czwartek, 18 lutego 2016

Czwarty.

Minęło dopiero kilka dni od czasu, kiedy wyszłam ze szpitala. Każdego z tych dni, przed snem rozkazywałam sobie, a raczej swojemu mózgowi aby zaczął współpracować i przywrócił mi utraconą pamięć. Po przebudzeniu jednak otwierałam oczy i już wiedziałam, że nic się nie zmieniło. Nadal znajdowałam się miejscu, które było moim domem, ale ja tego nie pamiętałam. Każdego kolejnego dnia stawało się złotą klatką, z której chciałam uciec. Zastanawiałam się czy nawet nie zacząć stawiać kresek na ścianie przy łóżku, niczym więzień oczekujący na koniec odsiadki.
Drugiego dnia Peter został w domu, ale omijaliśmy się szerokim łukiem, co żadnemu z nas niespecjalnie odpowiadało, dlatego kolejnego dnia wyszedł normalnie do pracy. Kiedy się budziłam i stwierdzałam, że jest jeszcze wcześnie i Peter je śniadanie w kuchni czekałam. Czekałam aż wyjdzie z domu. Słysząc warkot silnika, kiedy uruchamiał samochód w garażu wstawałam z łóżka. Czułam się pewniej, kiedy go nie było w pobliżu.
Był to szósty dzień w domu. Fizycznie nic mi nie dolegało, nawet ciąża niczego nie zmieniła. Dopadała mnie rutyna, choć minęło zaledwie kilka dni. Wstawałam kiedy on wychodził i robiłam sobie śniadanie, jednak wcześniej piłam małą filiżankę kawy zbożowej. Później poznawałam otoczenie i dotychczas trzymałam się domu, ale dziś miało się to zmienić. Wczorajszego wieczoru zaplanowałam sobie krótki spacer po okolicy. Nigdy nie byłam typem domatora, może dlatego wyprowadziłam się z Hamburga do zupełnie obcego kraju, gdzie nikogo nie znałam. Ciągnęło mnie do miejsc mi nieznanych i nie wiedziałam czy dwa lata to zmieniły, bo nie zapytałam o to Petera. Było mnóstwo rzeczy, o które go nie zapytałam. Głównie ze strachu. Nie chciałam znowu widzieć tego smutku w jego oczach. Co innego miał czuć człowiek, który musi przypominać swojej żonie, że byli w sobie zakochani. Dlatego nie rozmawialiśmy wiele i nie wiem czy mu to odpowiadało, ale mi z każdym kolejnym dniem zaczynało to ciążyć.
Czasem planowałam zapytać go o parę rzeczy, ale kiedy wracał do domu z ośrodka treningowego i bywał tak zmęczony, że za każdym razem po powrocie szedł w moją stronę, po czym zatrzymywał się w połowie drogi. Podejrzewam, że chciał pocałować mnie na powitanie i dopiero po kilku krokach oraz moim spojrzeniu przypominał sobie. Przypominał sobie, że nie jestem jego żoną, nawet jeśli z zewnątrz nic się nie zmieniło. Za każdym razem speszony nie wiedział co zrobić, zwykle schodził mi z oczu i szedł wziąć prysznic, albo zająć się czymkolwiek.
Dlatego nie pytałam. Niewiedza była mniej szkodliwa, a zarazem to ona doprowadzała do takich sytuacji. Dwa lata, które widziałam w jego oczach kusiły, ale towarzyszący im smutek odstraszał i to skutecznie.

Powietrze tego popołudnia było rześkie, był to koniec września. Założyłam płaszcz, aby ochronić się przed ewentualnym deszczem, niebo było szare i w oddali widoczne były chmury deszczowe. Nie wzięłam mimo to parasola, w końcu nie planowałam oddalać się od domu. Wsunęłam do kieszeni klucze, które wcześniej wzięłam z miski stojącej na komodzie przy drzwiach wejściowych. Cieszyłam się mogąc wyjść na zewnątrz, było to niczym kolejny krok w drodze do odzyskania swojego życia. Dotąd niewiele było znaków dających taką nadzieję.
