niedziela, 7 lutego 2016

Drugi.

Pierwszego dnia spędzonego w szpitalu tuż po wybudzeniu dużo płakałam i nie potrafiłam sobie z tym poradzić. Łzy po prostu same toczyły się po moich policzkach, a moi rodzice starali się mnie uspokoić. Tego dnia mama wyjęła ze swojej torebki zdjęcie ze ślubu mojego i Petera, bo tak miał na imię mój mąż. Nie było to przyjemne, to znaczy fakt, że zupełnie go nie znałam. Był dla mnie całkowicie obcy, miałam w głowie zero wspomnień związanych z jego osobą. To tak jakby ktoś powiedział wam, że mijany właśnie przechodzień na ulicy w obcym mieście jest waszym mężem. Zupełnie pokręcone. Może i na tej fotografii uśmiechaliśmy się oboje bardzo szeroko, jednakże w tym momencie nie czułam nic patrząc na tę fotografię. Jakby dotyczyła zupełnie obcych ludzi.
Drugiego dnia Peter chciał porozmawiać, ale nie byłam na to gotowa. Nadal znajdowała się w stanie lekkiego szoku i nie wyobrażałam sobie rozmowy z moim mężem, o którym nic nie wiedziałam. Nie miałam pojęcia o czym mogłabym z nim rozmawiać. Czy miałabym udawać, że wszystko jest w porządku? Czy oczekiwałby tego ode mnie? Nie nalegał kiedy odmówiłam, poza tym do końca tygodnia nie poprosił o to ponownie. W ten sposób stał się największą niewiadomą w moim życiu. Matka opowiadała mi jeszcze tego dnia o nim, był skoczkiem narciarskim, jednakże nie wiedziałam nic o tym sporcie. Widziałam dlaczego to robiła, było to niczym przygotowanie mnie na nadchodzące dni. Musiał być bardzo popularny, bo dwie pielęgniarki, jakby nie wiedząc co mi się przytrafiło, zagadywały mnie o niego. Ten dzień był ważny jak chodzi o badania, które mi zrobiono. Podobno obrzęk się cofał, a moja głowa nie bolała tak bardzo. Niestety nadal byłam zależna od personelu szpitalnego.
Trzeciego dnia moja matka przyniosła cały album ze zdjęciami ze ślubu. Oglądanie tych fotografii było przedziwnym doświadczeniem. Rozumiałam, że bardzo zależało jej aby opowiedzieć mi cokolwiek o osobach na tych zdjęciach. Tak też zrobiła co doprowadziło mnie do stanu gdzie moja głowa bolała jakby ktoś wiercił mi w niej dziurę. Tyle nieznanych mi twarzy, tyle historii. Na samo wspomnienie tych wszystkich fotografii, a zwłaszcza mnie w białej sukni było mi niedobrze. Luka w pamięci się nie zmniejszała, ale irytacja rosła z każdymi kolejnymi odwiedzinami. Za każdym razem kiedy moi rodzice wchodzili do Sali szpitalnej, patrzyli na mnie z tą nadzieją. Nie próbowali tego ukrywać. Obserwowali mnie uważnie, mając zapewne nadzieję, że już jestem normalna. Normalna, czyli bez dwuletniej przerwy w życiorysie. Czułam się jak dziwoląg. Wzrastało także poczucie winy, jakbym ponosiła odpowiedzialność za brak wspomnień. Chciałam aby dzień zakończył się choćby niewielkim sukcesem i tak się stało, przy balkoniku przeznaczonym dla starszych osób przeszłam do łazienki, choć co prawda nie był to rekord tego dystansu.
Dzień czwarty przyniósł zaskoczenie. Wiedziałam już, że jestem w szpitalu w Lublanie, mieście którego nie znałam. Tego właśnie dnia jeden z pomocników odezwał się do lekarza, który mnie badał w języku słoweńskim. Zrozumiałam wszystko co mu powiedział. Lekarze znów prześwietlili mój mózg licząc na to, że coś znajdą. Nauczyłam się języka słoweńskiego podczas minionych dwóch lat i fakt, że wciąż potrafiłam się nim bez problemów posługiwać był wielką zagadką. Lekarze nie potrafili stwierdzić jak to możliwe, ale ja czułam ulgę. Ta umiejętność była jak świadectwo tego, że jednak mój świat nie oszalał, a minione lata miały jednak miejsce. Było to ważne, bo od kilku dni czułam się jakby ktoś poddawał mnie przedziwnemu eksperymentowi, wmawiając mi coś co się nie wydarzyło.
