to nie pozwalało przepaści zniknąć. Trudno było mi pozbyć się wcześniejszych przyzwyczajeń. Peter wciąż się zapominał, zwłaszcza kiedy był zmęczony. Po tym jak przytulił mnie kiedy się zgubiłam, dotknął mnie, ale tylko przypadkiem. Mimo to nosiliśmy obrączki. Rozmawialiśmy na temat bieżących spraw, czasem, choć bardzo rzadko opowiadał mi o swoim dniu, ale ja nie rewanżowałam mu się tym samym. Moje dni wyglądały równie nudnie i nie miałam o czym mu powiedzieć. Po tym jak wtedy się zgubiłam nie wychodziłam poza ogródek. Poniekąd nie czułam takiej potrzeby, ale przede wszystkim nie chciałam aby Peter musiał się o mnie martwić. Czasem słyszałam go jak płakał pod prysznicem, kilka razy specjalnie podsłuchiwałam pod drzwiami. Może to była kara jaką sama sobie wymierzałam. Tak czy siak, poczucie winy nie opuszczało mnie choćby na moment.
Skoro nadal obawiałam się zapytać go o cokolwiek uważnie go obserwowałam. Było to niczym gra, a on nie miał zielonego pojęcia, że bierze w niej udział. Czasem patrzył na mnie lub zupełnie nieświadomie, z przyzwyczajenia poruszał się w moim kierunku. W takich momentach potrafiłam bez pytania orzec, że być może były to nasze rytuały albo zwykłe codzienne kontakty, które on pamiętał i nieświadomie powtarzał. Domyślałam się jedynie poprzez jego przyzwyczajenia, z którymi on musiał codziennie toczyć walkę. Jak na przykład, gdy oglądaliśmy film na kanapie, a jego ramię wielokrotnie lądowało za mną, na oparciu sofy. Czasem patrzył na moje stopy, jakby chciał je pomasować. Pocałunki na powitanie czy pożegnanie również należały do takich codziennych rytuałów i tak oto wielokrotnie zatrzymywał się w połowie drogi, przypominając sobie, że dla mnie one nigdy nie miały miejsca.
Przyszedł październik i cieszyłam się mogąc pograbić liście spadające z drzew na trawnik. Właściwie stało się to moją obsesją. Czasem podczas tych prac w ogrodzie słyszałam śmiech dzieci dobiegający zza płotu przy którym posadzono rząd ozdobnych krzewów. Były to dzieci Katji i czasem słyszałam jej głos upominający lub wołający je. Mimo tego nie odwiedziłam jej drugi raz. Czułam, że podczas kolejnej wizyty musiałabym powiedzieć jej prawdę, a myśl o tym, że mogłaby mnie żałować skutecznie mnie odstraszała.
Nika odwiedziła nas zaledwie raz. Miała trzynaście lat i rozumiałam to, że nie mogła poświęcić mi zbyt wiele czasu. Cieszyłam się, że w ogóle skorzystała z zaproszenia. Petera nie było wtedy w domu. Opowiedziała mi o ich rodzinie, zaskakującym odkryciem był fakt, że miał tak liczne rodzeństwo, przy czym najmłodsza jego siostra miała osiem lat. Zapewne dlatego tak dobrze się mną opiekował. Nika opowiedziała mi także o skokach, ponieważ Peter zapominał się i opowiadał o pewnych sprawach nie wyjaśniając dziwnych nazw, których używał. Ja nie pytałam, dlatego że lubiłam tę iluzję. Jakby nic się nie stało, a on mógłby powiedzieć mi o wszystkim. Byłam mu to winna.
Ten dzień nie różnił się od innych, Peter wyszedł do pracy, treningi w tym miesiącu były dłuższe, czasem nawet wieczorem jechał do ośrodka. Wyjaśnił mi, że to typowy plan treningowy przed sezonem. Nika powiedziała mi, że podobno rozważał odpuszczenie sobie tego sezonu zimowego, ale za namową trenera i rodziców zrezygnował ze swojego planu. Mi niczego nie mówił, nie dzielił się ze mną swoimi przemyśleniami czy problemami i wiedziałam doskonale dlaczego. W końcu to ja była epicentrum tego wszystkiego. Do rozpoczęcia sezonu został miesiąc i była to wiadomość, którą odszukałam w Internecie. Właściwie poza obserwowaniem Petera moim źródłem informacji były właśnie strony, na których mogłam przeczytać jego wypowiedzi, z wywiadów, których udzielał. Żyłam z nim po jednym dachem, widzieliśmy się codziennie, codziennie razem jedliśmy obiad, a mimo to Internet umożliwiał mi poznanie go. Oczywiście tamten Peter, zdystansowany sportowiec był inny. Nieco cyniczny, często zabawny, taki który potrafi przytrzeć nosa natrętnym dziennikarzom jeśli zajdzie taka potrzeba, a poza tym skupiony i skoncentrowany na wygranej. Taki był ten Peter z filmików przedstawiających konferencje prasowe i wywiady czy kadry z zawodów. Nie miałam okazji poznać tej wersji mojego męża przez ten miesiąc. Nie z tym człowiekiem mieszkałam. Może i on się zmienił, wszystkie z materiałów, które oglądałam były sprzed wypadku na nartach. Może nie tylko ja byłam inna, może i on zmienił się, przeze mnie i dla mnie. Tej zagadki nie mogłam jednak rozszyfrować.