- Dzień dobry – usłyszałam kobiecy głos, po wyjściu za bramkę. Odwróciłam się w kierunku skąd dochodził i zobaczyłam kobietę, może trzydziestokilkuletnią, która wrzucała worek ze śmieciami do kosza.
- Dzień dobry – odpowiedziałam odwzajemniając jej uprzejmy uśmiech.
- Ładną mamy dziś pogodę – rozmowa o pogodzie wydała mi się taka typowa, ale miło było usłyszeć głos należący do kogoś innego. Podeszłam do niej, z resztą i tak zmierzałam w tamtym kierunku.
- Zanosi się na deszcz – stwierdziłam przystając obok niej.
- No tak, te chmury wyglądają nieciekawie – spojrzała na niebo, a później z powrotem na mnie – Właściwie to my się nie znamy, jestem Katja – wyciągnęła w moim kierunku dłoń i ten gest sprawił, że odetchnęłam z ulgą oraz radością. Oto stała przede mną kobieta, która nie znała mnie lepiej niż ja sama. Potraktowałam to jako znak, że warto było wyjść.
- Alicia – uścisnęłam jej dłoń i pomyślałam, że to dziwne skoro mieszkamy obok siebie. Czyżbym nie utrzymywała kontaktów z sąsiadami?
- To zabawne, że dopiero teraz rozmawiamy ze sobą po raz pierwszy – z ulgą przyjęłam wiadomość, że i dla niej jest to zaskoczenie – Ale rozumiem to, że teraz każdy jest zajęty pracą i nie ma się czasu na utrzymywanie kontaktów z sąsiadami, bo ledwo starcza na rodzinę – dodała pojednawczo. Miała krótko obcięte włosy, ale ta fryzura pasowała do kształtu jej twarzy.
- Tak, ja pracuję w agencji reklamowej – usprawiedliwiłam się, choć Katja nie oczekiwała tego ode mnie.
- Ja nie pracuję, po urodzeniu dzieci zajęłam się nimi oraz domem, a jest to praca na pełen etat – nie wydawała się zła z takiego obrotu spraw w swoim życiu – Może wejdziesz na herbatę?
Zaproszenie mnie skusiło, poza tym nie wiedziałam, kiedy kolejnym razem będę miała okazję porozmawiać z kimś kto mnie nie znał. Dlatego przyjęłam jej propozycję. Idąc już ścieżką prowadzącą do domu oglądałam ich ogródek, na trawie było kilka zabawek, porzuconych to tu, to tam.
- Może wyjdziemy z tym na taras? Dopóki nie pada – zaproponowałam, choć nie wiedziałam czy to nieuprzejme skoro Katja była Panią tego domu.
- Świetny pomysł, trzeba korzystać z pogody, póki nie nadejdzie zima – wiedziałam gdzie jest taras, ponieważ plan jej domu był analogiczny do tego, w którym mieszkałam z Peterem. Z tacą, na której ustawiła dwie filiżanki i imbryk pojawiła się na tarasie.
- Przepraszam za zabawki – powiedziała odkładając plastikowe przedmioty do kosza stojącego niedaleko – Za trójką maluchów ciężko nadążyć.
- W porządku, chyba powinna się przyzwyczajać skoro jestem w ciąży – miło było porozmawiać z kimś o ciąży. Właściwie ten temat był ostatnim, na jaki chciałabym póki co rozmawiać z własnym mężem.
- Gratuluję – uśmiechnęła się szeroko, miała bardzo ładną twarz, jasną cerę z piegami na nosie i policzkach – Jesteś taka szczuplutka, że ciężko w to uwierzyć.
Uśmiechnęłam się tajemniczo, w końcu mnie samej ciężko było w ten stan rzeczy uwierzyć.
- To dopiero drugi miesiąc – nie wiedzieć czemu moja ręką skierowała się na brzuch, który ukryty był szczelnie na swetrem oraz płaszczem.