Kolejne dni przyniosły poprawę fizyczną i tak po tygodniu spędzonym w szpitalu potrafiłam już bez pomocy czegokolwiek lub kogokolwiek pójść do łazienki, a pomieszczenie to znajdowało się trzy metry od mojego łóżka. Choć pielęgniarka nalegała, to wymusiłam na niej aby pozwoliła mi się samej umyć. To powolne odzyskiwanie kontroli nad własnym ciałem, było niczym w porównaniu z utratą kontroli nad pamięcią. Teraz stałam pod prysznicem, a ciepła woda obmywała moją skórę. Energicznie przetarłam twarz dłońmi. Moja głowa już nie bolała, czasem tylko podczas zbyt szybkich ruchów, ale i to zdawało się już stabilizować. Podobno obrzęk całkowicie zniknął, a przynajmniej tak powiedziano mi dziś rano, po badaniach. Właściwie wypadek, który miałam nie przyniósł mojemu ciału znaczących obrażeń. No może poza posiniaczoną prawą stroną ciała, na którą to miałam upaść, ale nawet siniaki już znikały. Co innego jak chodzi o pamięć. To jedno nie wracało do normy. Wciąż byłam kobietą z utraconą tożsamością.
Przesunęłam dłonie na brzuch. To było najgorsze. Miałam w sobie życie, dziecko i przyjęcie tej wiadomości wciąż było najtrudniejsze. Jednakże w zestawie badań, które mi robiono co dwa dni znajdowało  się USG i sama mogłam zobaczyć i usłyszeć, że to prawda.
Lekarze oszacowali, że nie pamiętam dwóch ostatnich lat. Nie wiem jak do tego doszli, nie pytałam. Oni sami niechętnie cokolwiek mówili. Często widziałam jak rozmawiali z rodzicami czy moim mężem. Jak chodzi o tego ostatniego to przez ten tydzień widywałam go jedynie kiedy drzwi do Sali, na której leżałam zamykały się lub otwierały. Siedział na krześle w korytarzu i patrzył na mnie z przerażeniem w oczach ilekroć naszego spojrzenia się spotkały.
Wydawać by się mogło, że dwa lata to bardzo niewiele i właściwie w takim okresie czasu człowiek nie ulega jakimś istotnym przemianom. Jednakże jak chodzi o mnie to okres czasu jaki zapomniałam był najważniejszym w moim dotychczasowym życiu. Wszystko to co się wydarzyło, a co utraciłam wpłynęło na to jak wygląda moje życie teraz. Przez wydarzenia, których nie pamiętałam stałam się osobą, której nie znałam, o której opowiadali mi rodzice.
- Dzień dobry Alicio – lekarz z uśmiechem na twarzy wszedł do mojej Sali.
- Dzień dobry – odpowiedziałam grzecznie podsuwając się na łóżku, aby na nim usiąść.
- Mam dobre wieści – zaczął przeglądając kartę przy moim łóżku – Wszystko się ustabilizowało i jutro wrócisz do domu, nie ma sensu trzymać Cię tu dłużej.
Odetchnęłam z ulgą i radością. Naprawdę chciałam już stąd wyjść. Po chwili jednak dotarło do mnie co to oznacza. Nie wrócę przecież z rodzicami do Niemiec. Mój dom jest tutaj, w Słowenii nawet jeśli nie wiem jak on wygląda. Ta myśl mnie przeraziła, nie chciałam zamieniać szpitala na budynek, z którym nic mnie nie łączy. Nigdy wcześniej nie miałam ataków paniki, ale w ciągu tego tygodnia doświadczyłam ich co najmniej kilka.
Lekarz zostawił mnie samą z myślami. Moje czarne wizje przerwało pukanie do drzwi.
- Proszę – powiedziałam wiedząc, że to nie moi rodzice. Oni nie pukali przed wejściem.
- Mogę? – to był on - mój mąż i pierwszym co pomyślałam to to, że miał bardzo niepewny głos.
Kiwnęłam głową. Ta rozmowa powinna odbyć się wcześniej, ale dobrze, że chociaż teraz do niej dojdzie. Zanim wrócę do domu, o czym on także musiał się dowiedzieć.
- Przywiozłem Ci twoje rzeczy z domu, mam nadzieję, że się przydadzą – niewielką torbę sportową postawił obok łóżka szpitalnego, na którym siedziałam.
- Dziękuję.
- Jak się czujesz? Lekarze mówili, że skarżysz się na bóle głowy – nie zdziwił mnie faktem, że dużo wiedział na temat mojego stanu zdrowia. Był w końcu moim mężem i dla niego nic się nie zmieniło. Właśnie dlatego się bałam z nim wcześniej rozmawiać. Nie chciałam go zawieźć, przecież on znał inną mnie i choć tego nie pamiętałam to jednak nie ulegało wątpliwościom.
- Dobrze, głowa mnie już nie boli. Najgorzej było na początku – wyjaśniłam bardzo rzeczowo – Podobno to ty udzieliłeś mi pierwszej pomocy.
Cholerne dwa lata, widziałam je doskonale w sposobie jak na mnie patrzył. To czarna przepaść, której ja nie jestem w stanie przeskoczyć i najpewniej nigdy nie będę w stanie tego dokonać.
- Byłem pierwszy, ale ratownicy zjawili się po chwili – odparł. Przyglądał mi się bardzo uważnie, podejrzewałam, że dla niego cała ta sytuacja też była trudna. W końcu jeśli chodzi o mój wygląd byłam jego żoną, a mimo to zachowywałam się jak obca osoba.