Moja garderoba wyglądała bardzo elegancko. Wszystkie ubrania, w znakomitej większości bardzo formalne, zawieszone były na wieszakach. W niczym nie przypominało to mojej szafy w domu. Tam miałam wiele rzeczy wciśniętych w kąt, zapomnianych. Nie kłopotałam się odwieszaniem ubrań i składaniem ich pedantycznie. Takie odkrycia były najbardziej zaskakujące. Widocznie dwa lata sprawiły, że stałam się królową porządku w szafie. Ubrania, które tam wisiały nie nadawały się do noszenia w domu.
Szkatułka z dekoracją przypominającą mi sztukę marokańską rzuciła mi się w oczy, kiedy już zadowolona odnalazłam w tej wielkiej szafie ciuchy, które mogłam nosić w domu. Na dolnej półce, ułożone w kostkę. Otworzyłam pudełko i zobaczyłam tam biżuterię. Były tam moje kolczyki, które nosiłam przez wszystkie lata studiów. Spinka do włosów, którą dostałam od mojej mamy, para kolczyków z szafirami – od babci. Były tam wszystkie, a ja potrafiłam je rozpoznać, każde opowiadały jakąś historię. Jedna rzecz tylko się nie zgadzała. Dostrzegłam szmaragdy już po otwarciu pudełka, ale dopiero biorąc broszkę do ręki mogłam potwierdzić swoje przypuszczenia. Nie należała ona do mnie. Była to ozdoba przekazana przez moją babcię mojej starszej siostrze - Miri. Ja dostałam kolczyki, ona broszkę. Jakim więc cudem znajdowała się ona u mnie? Moja siostra nie pozwalała mi jej dotykać, nie mogłaby tak po prostu mi jej oddać, tym bardziej, że babcia już nie żyła. Jej wartość sentymentalna była tym większa.
To odkrycie przysporzyło mnie o ból głowy. Pobiegłam do salonu, gdzie leżał mój telefon. Wybrałam numer mojej matki. Wszystkie fakty łączyłam w myślach i wynik jaki otrzymałam był przerażający. Broszka babci. Zdjęcie w salonie, bardzo stare zdjęcie. Brak numer Miri w telefonie. Nieobecność na zdjęciach ze ślubu mojego i Petera. Nim moja mama zdążyła odebrać połączenie, ja miałam już sucho w gardle, a łzy same zbierały mi się w oczach. Ręce zatrzęsły się z przerażenia.
- Kochanie? Coś się stało? – usłyszałam w słuchawce strapiony głos mojej matki.
- Mamo – wycedziłam starając się powstrzymać emocje – Gdzie jest Miri?! – krzyknęłam do słuchawki, a mój głos stał się piskliwy. Ledwo go poznawałam.
- Córeczko… ja… twój ojciec… - zaczęła się jąkać i to była odpowiedź, której się obawiałam.
- Mamo – zaczęłam płakać – Czy ona nie żyje? – zapytałam bardzo cicho, ale ledwo mogłam wypowiedzieć choćby słowo. Gardło miałam zaciśnięte.
Obraz salonu z każdą kolejną sekundą stawał się niewyraźny, kiedy stałam pośrodku trzymając w jednej dłoni szmaragdową broszkę, a w drugiej przytrzymywałam telefon przy uchu. Moja siostra uśmiechała się do mnie z tego starego zdjęcia zawieszonego na ścianie przede mną. 