- Wierz mi, szybko to zleci, ja już nie pamiętam kiedy byłam w pierwszej ciąży – nalała gorącego naparu do filiżanek i podsunęła jedną z nich w moją stronę – Najstarsza córka ma siedem lat, kolejna pięć, a najmłodszy syn rok – wyjaśniła – Chciałabyś mieć więcej dzieci?
- Tak, przynajmniej dwójkę – odpowiedziałam zgodnie z prawdą, zawsze bycie jedynakiem wydawało mi się smutne – Sama mam siostrę i może dlatego – no właśnie moja siostra, zadziwiające że dopiero teraz o niej pomyślałam. Miranda nie odwiedziła mnie w szpitalu, ani nie zadzwoniła, co mogłoby wydawać się dziwne, ale ze względu na jej pracę nie było to dla mnie zaskoczeniem. Sama postanowiłam się  z nią skontaktować, zaraz kiedy wrócę do domu.
- Faktycznie lepiej wychowują się z rodzeństwem – z zamyślenia wyrwał mnie głos gospodyni. Upiłam łyk herbaty – Dzieci wiele zmieniają, mojego męża też często nie ma domu dlatego najczęściej zastępuję im również ojca, ale przy dziewczynkach to nie problem.
- Peter ma dość nietypową pracę, ale chyba poradzimy sobie ze wszystkim – odparłam, myśląc o tym czy nie powinnam powiedzieć jej, że straciłam pamięć. Czy zareagowałaby tak jak inni? Czy żałowałaby mnie?
- No tak, to tylko wydaje się straszne, ale kiedy już się urodzi to jakoś sobie wszystko poukładacie – była bardzo miła – Poza tym wydajecie się bardzo zgraną parą, a mąż na pewno Cię kocha. Czasem oglądałam w telewizji wywiady z nim i takiego uczucia nie da się tak dobrze udawać.
Jej słowa były pokrzepiające. Moja matka również tłumaczyła mi, że Peter to dobry człowiek i bardzo zakochany w swojej żonie. Jedynym szczegółem było to, że ja nie byłam jego żoną. Nie pamiętałam swojej miłości do niego, a opowieści mojej matki nie mogły przecież obudzić we mnie uczucia. Czy można pokochać obcego człowieka jedynie poprzez opowieści innych ludzi o nim? Mimo to spostrzeżenia obcej osoby wydały mi się bardziej wartościowe, niż słowa mojej matki.
- Na wszystko przyjdzie pora – odpowiedziałam tajemniczo i z przenośnego głośnika, który stał na stole dobiegł nas płacz dziecka.
- To właśnie Max, muszę do niego zajrzeć – podniosła się z miejsca.
- Właściwie to muszę już iść – wstałam szybciej od niej. Nie zatrzymywała mnie i odprowadziła do drzwi. Podziękowałam za rozmowę i herbatę.

Znów znalazłam się na chodniku, a domy, które mijałam idąc wzdłuż ulicy wyglądały identycznie. Widocznie całe osiedle zbudowane było w oparciu o jeden projekt budynków. Dopiero niewielki sklep, znajdujący się na rogu skrzyżowania odróżniał się bryłą od pogrodzonych działek. Weszłam do środka, nie poznawałam większości marek produktów, wszystkie były krajowymi produktami i zastanawiałam się czy nie pracowałam nad zleceniem dla któregoś z koncernów je produkującego. 
- Dzień dobry – usłyszałam oglądając stoisko z herbatami.
- Dzień dobry – odpowiedziałam i odwróciłam się w stronę mężczyzny. Był młody i dziwnie się uśmiechał.
- Czy może Pani wyjaśnić słabą dyspozycję męża? Co jest przyczyną spadku formy złotego Petera Prevca? – zapytał i wyciągnął z wewnętrznej kieszeni kurtki telefon, na który pewnie to wszystko nagrywał.
- Chyba nie powinno to Pana interesować – odparłam.
- Czy państwa związek przeżywa kryzys? – usłyszałam znów jego natarczywe pytanie.
