niedziela, 31 stycznia 2016

Pierwszy.

Ciemność była nieprzenikniona, ale i kojąca. Nie obawiałam się tego czego nie widziałam. Było tak przez zaledwie chwilę. Jasne światło, bardzo jasne. Oczy zapiekły i ponownie je przymknęłam. Po chwili okazało się, że nie światło było najgorsze. Głowa bolała mnie jak nigdy przedtem. Z trudem ponownie otworzyłam oczy i rozwarłam usta, ale nie poczułam powietrza jakie znajdowało się w pomieszczeniu gdzie byłam, ponieważ miałam na twarzy maseczkę. Wzrok z trudem przyzwyczajał się do lampy wiszącej nad łóżkiem. Wiedziałam już, że leżę, chciałam się podnieść, ale to tylko wzmogło ból głowy. Jęknęłam, jednakże dźwięk, który uleciał z moich ust bardziej przypominał charczenie.
- Mike! – usłyszałam głos mojej matki, strasznie piskliwy, jak zawsze gdy była podekscytowana – Alicia się obudziła! Zawołaj lekarza i Petera! – krzyknęła bardzo głośno, zbyt głośno i głowa ponownie mnie zarwała.
Kątem oka dostrzegłam, że moja matka właśnie wchodziła do Sali na której leżałam. To był szpital. Bez najmniejszych wątpliwości potrafiłam to stwierdzić. Słyszałam różne dźwięki za moją głową, pomyślałam, że to muszą być różne sprzęty medyczne. Otworzyłam oczy szerzej i nade mną zawisła postać mojej matki. W jej spojrzeniu mogłam wyczytać jak źle musiało ze mną być. Ściągnęła maseczkę tlenową z mojej twarzy. Zmiana powietrza była znacząca.
- Wody – wychrypiałam, ale doskonale mnie zrozumiała i po chwili przesunęła mokrym wacikiem po moich ustach.
Ulga. To była ulga czuć wilgotny wacik na ustach, jakbym przebyła pustynię na pieszo i to był pierwszy kontakt z wodą, od bardzo dawna. Byłam jej wdzięczna. Usiadła przy moim łóżku.
- Alicia – chwyciła moją dłoń, jej była niemalże gorąca – Tak bardzo się martwiliśmy – powiedziała, a w jej oczach pojawiły się łzy – Gdyby coś Ci się stało, to nie przeżyłabym tego – dopiero teraz zauważyłam, że na jej czole widoczne były zmarszczki, których wcześniej nie dostrzegałam. Widocznie mój stan naprawdę ją zmartwił. Jej włosy wydawały się być krótsze, ale równie dobrze mogła pójść do fryzjera.
- Wody – powtórzyłam, a ona ponownie przesunęła mokrym wacikiem po krawędzi moich ust.
- Kochanie tak bardzo się cieszę, za Ciebie i za dziecko – pomasowała moją dłoń troskliwie – Nikt nie wiedział, lekarze zrobili Ci badania, to szósty tydzień.
Jej słowa były zupełnie nie na miejscu. Jak to dziecko? Czyżby to był żart, a ja brałam udział w jakimś eksperymencie społecznym. Może po prostu źle ją zrozumiałam.
- Dziecko? – zaskoczenie wzięło górę, a moja głowa znów zabolała – Chyba masz na myśli Miri, ona jest starsza i ma narzeczonego – powiedziałam z wyraźną trudnością. Moja siostra nadawała się na matkę. Miałam sucho w ustach. Zobaczyłam przerażenie w jej szarych oczach i znów zaczęłam się denerwować.
- Co ty mówisz córeczko? – zmarszczka między brwiami się pogłębiła. Nie widziałam co się tu dzieje, czy moja matka celowo chce mnie zdenerwować?
Do Sali weszli kolejno lekarze w białych kitlach, z podstawkami gdzie pewnie trzymali wyniki badań jakie mi zrobili. Oglądałam serial medyczny i miałam świadomość tego co zaraz się zacznie.
- Pani Alicio, witam w szpitalu św. Bartłomieja, nazywam się Evan Ross – moja matka ustąpiła miejsca lekarzowi. Dostrzegłam, że podchodzi do mojego ojca i coś szepcze mu na ucho. Najbardziej zaskoczył mnie fakt, że jego włosy były bardziej siwe niż dzień wcześniej. Może jednak stał w złym oświetleniu, nic już nie wiedziałam.
Lekarz jednakże odciągnął moją uwagę od nich. Latarką sprawdził moje oczy, po czym się uśmiechnął. Ucieszyłam się, bo to musi oznaczać, że wszystko jest dobrze.
- Nastraszyła nas tu Pani – zwrócił się do mnie – Trzeba będzie zrobić badania, rezonans na cito – spojrzał na dwójkę ludzi stojących obok i skrzętnie notujących co mówił. Oni również mieli białe kitle. Mój wzrok znów szybko przesunął gdzie stali moi rodzice, a tuż obok nich jakiś mężczyzna. Niewiele starszy ode mnie na oko, co było dziwne ojciec poklepywał go pokrzepiająco po plecach. On sam patrzył na mnie zmartwiony, nawet z tej odległości widziałam sińce pod oczami.
- Co mi się stało? – zapytałam, nie potrafiłam sobie przypomnieć jak tu trafiłam.
- Miała Pani wypadek na nartach, na szczęście Pani mąż w porę zareagował, a dziecku nic się nie stało – spojrzał na szczupłego mężczyznę u boku mojego ojca.
Dziecko. Mąż. Wypadek.
Zahuczało mi w głowie. Teraz przestraszyłam się nie na żarty. O czym oni wszyscy mówili? Serce zaczęło bić jak oszalałe, a zza mojej głowy dobiegał piskliwy dźwięk jakiegoś z aparatów. Zapewne mierzącego mi puls, który podskoczył niebezpiecznie.