- Kochanie… chcieliśmy Ci powiedzieć… ale… – ona też zaczęła płakać, a ja nie byłam już w stanie nawet stać. Nogi ugięły się pode mną, poczułam jakby ktoś kopnął mnie mocno w brzuch, a w płucach zabrakło mi powietrza. Telefon upadł na podłogę obok mnie, a ja żałośnie załkałam. Moja jedyna siostra nie żyła i nienawidziłam ich za to, że nie powiedzieli mi wcześniej. Oba uczucia mieszały się we mnie. Czy sądzili, że się nie domyślę? Czy długo chcieli to ciągnąć?
W takim stanie, zgiętą w pół, niemal leżącą na podłodze zastał mnie Peter, który wrócił wcześniej z treningu. Mój płacz niósł się echem po całym domu, oczy szczypały od łez i przecierania ich. Mój widok go przeraził, ale pomimo sekund szoku po chwili już klęczał przy mnie. On również był na mojej liście winnych. Nie miałam sił, aby go odepchnąć, kiedy mnie objął. Sam był wystraszony, nie wiedział co się stało, skąd miałby wiedzieć.
- Miri – załkałam i wówczas nadeszła kolejna fala spazmów. Nie mogłam złapać oddechu, a on szeptał mi do ucha jakieś uspokajające słowa, których nie potrafiłam zrozumieć. Jego ręka głaskała moje włosy, a ja nie miałam siły, aby odrzucić te gesty.
Byłam tak zmęczona, że nie mogłam podnieść się o własnych siłach. Peter był jednak tuż obok i z łatwością wziął mnie na ręce. Nie płakałam już, chyba nie miałam już czym. Ból głowy sprawił, że byłam mu wdzięczna, że przeniósł mnie do sypialni i okrył kocem. Był niezwykle troskliwy, zniknął na chwilę i wrócił ze szklanką wody. Znów wyszedł i po chwili usłyszałam jak rozmawiał przez telefon z moją matką. Uspokajał i ją i znów poczułam wdzięczność wobec niego.
- Wszystko w porządku? Nic Cię nie boli? – zapewne pytał o brzuch bo i tam powędrował jego wzrok, ale nic mnie w tej okolicy nie bolało. Znów przysporzyłam mu zmartwienia, bo na jego czole pojawiła się znana mi już zmarszczka. Zaciskał dłonie w pięści, co również robił zwykle kiedy był zdenerwowany.
- Tylko trochę głowa – odparłam, ale i ten ból już przechodził. Właściwie to przestawałam cokolwiek czuć, jedynie myśl o tym, że Miri nie żyje wciąż powracała.
- Nie wiem czy w ciąży możesz wziąć aspirynę, zadzwonię do mojego lekarza i zapytam.
- Nie trzeba, poleżę i mi przejdzie – chwyciłam go za rękę, kiedy wstał i chciał wyjść z sypialni. Mój gest zmusił go do tego, aby ponownie usiadł obok mnie. Zebrałam swoje siły aby przesunąć się nieznacznie i tym samym zrobić mu więcej miejsca.
- Co się stało z moją siostrą? – zapytałam go przygryzając wargę. Podciągnęłam się, tak że mogłam oprzeć się o wezgłowie łóżka. 