- Niech się Pan odpieprzy – wysyczałam wzburzona. Czy to normalne aby zaczepiano mnie na ulicy? Zdenerwowałam się ponieważ to nie jest jego sprawa co dzieje się między mną, a moim mężem. Musiałam wyjść z tego sklepu, musiałam znów zaczerpnąć powietrza. Przyspieszyłam, bo chciałam zgubić tego natręta, który jeszcze chwilę za mną szedł, jakby liczył, że zmienię zdanie. Właściwie to niemal biegłam, mijając domów.
Zapadał już zmrok, a ciemne chmury tylko potęgowały ten stan przejścia. Serce zaczęło walić mi jak szalone i to nie z powodu dziennikarza. Nie wiedziałam gdzie jestem, wychodząc ze sklepu musiałam pójść w innym kierunku i zgubiłam się. Wszystko wyglądało jak na ulicy gdzie mieszkaliśmy, ale wiedziałam, że to nie jest ona. Szłam dalej, mając nadzieję, że dotrę wreszcie do domu. O niczym innym nie marzyłam  w tej chwili. Zegarek wskazywał godzinę piątą trzydzieści sześć i ten fakt mnie zaskoczył. Czułam się jak w koszmarze, latarnie uliczne się zapaliły, a niebo na dobre spowiła ciemność, na domiar złego zaczął padać deszcz. Z drugiej strony przez deszcz nikt nie mógł dostrzec moich łez, bo ze zdenerwowania łzy napłynęły mi do oczu. Nie wiedziałam ile czasu już minęło kiedy przemierzałam ten labirynt wytyczony między rzędami tych samych domów. Nazwy ulic na niewiele mi się zdały.
Szłam dalej, mijałam kolejne ulice i skrzyżowania, czując że gubię się jeszcze bardziej. Z nerwów chciało mi się śmiać. Nie widziałam gdzie jestem, nie znałam adresu swojego domu. Wiedziałam jak się nazywam, ale to było na nic. Po raz kolejny przeszukałam małą torebkę, którą miałam przewieszoną przez ramię. Nie było w niej telefonu, miałam ze sobą jedynie portfel, klucze oraz chusteczki. Te ostatnie przydały mi się, ponieważ mogłam chociaż wydmuchać nos.
- Alicia?! – dziewczęcy głos, który usłyszałam był niczym światełko w tunelu. Nie spodziewałam się, że ucieszę się na widok kogoś kogo nie znałam, ale ten ktoś ewidentnie znał mnie. Była to młoda dziewczyna, z czapką z daszkiem na głowie oraz strojem do joggingu.
Kiedy już spojrzała na mnie domyśliłam się, że ona wie. To było zauważalne i zaczęłam się zastanawiać jak to możliwe, skoro nikt nie miał wiedzieć o mojej utracie pamięci.
- Jestem Nika, siostra Petera – przedstawiła się i postarała o coś na kształt uśmiechu. Ja sama uśmiechałam się z ulgą, w danej chwili ta dziewczyna o ciemnych oczach była niczym wybawienie. Wtedy przypomniałam sobie postaci ze zdjęć w salonie, była tam i ona choć nieco młodsza.
- Miło Cię poznać – uścisnęłam jej rękę – Znowu – dodałam i obie się zaśmiałyśmy, ona jakby odetchnęła z ulgą. Czyżby Peter nakazał im obchodzić się ze mną jak z jajkiem?
- Co tu robisz o tej porze? Cała przemokłaś – nie dało się tego ukryć, moje włosy miały niemal czarny kolor i były doszczętnie przemoczone, zaczęły także wywijać się w każdym kierunku.
- Wyszłam na spacer, ale zgubiłam się pośród tych budynków – ze wstydem się jej do tego przyznałam. Byłam w końcu dorosłą kobietą, a ona nastolatką – Poza tym nie wzięłam ze sobą telefonu.
Druga część mojej wypowiedzi była najbardziej zawstydzająca, głównie ze względu, że to było już moją winą i popisałam się nierozwagą. Powinnam upewnić się, że mam komórkę przy sobie, skoro zaplanowałam sobie spacer już poprzedniego wieczoru.