- Ja nie mam męża! – powiedziałam piskliwie i z trudem złapałam oddech – Ja nawet nie mam chłopaka, co tu się dzieje!? – zapytałam i wszyscy jakby wstrzymali oddech – Mamo, co to ma znaczyć?! – jęknęłam i potem zemdlałam. Wiedziałam to bo przed oczyma znów zobaczyłam tę nieprzepastną czerń.
Znowu wszystko wyglądało podobnie. Światło. Znów przymknęłam powieki i postanowiłam poczekać. Słyszałam rozmowę mojej mamy z lekarzem.
- Ewidentnie nie straciła całej pamięci, skoro Panią poznała – to był głos lekarza. Mówił o mnie, ale słuchałam tego jakby to nie dotyczyło mnie. Utrata pamięci, to przecież dzieje się tylko w filmach, do tego ckliwych romansidłach, których nie lubiłam.
- To znaczy, że z czasem odzyska pamięć? – zapytała moja matka.
- Ciężko wyrokować, muszą państwo przygotować się na najgorsze i ją również. Niech oszczędzą jej państwo stresów, nim obrzęk mózgu się nie zmniejszy, lepiej żeby jej nie denerwować – pouczał moich rodziców skoro użył liczby mnogiej.
- Ale ona mnie nie poznaje – nie znałam tego głosu – Jak mam to zaakceptować? – niemal krzyknął i grymas pojawił się na mojej twarzy na skutek bólu głowy.
- Mamo, tato – powiedziałam czując znaną mi już suchość w ustach.
- Alicia – powiedział mój ojciec. Nigdy nie widziałam go tak zatroskanego – Wypoczywaj – dodał podchodząc do mnie.
- Musi Pan dać jej trochę czasu, wiem, że to trudne – słyszałam jeszcze głos lekarza zwracającego się do tego młodego mężczyzny, obaj wraz z moją matką wyszli z Sali.
- Tato co to ma znaczyć? Jak to straciłam pamięć?
- Spokojnie, najważniejsze że jesteś zdrowa i dziecko te…  – przerwał nagle i chwycił moją rękę. Spojrzałam na niego i zauważyłam jak bardzo się zestarzał. Skoro to wszystko było prawdą to na pewno nie minął tydzień czy pół roku, nie mógłby tak bardzo posiwieć w tak krótkim czasie.
Dziecko. Mąż. Wypadek.
To było irracjonalne. Nie miałam siły ani ochoty dotknąć swojego brzucha, czułam się jak ofiara jakiegoś dziwacznego eksperymentu.
Lekarz wrócił do Sali, mój ojciec z niej wyszedł i tak oto zostałam sama z facetem około pięćdziesiątki, w białym kitlu narzuconym nonszalancko na garnitur.
- Czy mogłaby Pani podać mi swoje imię i nazwisko? – zapytał. Wydało mi się to bezsensowne skoro wcześniej sam zwracał się do mnie po imieniu. Kim innym miałabym być?
- Alicia Winchester – odparła pewna siebie, on tylko kiwnął głową. Zachowywał się jak pieprzony pokerzysta, nie mogłam teraz odczytać z jego twarzy czy to odpowiedź jakiej się spodziewał.
- Czym się Pani zawodowo zajmuje? – zadał kolejne pytanie. To również było proste.
- Pracuję w Agencji Reklamowej ADV – odparłam i znów nie miałam pojęcia czy to właściwa odpowiedź.
- Który mamy rok? – kontynuował.
- Dwutysięczny szesna… – zaczęłam mówić, ale zwątpiłam. On zaś się zmartwił i to akurat zauważyłam. Lubiłam patrzeć na emocje malujące się na twarzach ludzi. Praca w branży reklamowej wyczuliła mnie na ten aspekt i czasami wręcz przesadzałam.
- Dobrze – chwycił mnie za rękę i tym razem gest ten wydał mi się bardzo dziwny, to już trzecia osoba, która dziś mnie tak trzymała – Postaraj się nie denerwować. Wieczorem zrobimy Ci badania, teraz odpoczywaj – powiedział, a ja jak na zawołanie zaczęłam się denerwować. Nawet nie wiedziałam czy jest ranek, czy już później. Okropnym było słuchanie tego wszystkiego od nich kolejno.
Dziecko. Mąż. Wypadek.
Te trzy słowa echem rozchodziły się po mojej czaszce. Jakie dziecko, skoro byłam dziewicą? Jaki mąż, skoro nie brałam z nikim ślubu? Jaki do cholery był rok? Ile lat mnie ominęło? To wszystko sprawiło, że znów zrobiło mi się niedobrze i jak na zawołanie zwymiotowałam odchylając głowę w bok. Ten manewr kosztował mnie wiele energii.
Pielęgniarka pojawiła się sekundę później.
- Przepraszam – powiedziałam. To było obrzydliwe i wstyd mi było, że ktoś musi po mnie sprzątać.
- Nic nie szkodzi – odparła i spojrzała na mnie. Miała na twarzy wymalowane współczucie. Musieli nieźle bawić się na tym oddziale. Kobieta, która nie pamięta, że jest w ciąży i jak do tego doszło jak również zapomniała, że ma męża. To właśnie zasługiwało na współczucie i nawet jej nie winiłam.
- Chyba będę musiała zmienić Pani poduszkę. Zaraz przyniosę nową – powiedziała i uciekła z Sali. Kiedy drzwi się przymykały zobaczyłam twarz tego mężczyzny. On też patrzył na mnie i chyba oboje byliśmy tak samo przerażeni.
Dziecko. Mąż. Wypadek.