- Nigdy jej nie poznałem, zginęła nim się poznaliśmy, właściwie to z powodu tego co się stało wyjechałaś z Hamburga – nie odpowiedział na moje pytanie, ale czułam że ta opowieść wymaga tego wstępu. Słowo zginęła włączyło w mojej głowie czerwone światło.  
– Lekarze właśnie dlatego wyliczyli, że nie pamiętasz niczego sprzed dwóch lat, to stało się dokładnie w tym odstępstwie czasu, siódmego września dwutysięcznego piętnastego roku – przyglądał mi się uważnie, jakby sprawdzał ile zdołam znieść. Zatem minęły dwa lata, nie zaskoczył mnie ten fakt, w końcu wszelkie poszlaki na to wskazywały. Może uodporniłam się na podobne rozmowy.
Przypomniałam sobie, że zaraz po przebudzeniu ze śpiączki, w której znajdowałam się przez tydzień spytałam moją matkę o Miri, nic mi nie odpowiedziała. Jednakże jej reakcja wyrażała zaskoczenie, to był chyba pierwszy sygnał, że nic nie pamiętam.
- Twoja siostra wyjechała na misję do Syrii, pomagała tam dzieciom w miasteczku Aleppo – wziął oddech, a moje serce przyspieszyło – ludzie z ISIS porwali ją, torturowali – jego wzrok stał się bardziej intensywny - początkowo żądano okupu, który władze Niemiec chciały zapłacić za Mirandę, ale Ci zwyrodnialcy dokonali egzekucji publicznej – ścisnął moją dłoń, którą wciąż trzymał w swojej – Opowiadałaś mi, że nigdy nie widziałaś tego filmiku w Internecie, choć wiedziałaś, że tam go umieścili.
- To okropne, jacy ludzie robią coś takiego?
To było pytanie, które nie wymagało odpowiedzi. Miri doskonale wiedziała z jakim zagrożeniem wiążą się jej wyjazdy. Była od czasów studiów wolontariuszką Red Cross, niejednokrotnie znajdowała się w kraju objętym wojną czy dotkniętym katastrofą naturalną. Bardzo rzadko bywała w domu, a kiedy już to się zdarzało, trwało niedługo. Zawsze powtarzała, że ciężko jej wracać do Hamburga, gdzie mieliśmy dom nad zatoką z wszelkimi luksusami, których brak dzieciom w tych szerokościach geograficznych, skąd wracała. Wielokrotnie żegnała się z nami i choć nikt nie mówił tego na głos, to każdy miał świadomość że to może być ostatni raz.
- Miała zaledwie dwadzieścia sześć lat – znów się odezwałam głośno myśląc. Byłam teraz w tym samym wieku. Pomyślałam o swoim wypadku i o tym, że gdyby on zakończył się znacznie gorzej to moi rodzice musieliby pochować drugie dziecko.
- Przepraszam – nie spodziewałam się przeprosin -  Powinienem Ci powiedzieć, chciałem, ale twoi rodzice… - kciukiem delikatnie pocierał moją dłoń.
- W porządku – skłamałam, bo nic nie było jak należy. Czułam, że powinien mi to powiedzieć. Z resztą nie tylko to powinien mi powiedzieć. Nie zrzucałam na niego całej winy, w końcu ja sama też dawałam pokaz bierności. Tacy już byliśmy - bierni.