- Załóż to – podała mi czapkę samej narażając swoje ciemne blond włosy na zamoczenie.
- Ja już i tak przemokłam – odsunęłam czapkę w jej kierunku. Nie upierała się i założyła ją ponownie, co mnie ucieszyło.
- Zadzwonię do Petera – wyjaśniła wybierając już jego numer. Później słyszałam strzępki ich rozmowy, właściwie tylko to co ona mu mówiła. To co usłyszałam wcale nie poprawiło mi humoru.
- Zaraz tu przyjedzie – powiedziała do mnie, kiedy już skończyła z nim rozmawiać – Daleko doszłaś, praktycznie na skraj osiedla.
Usiadłam na murku będącym częścią ogrodzenia posesji przy której stałyśmy. Byłam zmęczona fizycznie i psychicznie.
- Zachowałam się tak nieodpowiedzialnie – powiedziałam bardziej do siebie. Peter po powrocie o trzeciej z ośrodka treningowego musiał się przestraszyć. Świadczyła o tym ich krótka rozmowa telefoniczna. Uspakajała go przez telefon, a ja poczułam się znowu kulą u jego nogi, która tylko mu przeszkadza.
- Nie bądź dla siebie taka surowa – usiadła obok mnie – każdemu mogłoby się zdarzyć, miałaś szczęście że dziś postanowiłam tu pobiegać, zwykle biegam bliżej domu – dodała.
- Musiałam nieźle wystraszyć twojego brata, ale miałam dość siedzenia w domu – spojrzałam na nią i ujrzałam w jej oczach zrozumienie. Czyżby ta nastolatka potrafiła postawić się w mojej sytuacji, nawet jeśli od dwóch tygodni raniłam jej brata na każdym kroku?
- Trochę, to zbyt mało powiedziane, ale najważniejsze że się znalazłaś – chwyciła mnie za rękę – Peter bardzo Cię chroni, nawet zabronił nam odwiedzać Cię póki co – wyjawiła mi – Dobrze widzieć, że nic Ci się nie stało po tym wypadku.
- Jak chodzi o moje ciało to faktycznie ciężko uwierzyć w ten wypadek i jego możliwe skutki – nie chciałam używać słowa śmierć – Jak chodzi o moją pamięć to nic mi się nie przypomniało i prawdopodobnie tak już zostanie – nie lubiłam robić sobie złudnych nadziei, podobnie miało się to w stosunku do innych. Choć bardzo chciałam, to nie pamiętałam niczego związanego z jej osobą.
- To nic nie szkodzi, w końcu będziesz miała nowe wspomnienia, a my będziemy mogli zrobić na tobie drugie, pierwsze wrażenie – nadal trzymała moją dłoń i było w tym coś kojącego. Nawet jeśli jej nie poznawałam to poprzez ten gest oraz jej zachowanie nie postrzegałam jej jako kompletnie obcej osoby.
- Czy jestem inna? To znaczy no nie wiem, mniej zabawna, bardziej dziwna? – zapytałam po chwili. Czułam, że mogę ją o to zapytać, nawet jeśli widziała mnie od kilkunastu minut.
- Jak dla mnie to nie bardzo.
- Jak byłam? Według Ciebie?
Uśmiechnęła się szeroko nic nie mówiąc, a później spojrzała mi w oczy.
- Byłaś miła, na początku dziwna, ale to zrozumiałe, trafiłaś do obcego kraju i poznałaś liczną rodzinę swojego chłopaka, ale później wszyscy Cię pokochaliśmy, właściwie to byłaś nawet zabawna – jej słowa wywołały u mnie uśmiech. W tym momencie oślepiły nas światła samochodu, które zgasły po tym jak Peter wyłączył silnik i wysiadł z auta.
Spojrzał na nas, dostrzegł, że Nika trzyma nadal mnie za rękę i to chyba najbardziej go zaskoczyło. Wówczas uścisk zelżał i wstając z niewysokiego murka moja ręką i jej się rozłączyły. Stanęłam przed nim i bałam się spojrzeć mu w oczy, nie chciałam znów widzieć tego zawodu na jego twarzy.