- Pomimo tego chciałam Ci podziękować, lekarz mówił, że gdyby nie twoja zdecydowana reakcja, to mogłabym umrzeć – ostatnie słowa z trudem przeszły mi przez gardło. Jemu również nie spodobało się brzmienie tych słów.
- To nic takiego, ja tylko ratowałem swoją żonę – urwał nagle. To określenie, wypowiedziane przez niego, obcego mi faceta było dziwaczne. Jakby eksperyment trwał w najlepsze.
- No tak – odparłam – Przepraszam, że nic nie pamiętam, że nie jestem nią – zaczęłam się jąkać, ale czułam że jestem winna mu przeprosiny.
- Przecież to jesteś ty – złapał mnie za rękę, ale wyrwałam się co tylko bardziej go przestraszyło. Nie chciałam dawać mu złudnych nadziei, podobno rzadko odzyskuje się pamięć w takich sytuacjach.
- Nie jestem twoją żoną! Ja nie pamiętam nic, ani jak się poznaliśmy, ani tego co było później – miałam łzy w oczach, było mi przykro, że musiałam go tak zranić. On także patrzył na mnie ze łzami w oczach, ale przecież musiał już o tym myśleć wcześniej – Nie jestem nią i nigdy nie będę! Przepraszam.
Moje słowa także brzmiały niewiarygodnie. Przecież właśnie mówiłam człowiekowi, który najwidoczniej mnie kochał, że jego żona jednak umarła tam, podczas wypadku na nartach. Rozpłakałam się i on chyba także, ale nie wiedziałam, bo chwilę później wyszedł z Sali. Nadal nie czułam nic wobec niego, poza współczuciem. Zasnęłam zmęczona.
Kiedy się obudziłam obok mnie siedziała moje matka. Jej obecność mnie uspokajała, może ze względu na to, że pomimo widocznych oznak minionych lat jej twarz była mi znajoma.
- Mamo – uśmiechnęłam się – Jutro mnie stąd wypiszą.
- Wiem kochanie – pogłaskała mnie delikatnie po czole oraz włosach – To dobrze, bo wraz z ojcem musimy wrócić do domu, a nie chcieliśmy wyjeżdżać, póki jesteś w szpitalu.
- Chcę wrócić z wami do Niemiec – powiedziałam pewna swojej decyzji. Jeśli miałam wieść spokojne życie to czułam, że nie mogę tu pozostać. Nie byłam osobą, którą ludzie stąd, niby to moi znajomi znali. Była przecież Alicią, która mieszka w Hamburgu, z rodzicami i marzy aby się od nich wyprowadzić. Tą samą, która pracuje ciężko tylko po to aby dostać upragniony awans.
- Kochanie to niemożliwe, tu jest twój dom i dobrze to wiesz – była zaskoczona moją prośbą. Drzwi do Sali były otwarte i widziałam siedzącego na korytarzu Petera.
- Wiesz dobrze, że to nie jest prawda – podniosłam głos – Ja nie chcę tu utknąć sama, nikogo tu nie znam! To nie jest mój dom!
Moje słowa zadudniły mi w uszach. To pewne, że musiał to usłyszeć, nawet jeśli nie było go już w miejscu gdzie siedział przed chwilą. Wiedziałam, że to słyszał i znowu zrobiło mi się go żal, może nawet trochę bardziej niż siebie samej.
- Tak będzie lepiej dla was wszystkich – chwyciła moją dłoń chcąc mnie uspokoić – Dla dziecka.
Dziecko. Najbardziej nierealna rzecz z tych wszystkich, które na mnie spadły. Odbierałam to jako najgorszą z możliwych kpin losu. Oto ja, kobieta, która nie pamięta swojej nocy poślubnej, seksu z mężem czy z kimkolwiek innym, jeśli miało to w ogóle miejsce. Ciąża niczym z dziwacznego horroru, kiedy zapłodnienie dokonuje się poza świadomością głównej bohaterki. Dlatego przypominanie mi o moim odmiennym stanie było może konieczne, o tym było mi najciężej pamiętać, tym bardziej że brzuch miałam póki co bardzo płaski, niemal wklęsły. Taki jaki był dwa lata temu, to znaczy kiedy byłam jeszcze dziewicą.
- Wypakowałam twoje rzeczy, Peter był tak miły, że to przyniósł – znowu odezwała się moja matka. Faktycznie stosik ubrań leżał na moim łóżku – Tu masz swoją obrączkę, zdjęli Ci ją w szpitalu – wyciągnęła dłoń, na której leżała niewielka platynowa obręcz. Kiedy wzięłam ją w dłoń poczułam jej niewielki ciężar. Kiedy już miałam oddać ją z powrotem mojej matce w mojej głowie pojawiało się jedno słowo.
Dziecko.
To słowo jak również wyobrażenie wszelkich konsekwencji, jakie za sobą niosło sprawiło, że położyłam obrączkę na stoliku przy łóżku. Czy tego chciałam czy też nie, byłam czyjąś żoną, a niebawem miałam zostać czyjąś matką. Ta obrączka i wszystko to co czekało na mnie jutro widziałam jako przeszkody, z którymi muszę się uporać póki dziecko przyjdzie na świat. Dla jego dobra. Mimo to strach we mnie narastał.