***
Jesteśmy na półmetku. Mam już zarys rozdziałów, kolejny prawie napisany i co najważniejsze ostatni w całości napisany. Mam również pomysł na kolejne opowiadanie, które będę publikować po zakończeniu tego pod adresem : juz-na-zawsze.blogspot.com . Umieściłam tam już zakładkę bohaterowie, więc jeśli macie chęci wpadajcie i sami zobaczcie.
Co do powyższego rozdziału, to nie mam pojęcia jak zareagujecie. Mogę wam tylko powiedzieć, że po burzy zawsze wychodzi słońce. Tutaj też chciałabym podziękować za wasze komentarze, bardzo miło jest czytać wasze przemyślenia dotyczące tej opowieści. Tyle miłych słów potrafi motywować jak nic innego. Dziękuję raz jeszcze.
Pozdrawiam was równie gorąco jak zawsze.
Do napisania.

8 komentarzy:

  1. To musi być straszne dowiedzieć się, że twoja jedyna siostra zginęła kilka lat temu. A ty tego nie pamiętasz...
    Nawet nie wiesz jak się ucieszyłam widząc, że dodałaś nowy rozdział. To jedno z niewielu opowiadań, które mogłabym czytać i czytać. I może wydawać się to takie sztuczne, to jednak jest to prawda.
    Weny życzę!
    Pozdrawiam :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Kochana!
    Czytam oba Twoje opowiadania o Peterze i muszę przyznać, że to podoba mi się bardziej. Oczywiście historia z Lily w roli głównej jest także fantastyczna, dlatego podziwiam Twoje dzieła.
    Co do rozdziału to nie dziwię się załamaniem Alicii. Nagle miała siostrę i właściwie straciła ją po raz drugi, choć tego pierwszego "razu" nie pamięta. Myślę, że Peter wraz z rodziną dobrze zrobili nie mówiąc jej prawdy od razu. Dziewczyna i tak ma wielką lukę w głowie i wszystko co ją otacza jest dla niej jednym wielkim pytaniem. Stopniowo jednak zacznie dowiadywać się wszystkiego.
    Martwi mnie ta relacja między nią a Pero. Sądzę, że raczej powinna pytać go o istotne sprawy bez poczucia winy, że jego to zaboli. Jeśli on zacznie opowiadać jej wspólne historie to bardzo prawdopodobnym jest to, że zacznie się do niego przekonywać. Może utworzy się między nimi jakaś więź, która jednocześnie jej pomoże.
    Wierzę jednak, ze Ty już nam wszystko szybko wyjaśnisz ^^

    Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
  3. Podałaś nam wydarzenie z przeszłości, traumatyczne wydarzenie. Siostry musiały być zżyte z sobą. Pewnie były najlepszymi przyjaciółkami, całe życie razem, znały się jak nikt inny, miały swój świat i swoje tajemnice wypowiadane szeptem nocą gdy rodzice już spali. I nagle taka tragedia. Nic dziwnego, że Alicja chciała o tym zapomnieć. Śmierć jej siostry złamała jej serce. Musiała uciec z otoczenia, które na każdym kroku przypominało jej o tym co straciła.
    Peter zszedł dziś na boczny tor. Dzisiaj byłam tylko z Alice i jej smutkiem.
    Prevc nie był odpowiednią osobą do informowania żony o tych wydarzeniach, powinni to zrobić rodzice ale nie obwiniam ich. Nie wyjawili jej prawdy bo nie wiadomo jak wpłynęłoby to na słabiutką kobietę w ciąży. Rodzice sami cierpieli po utracie córki i widzieli jak bardzo cierpi Alice a teraz gdy ona jest w ciąży takie informacje są niebezpieczne. Nie wiadomo jednak co by się stało gdyby Alice sama sobie wszystko przypomniała. Byłaby w domu? w centrum? w sklepie? grabiłaby liście?
    Same gdybanie. Tu nie było dobrego i złego wyjścia. Same niekorzystne wybory.
    Mija miesiąc a oni nadal traktują się jak obcy. Ile jeszcze tego smutku, dystansu, strachu.