- Myślałem, że już Cię nie znajdę – powiedział, a mnie znowu stanęły łzy w oczach – Zadzwoniłem na policję, zacząłem sądzić, że stało Ci się coś złego – podszedł bliżej, a ja stałam jak sparaliżowana. Zawiodłam go, nie tak powinna zachowywać się dorosła kobieta, w dodatku będąca w ciąży.
- Przepraszam – musiałam to powiedzieć, nawet jeśli nie kazał mi już się przepraszać. Wtedy podszedł jeszcze bliżej i objął mnie rękoma. Przytulenie się do niego było najbardziej właściwą rzeczą w tym momencie, nawet jeśli nie poznawałam tych ramion, które uwięziły mnie w uścisku. Odetchnął z ulgą i ja również. W odróżnieniu do mnie był całkiem suchy. Przymknęłam oczy i starałam się odprężyć. Jego usta dotknęły czubka mojej głowy, czułam się okropnie w związku z tym, że przysporzyłam mu takiego zmartwienia, kolejnego z wielu. Mimo to czułość jaka od niego biła była dla mnie krępująca i nie wyrwałam się z tego uścisku, tylko dlatego, że znowu go żałowałam. 
Po chwili jednak uścisk zelżał.
- Nika, podwiozę Cię do domu – odezwał się do swojej siostry.
- Nie musisz, z resztą przebiegłam dopiero połowę trasy na dziś.
- Ok. w takim razie do zobaczenia – powiedział wciąż trzymając swoją rękę na mojej talii.
- Odwiedź nas czasem – powiedziałam z uśmiechem, mając nadzieję, że skorzysta z zaproszenia.
- Dobrze, wy także odwiedźcie nas w domu, czekamy wszyscy na twoje odwiedziny Alicio – odparła i posłała nam szeroki uśmiech, po czym zawróciła i pobiegła w przeciwnym kierunku.
My wsiedliśmy do samochodu i znów przytłoczyła mnie cisza między nami. Peter podał mi ręcznik z tylnego siedzenia. Wydawał się myśleć o wszystkim, nawet kiedy narażony był na stres. W drodze powrotnej obiecałam sobie być dla niego lepszą osobą niż byłam dotychczas, nie chciałam przysparzać mu więcej kłopotów, nie zasługiwał na to.


 ***
Oto przychodzę z czwartym rozdziałem. Od poniedziałku zaczynam już nowy/ostatni semestr studiów, więc staram się pisać na zapas. Z tym opowiadaniem jest o tyle dobrze, że mam już napisany ostatni rozdział i zarysy kilku środkowych, muszę jeszcze tylko ogarnąć kilka wątków. Opowiadanie zamierzam skończyć na 10, może kilku więcej rozdziałach. Nie jestem zwolenniczką niekończących się historii.
Trzymajcie się ciepło i do napisania! Czekam także na wasze przemyślenia.


6 komentarzy:

  1. Nie lubię trwających 100 rozdziałów opowiadań ale na myśl o tym że planujesz 10 rozdziałów a to był czwarty zrobiło mi się smutno. No bo wciągnęłaś mnie kobieto w tę historię tak, że mogłabym ją czytać i czytać.
    Wiedziałam, że kontakty Alicji i Petera nie będą za dobre, ona nie rzuci mu się na szyję, on będzie trzymać się na dystans żeby dać swojej partnerce przestrzeń, której ta teraz tak bardzo potrzebuje. Ale to celowe unikanie? Pani Alicjo! Więcej odwagi, trochę otwarcia na tego człowieka, jeśli kiedyś go pokochała to teraz może go chociaż trochę, troszkę, troszeczkę polubić.
    Dobrze, że sąsiadka nie jest typem hieny. Nowa znajomość, całkowicie pozbawiona tego wyczekiwania na odzyskanie przeszłości Ali. Za to inna hiena dopadła ją w sklepie, zero prywatności a do tego bezczelny sposób zadawania pytań. Czy ten człowiek myślał, że takim zachowaniem coś osiągnie? A teraz w prasie będzie informacja jaka ta pani Prevc niemiła...