I zasnęłam, sen był na tyle głęboki, że nawet nie czułam kiedy pielęgniarka zmieniała mi poduszkę. Byłam wyczerpana. To był koszmar i miałam nadzieję, że kiedy się już obudzę, będzie po wszystkim.

**
Witam was z nowym projektem. Mam nadzieję, że opowiadanie przypadnie wam do gustu. Ja sama już nie mogę doczekać się tego, kiedy przedstawię wam rozwój wydarzeń jaki zaplanowałam.
Jestem trochę zmęczona. Konkurs w Sapporo sprawił, że się nie wyspałam. 
Pozdrawiam serdecznie i jestem ciekawa waszych wrażeń.

8 komentarzy:

  1. Zabrałaś się za trudny temat- utrata pamięci. Przed tobą dużo pracy żeby nie zniszczyć dobrego pomysłu. Mam nadzieję, że przeprowadzisz nas i swoich bohaterów tak abyśmy uwierzyli, że bohaterka straciła pamięć i krok po kroku zapoznaje się ze światem na nowo.
    Kupiłaś mnie tym rozdziałem. Na początku zawsze autor podaje dużo informacji, w końcu trzeba jakoś wprowadzić czytelnika w historię, zrobiłaś to jednak w taki sposób, że wiem w jakim miejscu są bohaterowie i wiem też że to dopiero początek a ich dalsza bajka będzie interesująca.
    Czekam na więcej :*

    OdpowiedzUsuń
  2. Zostanę na dłużej i będę czytać.
    Już wyobrażam sobie, jak Alicia najpierw uczy się zaufania wobec Petera, a on prowadzi ją przez wspólne wspomnienia.
    Czekam na kolejny!

    OdpowiedzUsuń
  3. Ja to kupuję. Uwielbiam takie klimaty, więc we mnie czytelniczkę (mam nadzieję, że stałą :D) masz. Pragnę kolejnego now♥

    OdpowiedzUsuń
  4. dziecko, mąż, wypadek, częściowa utrata pamięci.
    wow. zaczęłaś z przytupem. jak mi szkoda Petera...
    ciekawość mnie zżera!

    OdpowiedzUsuń
  5. Ooo jestem zakochana <3
    Przeczytałam to już wcześniej, ale nie zebrałam się do skomentowania za co przepraszam.
    Alicia cierpi na amnezje.Nie pamięta swojego męża (Petera), ani tego, że spodziewa się dziecka. To mocno musi ranić jej bliskich.
    Czekam na kolejny !
    Dużo weny i zapraszam w wolnej chwili do siebie :* <3

    OdpowiedzUsuń
  6. O kurczę, to dopiero początek, a już tyle się dzieje.
    Peter i Alicia mają przed sobą trudny czas. Prevc będzie musiał się bardzo postarać, żeby w pełni odzyskać swoją żonę.
    Czekam z niecierpliwością na kolejne rozdziały. :)
    Weszłam sobie też w zakładkę "Music" i jak zobaczyłam, że przekierowuje mnie do "505" Małp, to bardzo się ucieszyłam, dodatkowy plus dla Ciebie. :D
    Pozdrawiam i dużo weny życzę. :)

    OdpowiedzUsuń
  7. Dotarłam i tu :)
    (Tak naprawdę rozdział przeczytałam wcześniej, ale ze mnie jest potworny leń i dopiero dziś wzięłam się za komentowanie)
    Szkoda mi Alicii. Kompletnie nie ma pojęcia co się dzieje, ma amnezję, nie pamięta męża, dziecka...
    Ale to nazwisko to... ktoś tu chyba lubi Supernatural! Ach, ja uwielbiam <3
    Czekam na dwójkę
    Buziaki :*

    OdpowiedzUsuń
  8. Ten komentarz został usunięty przez autora.

    OdpowiedzUsuń