    Nadal jestem pod ogromnym wrażeniem tej historii. Trzymasz poziom ;)

    OdpowiedzUsuń
  4. Melduję się!
    Kochana, jestem naprawdę pod ogromnym wrażeniem, bo rozdział jest wręcz nieziemski. Czytałam go dwa razy i powiem szczerze... brakuje mi słów, żeby opisać, jak bardzo mi się podobało.
    Strasznie smutno dzisiaj. Chociaż wcale się nie dziwię, szczególnie, kiedy wydarzenia, które przywołujesz, nie są zbyt wesołe. Współczuję Alice. Szkoda dziewczyny. Nawet nie umiem sobie wyobrazić, co musiała przeżywać, dowiadując się o tym wszystkim...
    Czekam na kolejne cudeńka!
    Buziaki :**
    PS. I zapraszam także do siebie na nowość, jeśli masz ochotę :)

    OdpowiedzUsuń
  5. nastrój tego bloga zawsze wprawia mnie w taki dziwny stan po przeczytaniu rozdziału.
    na początku dowiedziała się, że jest mężatką i oczekuje narodzin dziecka, teraz tak drastyczna informacja, że jej siostra nie żyje od kilku lat. ciekawa jestem, czego jeszcze może się dowiedzieć, chociaż myślę, że z tych gorszych rzeczy to już wszystko.
    musi jej być ciężko. ja nie wyobrażam sobie sobie na jej miejscu, chyba bym się załamała. o tyle dobrze, że ma Petera. mam nadzieję, że w niedalekiej przyszłości trochę bardziej się na niego otworzy. powtórzę się, ale cholernie mi go szkoda.
    wiesz, z każdym kolejnym rozdziałem tracę nadzieję, że Alicia odzyska pamięć... :(

    OdpowiedzUsuń
  6. Rozdział jak zwykle mistrzowski, ale czy można było się spodziewać czegoś innego? Nie sądzę.
    To o czym się dowiedziała nasza bohaterka było... Straszne. Dowiedziała się, że jej siostra nie żyje. Na dodatek nie żyje od dwóch lat.
    Mi jest okropnie szkoda Petera. On wszystko pamięta, wszystkie momenty z Alicią, a teraz to wszystko zniknęło. Widać, że ją kocha, ale... No właśnie.
    I uważam, że Alicia powinna go wypytać o wszystko co chciałaby wiedzieć.
    Czekam na kolejny
    Pozdrawiam :*

    OdpowiedzUsuń
  7. Trafiłam na tą historię zupełnie przypadkiem, poszukując jakiegoś fajnego bloga do czytania właśnie o Peterze i obiecuję, że zostanę do końca :)
    To co tutaj piszesz jest genialne, cudowne <3 Nigdy nie zdarzyło mi się płakać przy czytaniu bloga, no dobra może z małymi wyjątkami, ale nigdy na każdym rozdziale. Smutek przeszywający na wskroś to opowiadanie sprawia, że gdy czytam jak oni cierpią, jak się męczą przez utratę pamieci Alici sprawia, że mimowolnie po moich policzkach płynął łzy... Kobieto, co Ty ze mną robisz?! Wzruszam się na każdym odcinku, a jak przeczytałam fragment jak Alicia zauważa jak Peter płaczę pod prysznicem to szlochałam i wylałam z siebie chyba fontane... Nigdy nie działał tak na mnie żaden blog i nw co się ze mną dzieje, ale wiem jednego. Pragnę kolejnego rozdziału i chłąnięcia tej historii :3
    Pozdrawiam i weny :*
    Czekam niecierpliwie :3

    OdpowiedzUsuń
  8. Chce ci tylko powiedziec, ze prowadzisz tego bloga bardzo dobrze. Za kazdym razem lzy staja mi w oczach, bo to wszystko jest mi tak dobrze znane, to wszystko juz przeszlam. Dlatego stwierdzam, ze jeszcze nie widzialam kogos kto tak dobrze prowadzilby bloga z glowna bohaterka z czesciowa amnezja. Oczywiscie nadal bede zagladac i czekam niecierpliwie na kolejny rozdzial. Pozdrawiam cieplutko. :)
    A.

    OdpowiedzUsuń