    Wszyscy myśleli, że lepiej będzie jeśli nie będą się narzucać. Ale jak długo człowiek może być sam. Nika, dobrze że się napatoczyłaś.
    Alicja niezłego stracha napędziła Peterowi. Mógł myśleć o najgorszych scenariuszach od porwania do spakowania swoich rzeczy i ucieczki Alicji do jej rodzinnej miejscowości albo na jeszcze inny koniec świata. Jego uścisk mówił wiele.
    Więc do boju Ala, może nie odzyskasz pamięci ale możesz spróbować polubić życie jakie miałaś.

    OdpowiedzUsuń
  2. Super Kochana!
    Historia wciąga jak mało która... fabuła, bohaterowie, styl. Wszystko jest na swoim miejscu.
    Mam cichą nadzieję, że jednak bedzie happy end. No ale zobaczymy...
    Czekam na kolejny rozdział z niecierpliwością.
    A przy okazji zapraszam na nowości do mnie :)
    Buziaki;*

    OdpowiedzUsuń
  3. Bardzo dobrze powiedziała temu dziennikarzowi. Jakiś dziwny, zaczepia ją w sklepie...
    Nika (albo Peter?) bohaterką. Nie chcę myśleć co by się stało, gdyby nie przebiegała tamtędy.
    Jeju, jak się przejął zniknięciem Alicji. Naprawdę ją kocha. Może to jakoś ociepli ich stosunki, mam nadzieję.
    Kochana, czekam na nowy, równie świetny, rozdział!
    Pozdrawiam :)

    PS Jakbyś miała ochotę (i czas), to zapraszam do siebie również na Petera ^^
    http://last-goodbyye.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
  4. miałam trochę zaległości, ale już jestem! :)
    naprawdę nie wiem co mam pisać tu w komentarzach, to chyba jedyny taki blog. czytając rozdział mam miliony myśli w głowie, a tutaj nie mogę skleić jakiegoś marnego komentarza. naprawdę dziwne.
    przez całe cztery rozdziały na marne było szukanie jakiejkolwiek więzi między Peterem a Alicią. jednakże w końcówce tego rozdziału, niby zwykły gest - jedno małe przytulenie, a myślę, że może coś zmienić między tą dwójką.
    chyba bardziej jest mi szkoda Prevca, ponieważ on doskonale pamięta te chwile spędzone z Alicią i na pewno cholernie ciężko jest mu tak obojętnie obok niej przechodzić, czy mijać się w - bądź co bądź - wspólnym mieszkaniu.
    aleale, tylko dziesięć rozdziałów? to znaczy, że jesteśmy prawie na półmetku tego opowiadania? :(

    OdpowiedzUsuń
  5. Podoba mi się ta historia, ponieważ jest inna. Cieszę się, że mąż Alicii nie naciska na nią, lecz mimo wszystko opiekuje się nią. Muszą znaleźć się w nowej sytuacji - ona nie tylko musi poznać jego, lecz jest w ciąży, nie pamięta ostatnich dwóch lat, a w ciągu tego czasu sporo się zmieniło jak widać. Czekam na więcej! :)
    Pozdrawiam i zapraszam do siebie,
    http://kazdy-ma-swoja-druga-twarz.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
  6. Uwielbiam Twoje opowiadanie, uwielbiam to, jak piszesz. Szkoda, że ta historia zakończy się na dziesięciu rozdziałach, bo jest naprawdę piękna. Każde zdanie zawiera w sobie tyle emocji, takich prawdziwych emocji. Bardzo się cieszę, że trafiłam na Twojego bloga i mogę czytać to arcydzieło.
    Życzę dużoo weny i pozdrawiam. ;*
    A jak znajdziesz chwilkę to zapraszam na i-found-shelter.blogspot.com , gdzie ukazał się rozdział trzeci. :)

    OdpowiedzUsuń