**
Witajcie. Oto drugi z rozdziałów, który wam tu prezentuję. Chcę wam przeogromnie podziękować za wasze opinie pod poprzednim rozdziałem, są one wielce motywujące. Mogę wam powiedzieć, że wiem już jak zakończy się to opowiadanie, teraz muszę tylko zaplanować następstwo wydarzeń.
Namaste.

8 komentarzy:

  1. Uniosłam ręce w geście zwycięstwa kiedy zobaczyłam dwójkę!
    Kocham ten rozdział i serce mi się skurczyło na wspomnienie o siedzącym na korytarzu Peterze.
    Przebieram nóżkami zniecierpliwiona na kolejny rozdział. Jest bosko i nic więcej nie trzeba dodawać♥

    OdpowiedzUsuń
  2. Gdy czytałam fragment, kiedy Alicia mówiła Peterowi o tym, że nic nie pamięta, sama się wzruszyłam. Opisujesz wszystko tak realistycznie, że odnoszę wrażenie, jakbym sama była główną bohaterką. Uwielbiam to opowiadanie i liczę na to, że szybko dodasz coś nowego! Życzę kontynuacji takiej wspaniałej weny! :D

    OdpowiedzUsuń
  3. Gdy czytałam fragment, kiedy Alicia mówiła Peterowi o tym, że nic nie pamięta, sama się wzruszyłam. Opisujesz wszystko tak realistycznie, że odnoszę wrażenie, jakbym sama była główną bohaterką. Uwielbiam to opowiadanie i liczę na to, że szybko dodasz coś nowego! Życzę kontynuacji takiej wspaniałej weny! :D

    OdpowiedzUsuń
  4. Alicia przeżywa bardzo trudny czas, to straszne mieć "wyrwane" dwa lata z życia. Dużym szokiem jest dla niej to, że ma męża, nie mieszka w Niemczech i wkrótce będzie miała dziecko.
    Szkoda mi też Petera. Żona, przyszła matka jego dziecka, nie pamięta go.
    Oboje muszą teraz być wytrwali i wyrozumiali dla siebie nawzajem. Bardzo mocno im kibicuję.
    Czekam na następny rozdział z niecierpliwością i zapraszam do mnie, jeśli tylko znajdziesz chwilkę. :)

    OdpowiedzUsuń
  5. nie wiem co napisać. zdecydowanie lepiej czyta się i komentuje, kiedy czytamy, że komuś się układa, że jest szczęśliwy. oni na pewno nie są szczęśliwi. są zagubieni, nie wiedzą co zrobić. Alicia wciąż próbuje odnaleźć się wśród wspomnień, do tego dochodzi jeszcze dziecko... naprawdę jej współczuję. a Peter? wcale nie ma łatwiej, mimo, że nie stracił pamięci jak jego żona. musi zrobić wszystko co w jego mocy, aby dziewczyna na nowo mu zaufała, bo w końcu nosi jego dziecko.
    trzymam za nich kciuki bardzo mocno.
    :)

    OdpowiedzUsuń
  6. Kocham <3
    Dopiero parę tygodni temu narzekałam mojej koleżance na brak dobrych opowiadań z PP w roli głównej a tu przychodzisz mi z pomocą ;)
    To drugi rozdział a już podbiłaś moje serce. Błagam utrzymaj poziom i nie odchodź z blogera bo dla nas czytelników będzie to wielka strata.
    Żal mi Alicji, nie pamięta 2 lat życia, niewiadomo skąd pojawia się w obcym kraju, jest w szpitalu cała poobijana, sama nie może ruszyć się z łóżka a tu jeszcze stawiają przed nią nieznanego mężczyznę i mówią, że jest jej mężem. Dodaj do tego ciążę. Czysta desperacja.
    I żal mi Petera tak strasznie, kobieta jego życia go nie poznaje. Ratował jej życie a ona dopiero po tygodniu jest w stanie z nim porozmawiać i podziękować. Podziękować! Każdy z nas ratowałby swojego bliskiego. To się rozumie samo przez sie. Ale ona go nie pamięta...
    I to oczekiwanie wszystkich naokoło, że w ciągu 5 minut w których się nie widzieliśmy pamiętasz już wszystko, odzyskałaś pamięć więc możemy już odetchnąć z ulgą. To nie pomaga...
    Ala pewnie zamieszka z Peterem. Obcym mężczyzną. Zrobi to dla maleństwa. To będzie trudne.
    Do następnego :*

    OdpowiedzUsuń
  7. Uwielbiam niepewnego Petera. Tak ostrożnie podchodzi do Alicii, obchodzi się z nią, jak z jajkiem. Podejrzewam, że emocje w nim buzują, jednak on myśli o żonie, a nie o sobie; nie chce jej zranić.
    Zachowanie Alicii jest irytujące, jednak rozumiem to, co spowodowane jest szokiem. Wciąż mam nadzieję na zwrot akcji; na stopniowe odzyskiwanie przez Alicię pamięci.
    Liczę również na pewien bunt Petera. Czasami taki wstrząs, natłok informacji powoduje powrót pamięci.
    Czekam na następny!

    OdpowiedzUsuń
  8. Zazwyczaj nie komentuję rozdziałów "srodkowych" tylko zaostawiam zbiorczą opinię pod ostania notką, ale tutaj muszę.
    Bo nie raz czytałam opowiadania, gdzie bohaterka traciła pamięć, ale żadne nie było napisane tak jak to, nie rozważało tak wielu trudnych nie da się ukryć aspektów tej sytuacji.
    Cieszę się, że Alicia zrozumiała, że musi zmierzyć się z faktem, że jest żoną, a wkrótce stanie się matką.
    Jej, nie mogę się doczekać co dalej, więc wracam do czytania!
    E_A
    PS. Nie wiem czemu, ale obrączka ma dla mnie bardzo duże symboliczne znaczenie, więc cieszę się, że podrkeślasz tu jej rolę.

    OdpowiedzUsuń